Z Michałem Fedorowiczem rozmawia Magdalena Rigamonti

Reklama

I co, dotarł pan w internecie do Kasi czy Pawła, zwolenników PiS, i przekonał ich do zagłosowania na Rafała Trzaskowskiego?

Na pewno dotarliśmy do Kasi i Pawła, którzy wcześniej głosowali na Krzyśka Bosaka i Szymona Hołownię. Czy dotarliśmy do tych, którzy byli za PiS? Mógłbym powiedzieć, że na pewno kogoś udało się nam przekonwertować… Ale zwolennicy Trzaskowskiego i Dudy to obozy, które dzieli wszystko. Oni żyją w strachu. Boją się siebie. Są siły nowego porządku...

Nowy porządek to PiS?

Tak. Są także siły rebelii – to Trzaskowski. I jest pas ziemi niczyjej. Oraz strach, wielki strach, trwoga. Wszystkie złe rzeczy, jakie można było powiedzieć na temat swoich adwersarzy, zostały w tej kampanii powiedziane. Choć my w sztabie Trzaskowskiego nie wydaliśmy złotówki na hejtowanie. Zaś pierwsza reklama, która zażarła sztabowi Dudy, była hejtem na Rafała – kosztowała 20 tys. euro. I to jest odpowiedź na pytanie, kto się kogo bardziej bał.

Oni budowali kampanię internetową na hejcie, a wy na nadziei – to pan chce powiedzieć?

Na pewno nie było tak jak w 2015 r., kiedy Duda wjechał do polityki na nadziei. Ta kampania to była obrona przed Złym. My, mając ograniczoną liczbę naboi, a na przeciwko artylerię, musieliśmy bardzo precyzyjnie targetować. Jak to się stało, że bosakowcy, którzy mieli zagłosować 70 do 30 – czyli 70 proc. na Dudę, 30 proc. na Trzaskowskiego – zagłosowali po równo? Odpowiem. Nasz snajperski target.

Tak dokładnie wycelowaliście przekaz?

Precyzyjnie. I to ten dotyczący kredytów mieszkaniowych. Bosakowcy to młodzi ludzie. Chcą założyć rodziny, mieć gdzie mieszkać. Mogą oczywiście mówić o wielkiej gospodarce, podatkach, ale tak naprawdę najbardziej interesuje ich własny kąt. A tych w małych miasteczkach – ekoremonty, które zaproponował Rafał. I do nich w internecie taki przekaz poszedł. Nie stać nas było na to, żeby mówić, że Andrzej Duda jest zły. Kogo byśmy zresztą w ten sposób przekonali? Na początku kampanii w naszym sztabie odbyła się dyskusja, czy targetować negaty.

Niezły język.

Czy przygotowywać reklamy negatywne dotyczące przeciwnika. I zapadła decyzja, że nie. Wiedzieliśmy, że im się negaty nie klikają, choć w telewizji publicznej takie materiały były chyba chętnie oglądane. Łatwo można policzyć, ile druga strona zainwestowała pieniędzy w to, by przekonać Polaków, że Trzaskowski jest diabłem wcielonym, Belzebubem, że jak wygra, to Polskę opanuje chaos...

I wprowadzi pary homoseksualne na ślubne kobierce.

Temat LGBT pojawił się nagle. Żył nim Twitter, telewizje oraz pół Facebooka, ale w wyszukiwaniach internetowych w zasadzie nie istniał. To ważny sygnał, bo wydaje się, że to ludzi przestało obchodzić.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DGP

Reklama