: To nie jest przypadek. Prezydent bardzo poważnie podchodzi do obietnic, które składał w czasie swojej kampanii wyborczej dwa lata temu. Obiecał, że będzie
orędownikiem idei, którą w skrócie opisujemy jako „Polska solidarna”. W oczywisty sposób prezydent nie musiał być aż tak aktywny w czasach, gdy ta idea była realizowana
przez rząd PiS. Platforma Obywatelska, choć w samej kampanii wyborczej od wizerunku partii liberalnej uciekała, coraz bardziej odwołuje się do propozycji, które mieszczą się w liberalnym
kanonie. Dlatego pan prezydent zabiera głos po to, by starać się te liberalne zapędy tonować i stać na straży interesu zwykłych Polaków.
Zeszłotygodniowa Rada Gabinetowa to nie pierwsza taka inicjatywa prezydenta. Kiedy rządziło PiS, prezydent też zwołał Radę i jej tematem też była sytuacja w służbie zdrowia. Trzeba być
złośliwym, by nie dostrzegać, że prezydent konsekwentnie realizuje pewną wizję. Dzisiaj pana prezydenta niepokoi nie tylko sama sytuacja w służbie zdrowia, ale również niebezpieczeństwo
dzikiej prywatyzacji ogromnego mienia służby zdrowia. W Polsce jest to ostatni ogromny majątek, który pozostaje w rękach publicznych. Polacy źle wspominają dziką prywatyzację z początku lat
90. nieprzypadkowo realizowaną również przez liberałów.
Lech Kaczyński jest prezydentem wszystkich Polaków. I właśnie dlatego pojawia się tam, gdzie istnieje niebezpieczeństwo, że interesy Polaków będą zapomniane. Proszę pamiętać o sekwencji
zdarzeń: prezydent został poproszony o włączenie się w konflikt wokół służby zdrowia przez OZZL. Takie apele płynęły też ze strony innych środowisk. Naprawdę nie należy prezydenta
podejrzewać o żadną chęć bycia opozycjonistą. Po prostu stoi na straży tego, co obiecał w kampanii wyborczej.
Prezydent zawsze był człowiekiem otwartym na ludzkie problemy i tę otwartość będzie pokazywał w dalszym ciągu.
To też nie jest tak, że prezydent jest strażakiem, który ma gasić każdy najmniejszy płomyczek. Mówimy o sprawach poważnych, w które prezydent się angażuje i angażował też wtedy, kiedy
rządziło PiS. Problem polega na tym, że zdaniem pana prezydenta te problemy społeczne potrafił rozwiązywać lepiej, niż robi to dzisiejsza władza.
Lech Kaczyński przede wszystkim czeka na projekty rządowe. Bo to rząd jest odpowiedzialny za rządzenie. PO składała bardzo daleko idące obietnice wyborcze. Można powiedzieć, że miała mało
czasu na ich realizację i jest to uczciwe postawienie sprawy. Bo upłynęły dwa miesiące. Ale PO mówiła, że jest bardzo dobrze przygotowana do rządzenia. I tutaj niestety negatywna weryfikacja
tej obietnicy nastąpiła bardzo prędko. Na Radzie Gabinetowej, a nawet na Radzie Ministrów, która była temu poświęcona nie zdołano rozmawiać o projektach ustaw, bo się okazało, że ich nie
ma.
Prezydent oczywiście jest uprawniony do recenzowania tego, co się dzieje. Dziś prezydent oczekuje realizacji oczekiwań Polaków.
Prezydent nie chce być ostrym recenzentem. Chciałby mieć jak najmniej powodów do ostrych ocen, bo prezydent życzy Polsce sukcesów.
Oczywiście współpraca jest możliwa, jest nawet konieczna, bo wynika z zapisów konstytucji. Prezydent jest do współpracy gotowy. Problemem są takie akcje pana Donalda Tuska jak ostatnio, kiedy
z powodu – jak sądzę tylko z niechęci do pana prezydenta i próby dziecinnego manifestowania swojej samodzielności – złamał prawo. Bo choć był do tego zobowiązany, nie
zaciągnął opinii prezydenta w sprawie powołania szefów służb specjalnych. W tym momencie żarty się kończą.
Lech Kaczyński wykazuje dobrą wolę, ale rząd swoją nieudolność, brak przygotowania i takie drastyczne rozjechanie się z obietnicami wyborczymi będzie próbował maskować, wywołując
konflikty z prezydentem. Po to, by opinia publiczna zajmowała się wywoływanymi przez Donalda Tuska wojnami na górze, a nie jego polityką, która niestety okazuje się coraz bardziej miałka. To
jest droga, przed którą Donalda Tuska należy przestrzegać. Bo taką drogą szedł mentor pana Tuska Lech Wałęsa. A to Polacy źle wspominają.
* Michał Kamiński jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta