Czy to, co od niemal tygodnia dzieje się na Białorusi, można porównywać do ukraińskiego Majdanu?
Pytanie nasuwa się samo, bo dotyczy narodu najbliższego Ukraińcom pod względem historycznym, językowym czy kulturowym. Ale podobne analogie, choć atrakcyjne, są niepełne, a przez to fałszywe. Na pewno jednak to, co widzimy w Mińsku i innych miejscowościach, nie przypomina niczego, co widzieliśmy dotychczas w tym kraju.
Współpracownicy Swiatłany Cichanouskiej, z którymi rozmawialiśmy, opowiadali o tradycyjnej sinusoidzie białoruskiej polityki.
– – mówiła jedna z wolontariuszek, która w różnych antyłukaszenkowskich protestach uczestniczy od 16 lat.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
