Z Adamem Lipińskim rozmawia Robert Mazurek
Reklama
Pan tam mieszka?
Pomieszkuję, ale teraz księgarnie zamknięte.
W księgarni przy Sejmie, na Wiejskiej, nie mieli wątpliwości – to pan zagląda najczęściej.
Bywałem prawie codziennie. Kiedyś przyszły posłanki. "Szukamy książki na prezent” – powiedziały, więc ja się dwoję i troję, a ponieważ znam tam już rozkład książek na półkach, to prowadzę je i pokazuję różne rzeczy. W końcu słyszę: "To wiesz co? Weźmiemy kucharską”.
Reklama
Czyta pan codziennie?
Rano wstaję, robię sobie kawę i czytam książkę.
Książkę?
Nie czytam gazet, nie oglądam telewizji informacyjnych, nie szukam niczego w internecie, tylko zaczynam dzień od książki. Dopiero potem jadę do pracy.
Wariat.
Może i wariat, ale wie pan co, pan wybrał złego rozmówcę. Ja naprawdę nie jestem ani intelektualistą, ani krytykiem literackim, żaden ze mnie ekspert od książek. Ja jestem tylko ich miłośnikiem.
To wystarczy. Pan je lubi i czyta.
Ale niewiele wiem. Może dlatego tyle czytam, że niewiele wiem, a to jakiś sposób, by nadrabiać braki w wiedzy?
Co pan poleca na kwarantannę?
Może to, co sam będę czytał?
Proszę bardzo.
Przy łóżku czeka "Paryż 1938” – świetna książka Piotra Szaroty. Trochę podobny w tematyce może się wydawać "Berlin. Metropolia Fausta” Alexandry Richie. Jest też "Podlega dyskusji”, czyli eseje Christophera Hitchensa – mnie to ciekawi, bo wiele z nich dotyczy książek, które nie wyszły po polsku, więc mogę je poznać chociaż w ten sposób. A dzisiaj, już po pierwszej rozmowie z panem, kupiłem sobie "Zbuntowany Nowy Jork. Wolność w czasach prohibicji” Ewy Winnickiej o tym, że prohibicja powoduje rozpijanie ludu… (śmiech)