Konstytucja nie przewiduje alternatywnych ośrodków polityki zagranicznej, ale nakazuje prezydentowi i rządowi współpracę w dziedzinie polityki zagraniczej. Stanowi też, że władzę wykonawczą sprawuje rząd i prezydent. Mówi również, że prezydent jest najwyższym reprezentantem Polski na zewnątrz. Nie ma więc obawy, może się tworzyć drugi ośrodek polityki zagranicznej. Prezydent zna konstytucje i oczekuje jedynie szacunku dla konstytucji ze strony premiera i rządu
To o niczym nie świadczy. Premier Tusk ostro krytykuje prezydenta. A Radosław Sikorski w kampanii wzywał do dożynania hord, mówiąc o PiS.
Nikt o tym nie mówi. Minister złamał dobry obyczaj. Odmówił przyjścia na spotkanie z prezydentem, poza tym zrobił to w niezwykle nieelegancki sposób.
Tak, ale nie przyszedł również na expose premiera Kaczyńskiego. A prezydentowi należy się szacunek.
Przez blisko dwa tygodnie od powołania minister nie nawiązał z prezydentem żadnego kontaktu, czyniąc w tym czasie bardzo poważne gesty i podejmując ważne decyzje w dziedzinie polityki zagranicznej. Prezydent cierpliwie czekał 12 dni i wreszcie zaprosił ministra Sikorskiego. On jednak nie przyszedł i jeszcze po czasie wysłał faks, że na spotkaniu się nie pojawi.
Poważnie rozważamy, aby to Trybunał rozstrzygnął, jaka jest pozycja konstytucyjna prezydenta w państwie. Ale dysponujemy na szczęście kilkoma dokumetami świadczącymi o precedensach. Na przykład kiedy ministrem obrony narodowej był Bronisław Komorowski, bardzo obficie korespondował z ówczesnym prezydentem Kwaśniewskim i niezwykle wnikliwie informował go o drobnych nawet szczegółowych sprawach. A obowiązywała wtedy ta sama konstytucja. I minister Komorowski uważał wówczas, że musi to robić. Od tego czasu ustawa zasadnicza się nie zmieniła, więc oczekujemy, że prezydenta będzie traktowany przez ministrów rządu Donalda Tuska dokładnie tak samo.
Wydaje się mało możliwe. Gdyby jednak tak się stało, dowiedzielibyśmy się, że w Polsce istnieje ustrój, o którym dotychczas nie wiedzieliśmy. Że prezydent, który jest wybierany w głosowaniu powszechnym, w istocie nie ma żadnych kompetencji.
Czym innym jest zmiana konstytucji, a czym innym praktyka, która obowiązuje. Nikt jakoś nie mówił, że konstytucję trzeba zmieniać, kiedy rządził Kwaśniewski. Prezydent w ramach obowiązującego prawa będzie wykonywał swoje obowiązki. I niedopuszczalne jest, aby prezydent nie był informowany o tym, co się dzieje w polskiej polityce zagranicznej. Co do tego konstytucja nie pozostawia wątpliwości. Prezydent zaakceptował fakt wygrania wyborów przez PO. Dobrze by było, gdyby Tusk zaakceptował przegraną w wyborach prezydenckich.