O dinozaury proszę pytać Stevena Spielberga.
Widziałem.
Politycy często sięgają po barwne określenia, ale pod tym ja bym się akurat nie podpisał. Żadnych polityków, a szczególnie lewicowych, nie przyrównuję do zwierząt, nawet tych
wymarłych.
Nie, dinozaury są wymarłe.
Osobiście nie spotkałem go od dawna.
A jaki miałby cel takiego spotkania, proszę mi powiedzieć?
Chciałbym rozmawiać o sytuacji w Sojuszu Lewicy Demokratycznej przede wszystkim z członkami naszej partii. Zbliża się kongres SLD, podróżuję od powiatu do powiatu, od gminy do gminy i tam
spotykam się z działaczami Sojuszu. Z nimi chcę rozmawiać o sytuacji w partii. Leszek Miller, co muszę stwierdzić z przykrością, już niestety nie jest członkiem SLD.
Źle się stało, że różne okoliczności doprowadziły do sytuacji, że nie ma już wśród nas naszych byłych premierów i jednocześnie szefów SLD. To złe. Ale nie jest to wina ludzi SLD.
To już teraz nie jest najważniejsze. Wskazywanie winnych nic nie zmieni. Ja wolę patrzeć w przyszłość.
Leszek Miller ma prawo do swoich ocen. Jest człowiekiem, który kilka lat temu tworzył Sojusz Lewicy Demokratycznej, ale dziś jest poza partią. Jeżeli jego ocena jest rzeczywista i niepowodowana
złośliwością, to oczywiście warto jej wysłuchać. Natomiast generalnie uważam, że na temat Lewicy i Demokratów powinni wypowiadać się członkowie partii, które tworzą tę koalicję,
czyli działacze SLD, PD i SdPl, a nie ci, którzy są poza nią.
Były dwie przyczyny, które doprowadziły do powstania tej koalicji. Po pierwsze chodziło o budowanie szerokiego frontu przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości, a po drugie było to spełnienie
marzenia moich starszych kolegów, jeszcze z lat 90. Chcieli stworzyć taki szeroki ruch osób, które były po dwóch stronach Okrągłego Stołu. Miało to być ponadczasowe zjednoczenie tych sił
i pokazanie, że porozumienie jest możliwe, mimo że kiedyś stało się po dwóch stronach barykady. Te marzenia teraz się ziściły, niestety w moim przekonaniu za późno. A w związku z tym nie
zostały entuzjastycznie przyjęte przez wyborców.
Nie używam tak mocnych określeń. Ale zawsze jest tak, że każdy pomysł można dopiero sprawdzić w boju. Lewica w wyborach samorządowych, które odbyły się jesienią 2006 r., wywalczyła 15
proc. poparcia w skali całego kraju, wielu naszych ludzi zostało burmistrzami, wójtami i prezydentami. Tymczasem w wyborach, które odbyły się rok później do Sejmu i Senatu, wynik lewicy był
dużo gorszy. Ewidentnie widać, że wyborcy - szczególnie Partii Demokratycznej - odeszli do Platformy Obywatelskiej. Tu nastąpiło przesunięcie elektoratu. Z tego wszystkiego musimy wyciągnąć
wnioski na przyszłość.
Martwią mnie i dziwią te słowa liderów PD. One pokazują pewną postawę, która jest bardzo nieprzyjemna dla SLD. Te sygnały pokazują, że oto możemy zawrzeć koalicję i iść do wyborów
albo z wami, albo z kimś innym. To dla nas gesty nieprzyjazne. Przecież nie można zapominać, że to SLD spośród trzech partii tworzących LiD jest ugrupowaniem najliczniejszym, najlepiej
zorganizowanym i największym. A mimo to koalicjanci traktują nas jak zło konieczne. To nie fair. Sądzę, że jeśli chcemy być partnerami i dalej tworzyć tę koalicję, to powinno się to
zmienić. A jeśli nie, to trzeba sobie to powiedzieć jasno. Uważam, że prof. Bronisław Geremek powinien postawić kropkę nad i, powinien skończyć dywagować. Ale sądzę, że tę decyzję
powinna podjąć Partia Demokratyczna.
Dziś nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Trudno teraz dywagować, jaki byłby wyborczy wynik SLD, gdybyśmy wystartowali samodzielnie. Nie ulega jednak wątpliwości, że na pewno Sojusz na
swoich barkach poniósł bardzo duży ciężar przygotowania i prowadzenia kampanii wyborczej. I to zarówno do strony organizacyjnej, finansowej, jak i wizerunkowej.
Takie decyzje zawsze pozostają w gestii najważniejszych organów partii. W SLD jest nią kongres. To on powinien określić, w którym kierunku pójdzie partia. Taki kongres odbędzie się już w
czerwcu. Nie wyobrażam sobie, by podczas tych obrad nie doszło do poważnej dyskusji i decyzji na temat tego, co dalej z SLD i z koalicją, w której uczestniczymy.
Dziś za wcześnie o tym mówić. Dziś zaczynamy debatę w powiatach. W tej debacie każdy z członków partii powinien zabrać głos. Dopiero po wysłuchaniu tych głosów powinny być podejmowane
decyzje. Takie zasady powinny obowiązywać w każdej nowoczesnej partii, czyli oczywiście także u nas.
Docierają do mnie bardzo różne opinie. Ale podkreślam: dziś za wcześnie o nich rozmawiać. Poczekajmy, aż zakończą się zjazdy gminne i powiatowe - to będzie rzeczywisty głos z różnych
stron kraju. A potem na pewno dojdzie do debaty podczas obrad kongresu partii.
Lewica w Polsce jest bardzo silna. SLD niezmiennie działa od początku lat 90. Wierzę głęboko, że ludzie lewicy przetrwają i te dzisiejsze zawirowania. Jestem przekonany, że z obecnej sytuacji
wyciągniemy wnioski i kongresie będzie nowym impulsem w naszym działaniu.
Lewica jest potrzebna tak długo, jak długo są ludzie, którzy chcą Polski sprawiedliwej, otwartej i tolerancyjnej. Wiele osób nie zgadza się na wizję państwa, w którym profity wzrostu
gospodarczego zbierają tylko wybrani. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy zawarli z państwem pewnego rodzaju kontrakt - pielęgniarek czy też nauczycieli. Oni codziennie słyszą, że jest coraz
lepiej, że średnia pensja rośnie, a sami zarabiają po 1000 zł.
Do nas należy wybór, czy chcemy - wzorem np. Finlandii - tworzyć gospodarkę opartą na wiedzy, w której powstają takie firmy jak Nokia. I czy chcemy budować społeczeństwo, w którym szanse
ma każdy. Lewicę wybierają ci, którzy zamiast grzebać w przeszłości, chcą myśleć o przyszłości. To wszystko powoduje, że lewicy nie grozi wyginięcie.