*: Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Mogę powiedzieć jedynie, iż mam nadzieję, że ten tydzień będzie rozstrzygający, jeśli chodzi o amerykańskie zaangażowanie w modernizację polskich sił zbrojeń.
Tylko w tym tygodniu zaplanowane są aż dwie rundy konsultacji. W środę spotkają się eksperci wojskowi, a w piątek będziemy mieli rozmowy na poziomie politycznym. Sama ta intensywność
kontaktów jest dobrym znakiem. To oznacza, że dynamika rokowań jest zadowalająca.
To jest efekt wizyt w Waszyngtonie ministra Sikorskiego i mojej. Amerykanie zrozumieli, że dopiero zapewnienie o wsparciu modernizacji polskiej armii otworzy pole do wznowienia rokowań o budowie
wyrzutni rakiet przechwytujących w naszym kraju. Jasno powiedzieliśmy, że chcemy uruchomienia dwóch równoległych procesów: z jednej strony rozmów o samej bazie, z drugiej o pakiecie
modernizacyjnym. Z naszego punktu widzenia kluczowym warunkiem jest to, aby w obu przypadkach rozmowy zakończyły się w tym samym czasie. Musimy otrzymać ze strony amerykańskiej wiążące
zapewnienia co do dwóch rzeczy: jaka będzie skala amerykańskiego udziału w modernizacji naszych sił zbrojnych i jaki będzie kalendarz.
Mówimy o takiej skali wsparcia, która zrównoważyłaby nowe zagrożenia wynikające z ewentualnej instalacji amerykańskich wyrzutni. Jest zupełnie naturalne, że tego typu zaangażowanie będzie
trwało latami, ale my chcemy wiedzieć, ile to dokładnie zajmie czasu.
To wciąż otwarta sprawa. Taka deklaracja jest uzależniona od dalszego przebiegu rokowań.
Nie mam pretensji do Czechów. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. To, co ustalili premierzy Tusk i Topolanek o wymianie informacji, jest realizowane. Każdy kraj ma swoje polityczne i strategiczne
interesy. Pomiędzy podejściem Warszawy i Pragi do sprawy tarczy od pewnego czasu zarysowały się różnice. Czesi są bardziej skłonni do przyjęcia od Amerykanów propozycji bez żadnych
warunków dodatkowych. I my to stanowisko szanujemy. Ale nie wpływa ono na nasze rokowania z Waszyngtonem.
Bogdan Klich, minister obrony narodowej