Trzeba do tego podchodzić z ostrożnością, bo Castro niejeden już raz okłamał naród. To, że zrezygnował z funkcji przewodniczącego Rady Państwa niewiele oznacza, bo
nadal jest szefem partii i ma wpływ na to, co się dzieje w kraju.
Kubańczycy są odcięci od świata, nie mają internetu, telefonów komórkowych, wolnej prasy. Wszyscy dziennikarze związani są z rządem. Rząd jest jedynym pracodawcą, panem życia i śmierci.
System niszczy rodziny opozycjonistów, odbiera im pracę, więzi lub zmusza do emigracji.
Wybudowano sieć więzień, przez które przeszło 20 tysięcy opozycjonistów. Wywierany jest też nacisk na rodziny. Dzieci opozycjonistów są usuwane ze szkół, a chłopcy powoływani do wojska. W czasie procesu opozycjonista nie ma prawa do obrony. Mnie chciano rozstrzelać i nie miałem adwokata. Całe społeczeństwo jest zastraszane.
Wielu Polaków w czasach komunizmu także nie chciało opuścić kraju. A gdy musieli emigrować i tak pragnęli powrotu. Moim obowiązkiem jest walka o wolność. Wrócę, choć wiem, że pozostało
mi 21 lat wyroku. Mam jednak nadzieję, że reżim nie przetrwa tak długo, a ja go przeżyję. Na szczęście już widać, że następuje powolny jego koniec.
Jego stan zdrowia. Castro nie wytworzył mechanizmu, dzięki któremu można by powołać następcę. On jak prawdziwy dyktator myśli, że ”po mnie choćby potop". I po jego
śmierci system zawali się automatycznie.
Na Kubie nie ma już komunistów. Jest partia, która bez Fidela nie znaczy nic. Wielu jej członków pyta, kiedy to się wszystko skończy. Liczę, że tak jak w Polsce, partia nie będzie się bardzo starać, by komunizm trwał. Kuba powinna pójść drogą zmiany pokojowej, bez nienawiści, dając szanse wszystkim Kubańczykom niezależnie od przynależności politycznej. Jednak podstawowym warunkiem jakichkolwiek rozmów z komunistami jest wypuszczenie wszystkich więźniów politycznych.
To ryzyko, z którego zdajemy sobie sprawę. Jednak musimy je podjąć.
Dla nas, opozycjonistów, podpis Castro się nie liczy. Ten, kto teraz inwestuje na Kubie, ponosi ryzyko, bo naród kubański tego nie wybaczy. Zyski trafiają bowiem do Castro i jego ludzi. Albo inwestorzy wyniosą się z Kuby, albo będą musieli zapłacić robotnikom kubańskim za wyzysk.
Rząd dostarcza firmom robotników dostaje za osobę np. 1000 dolarów, to sam robotnik tylko 15. Te firmy są wspólnikami reżimu, zachowują się, jak kiedyś kolonizatorzy.
Będziemy z inwestującymi firmami negocjować, ale proszę pamiętać, że one razem z rządem kubańskim stworzyły spisek przeciwko naszemu narodowi. Szybko pewnie uda nam się ustabilizować
gospodarkę, a długo będziemy borykać się z problemami społecznymi.
Hektor Palacios, kubański dysydent i więzień polityczny. Odwiedził Polskę na zaproszenie Forum Obywatelskiego Rozwoju, Instytutu Lecha Wałęsy i "Gazety Wyborczej"