Czy to, co od niemal tygodnia dzieje się na Białorusi, można porównywać do ukraińskiego Majdanu?

Reklama

Pytanie nasuwa się samo, bo dotyczy narodu najbliższego Ukraińcom pod względem historycznym, językowym czy kulturowym. Ale podobne analogie, choć atrakcyjne, są niepełne, a przez to fałszywe. Na pewno jednak to, co widzimy w Mińsku i innych miejscowościach, nie przypomina niczego, co widzieliśmy dotychczas w tym kraju.

Współpracownicy Swiatłany Cichanouskiej, z którymi rozmawialiśmy, opowiadali o tradycyjnej sinusoidzie białoruskiej polityki.

Za każdym razem po wielkiej nadziei przychodziło jeszcze większe rozczarowanie. Tak było w 2006 r. po kampanii prezydenckiej Alaksandra Milinkiewicza, która skończyła się pacyfikacją protestu. Tak było cztery lata później, gdy rozbudzono nadzieję dość swobodną kampanią, a potem nas wszystkich rozpędzono. Wielu trafiło do więzień, a ja postanowiłam, że nigdy więcej się w coś takiego nie zaangażuję – mówiła jedna z wolontariuszek, która w różnych antyłukaszenkowskich protestach uczestniczy od 16 lat.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DGP