Nie. Ci, którzy wzywają do bojkotu olimpiady, nie rozumieją przesłania igrzysk. Olimpiada jest wydarzeniem ponad podziałami, w czasie jej trwania narody mają bratać
się, skupiać wokół wartości, jakie niesie idea olimpijska.
Oczywiście, że się nie da. Ograniczanie wolności jest sprzeczne z duchem olimpijskim. Jednak reagowanie na to przez bojkot do niczego nie doprowadzi. W czasie igrzysk z Chińczykami spotkają się sportowcy i kibice z całego świata. Oni będą mieli okazję do poznania innych kultur, zwyczajów. Dlatego to właśnie olimpiada będzie dla Chin powiewem wolności, szansą dla Chińczyków na otwarcie oczu na świat. Bojkot i zamknięcie się na Chiny to nieskorzystanie z szansy promowania praw człowieka. Lepiej promować te wartości na miejscu.
Byłbym ostrożny ze spektakularnymi gestami, bo mogą być one odebrane jako brak szacunku wobec gospodarzy i ich kultury. Przecież proces dochodzenia do wolności trwa dłużej niż 18 dni
olimpiady - na to trzeba lat. Jestem za tym, aby promować prawa człowieka i wolność, ale w taki sposób, którego Chińczycy od razu nie odrzucą, lecz zastanowią się nad tymi problemami.
Myślę, że przede wszystkim trzeba oddzielić politykę od sportu, bo to są zupełnie inne płaszczyzny. Politycy mają swoje sposoby wywierania nacisku, walki o wolność, i bojkot jest jednym z
nich. Czym innym jest jednak postawa sportowców. Według mnie powinni pojechać do Pekinu i być nośnikami wolności w Chinach.
Moim zdaniem jest trochę za wcześnie na ocenę tej decyzji. Poczekałbym z nią na zakończenie igrzysk, wówczas zobaczymy, jakie będą efekty. Jestem przekonany, że nawet z tak trudniej
sytuacji, z jaką mamy dziś do czynienia, można wysnuć dobro.
Tak, będę im służył opieką duszpasterską. Gospodarze igrzysk zapewniają, że przygotowali ośrodek duszpasterski, w którym będę mógł odprawiać dla naszych sportowców mszę. Wygląda
więc na to, że w wiosce olimpijskiej wolność religijna będzie zapewniona.