Dziennik Gazeta Prawana logo

Kaczyński: Przy Tusku Miller to niewiniątko

30 stycznia 2008, 00:53
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński/Inne
Rządy Platformy to "putinada", czyli łagodne ograniczenie demokracji. Koncepcje PO, takie jak jednomandatowe okręgi wyborcze czy ograniczenie finansowania partii z budżetu, dobrze się w ten sposób myślenia wpisują - mówi w wywiadzie dla "Faktu" prezes PiS i były premier Jarosław Kaczyński.


Nie tyle zmienić, co uzupełnić. Nasz dotychczasowy wizerunek przyciągnął pięć milionów wyborców, a to niemało. Teraz chcemy zwrócić się także do elektoratu, który wprowadzono w błąd w ciągu ostatnich dwóch lat.


Po pierwsze inteligencja. Do niej chcemy dotrzeć w oparciu o tę część inteligencji, która popiera nas już dziś, niemałą i jakościowo dobrą. To ludzie, którzy są oburzeni tym, co się w Polsce stało - gigantyczną manipulacją, która z ludzi uczciwych zrobiła nieuczciwych i odwrotnie. Niedługo tę część inteligencji pokażemy.


Proszę wykazać trochę cierpliwości. To nastąpi niedługo, jeszcze zimą. Z ludzi, o których mówię, chcielibyśmy stworzyć ruch.


Nie, on nie będzie miał charakteru partyjnego. Po drugie, będziemy chcieli się zwrócić do młodego pokolenia, które rzeczywiście zaniedbaliśmy. Pozostawiliśmy ich na żer niebywałej kampanii toczonej przeciwko nam, co przyniosło niedobre skutki.


Nasz Komitet Polityczny został mocno odmłodzony. Kilka dni temu było jego pierwsze posiedzenie w nowym składzie. Jest w nim teraz znacznie więcej młodych twarzy niż przedtem.


Kompletne nieporozumienie. O prawdziwą modernizację walczymy my. PO nie była zainteresowana odrzuceniem struktury anachronicznej, opartej na relacjach stworzonych przez komunizm.


Bardzo poważnie się zastanawiamy, czy warto taki gabinet powoływać. To nigdy w Polsce nie wyszło, a gabinet cieni Platformy skończył się samoośmieszeniem. Przeciwko gabinetowi cieni istnieją poważne argumenty.

Jeśli ktoś zostaje w nim ministrem, to pozostali tracą motywację do działania w danej dziedzinie, bo zakładają, że nie warto. Inny problem to spory między resortami. Każdy premier ma z tym olbrzymi problem, a gdyby stworzyć działający na serio gabinet cieni, to te spory przeniosłyby się do działalności opozycyjnej. Nie jestem pewien, czy warto podejmować to ryzyko.


Owszem, w brytyjskim parlamencie jest nawet specjalna sala posiedzeń dla gabinetu cieni, a lider opozycji jest wysoko opłacanym urzędnikiem państwowym. Ale to jest jak z brytyjską trawą: jak się ją przycina przez 300 lat, to potem można na niej robić, co się chce.


Niczego takiego nie planujemy. Frakcje w partii są rzeczą niedobrą. Doświadczenie nauczyło nas, że warto stawiać na ludzi, którzy nie traktują partii jako wehikułu.


Nie. Tylko wskazuję, że istnienie frakcji zachęca takie osoby.


Nie chodzi o monolit w sensie ideologicznym, bo pod tym względem PiS oczywiście monolitem nie jest. Między ludźmi ze skrzydła tradycjonalistycznego a na przykład Joanną Kluzik-Rostkowską jest znaczna różnica. I tych różnic nie zamierzamy wygładzać. Chodzi tylko o instytucjonalizację tego typu podziałów wewnątrz partii – tego nie chcemy.


Tylko że taka armia musiałaby się w pewnym momencie zmienić w armię dużą, bo inaczej nie da się wygrać wyborów. Nie uważam, żeby partia była w tej chwili za duża, ale na pewno nie będziemy błagać każdego, żeby z nami został i tolerować każdej ekstrawagancji. To się zawsze źle kończy.


Uczciwie mówiąc – nie wiem. Rzeczywiście, Dorn ma tendencję do ekstrawagancji. Nie potrafię tego wyjaśnić, człowiek jest tajemnicą. Na razie wszystko jest w stanie zawieszenia.

Gdyby miał wrócić jako dawny Ludwik Dorn, taki, jaki był kilka lat temu, to tak. To człowiek o wielkim potencjale.


Jan Rokita to człowiek bardzo zdolny, znakomity w retoryce politycznej. Problemem jest niestety kwestia jego stosunków z ludźmi, co w polityce jest niesłychanie ważne, oraz kwestia umiejętności oceny sytuacji. Rokita nie potrafi w tej ocenie abstrahować od własnej osoby. Jego indywidualizm jest tak daleko posunięty, że skutkuje swego rodzaju politycznym autyzmem. Ale doświadczenia zmieniają ludzi, a Rokity szkoda.


Został wiceprezesem partii, najmłodszym spośród wiceprezesów. Można powiedzieć, że został nagrodzony za swoje wysiłki. Zobaczymy, jak się w tym będzie odnajdował. Uważam, że to człowiek dużych możliwości, choć oczywiście, jak każdy z nas, nie wolny od jakichś słabości. Generalnie oceniam go bardzo wysoko i uważam, że to jedna z wielkich nadziei polskiej polityki.


To jest rozwiązanie prawdopodobne, ale w żadnym wypadku nie przesądzone. Żeby było jasne - Zbigniew Ziobro nie jest żadnym delfinem.


O tym, czy konferencji prasowych Ziobry jako ministra sprawiedliwości było za wiele, można dyskutować.

Natomiast o tym, kto i jak często będzie się w imieniu PiS wypowiadał, zdecydujemy po badaniach wizerunkowych, które zamierzamy przeprowadzić. Pokazywać się mają ci, którzy najbardziej oddziałują na opinię publiczną. Polska polityka bardzo się sprofesjonalizowała. W ostatnich wyborach zwłaszcza Platforma doszła do poziomu zachodnioeuropejskiego. To ma swoją cenę, bo partię trzeba sprzedawać jak proszek do prania, ale tak dzisiaj na świecie jest i my także musimy się do tego dostosować, bo inaczej będziemy bez szans.


Dowcip o naradzie u szefów mediów, na której zapada decyzja, że dość już ataków na rząd, teraz atakujemy opozycję, dobrze oddaje rzeczywistość. Gdyby za naszych rządów działo się to, co dzisiaj wyczynia Platforma, to media stworzyłyby poczucie niezwykle ciężkiego kryzysu. Proszę sobie na przykład wyobrazić, co by było, gdyby w czasie rządów PiS w kolejce na granicy umarł kierowca.


Tak, ale w wersji bardzo zmiękczonej. O sytuacji pisze ostro jedynie "Gazeta Polska" – tygodnik o niezbyt dużej sprzedaży. „Rzeczpospolita” bywa krytyczna, ale tam ukazują się różne teksty. Czasem pisze "Fakt", ale w sumie też bardzo oszczędnie. DZIENNIK to właściwie organ Platformy Obywatelskiej.

Co więcej, PO dąży do zaostrzenia tej sytuacji. Prowadzi atak na telewizję publiczną, prawdopodobnie nie zostanie też pominięta "Rzeczpospolita". Nam, czyli opozycji, jest się niezwykle trudno przebić i to jest – nie chcę tego zwrotu nadużywać, ale tu akurat znakomicie pasuje - oczywista oczywistość. Tu się robi putinada, tyle że zmiękczona w stosunku do pierwowzoru.


To była ewidentna bzdura. Natomiast dzisiaj jest u władzy środowisko, które ma środki, ma poparcie potentatów różnego rodzaju, mediów, grup ludzi mocno osadzonych w układach służb specjalnych, co ich wiąże z wielkim kapitałem niejasnego pochodzenia. Ktoś słusznie powiedział, że przy Donaldzie Tusku Leszek Miller jest człowiekiem zasad. To są przesłanki, żeby obawiać się putinady.


Łagodne ograniczenie demokracji. Taka koncepcja pojawiła się w otoczeniu Lecha Wałęsy w latach 90. Dzisiejsze koncepcje Platformy, takie jak jednomandatowe okręgi wyborcze czy ograniczenie finansowania partii z budżetu dobrze się w ten sposób myślenia wpisują. Przecież w takim systemie opozycja nie miałaby szans.


Ta propozycja zmierza do jednego: dać przewagę tym, którzy mają pieniądze i media. A to ma grupa, która w wyniku działania ułomnego systemu politycznego znalazła się w sytuacji uprzywilejowanej. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy wspierać uprzywilejowanych. Polska jest pokryta siecią klik i układów. Okręgi jednomandatowe będą sprzyjać wybieraniu właśnie przedstawicieli tych klik i układów.


Nie widzę powodu, dla którego głosowanie miałoby trwać dwa dni. Tego nie ma nigdzie na świecie. A co do głosowania przez internet - uczestnictwo w demokracji powinno być świadomym wyborem, wymagającym pewnego wysiłku. Klikanie przy nazwisku kandydata między jednym a drugim łykiem piwa z butelki nie wchodzi w grę.


Nie do końca. Możemy się zgodzić na zmiany oznaczające przywrócenie realnych praw wyborczych niepełnosprawnym, czyli umożliwienie im głosowania, albo pewien bonus dla wygrywających partii lub tylko tej zwycięskiej. Możemy też wesprzeć zakaz kandydowania osób w prawomocnymi wyrokami.


Jeden wynik - nie wynik. Nas bardziej cieszy, że także inne badania pokazują, że nasze poparcie wróciło do poziomu powyżej 25 procent. Spodziewamy się, że z czasem Platforma swoją dzisiejszą nadzwyczajną pozycję straci, ale nie liczymy, żeby to się stało w błyskawicznym tempie. Jesteśmy cierpliwi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj