Dziennik Gazeta Prawana logo

Minister Piontkowski odkrył koronawirusa, jakiego nie znamy [OPINIA]

18 sierpnia 2020, 10:54
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dariusz Piontkowski
<p>Dariusz Piontkowski</p>/Agencja Gazeta
Już za kilkanaście dni rusza nowy rok szkolny. Wielu rodziców zastanawia się więc, czy dzieci pójdą wreszcie do szkoły, czy nadal będą okupowały domowe kanapy.

Jedni twierdzą, że najwyższy czas wygnać młodzież, bo zdalna nauka to nie nauka. Inni twierdzą, że dopiero w szkołach rozpocznie się koronawirusowe domino. Rządzący zmieniają wersję co chwilę. Najpierw rok szkolny na pewno miał się rozpocząć zgodnie z planem i z nauczaniem w szkolnych gmachach, potem już pojawiły się wątpliwości, a teraz znów dominuje koncepcja powrotu do szkół.

Uspokoić rodziców postanowił dziś osobiście minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Na antenie Radiowej Jedynki stwierdził tak:. I wypowiedzią tą pobił rekord. Popełnił bowiem w jednym zdaniu co najmniej trzy błędy świadczące o tym, że minister polskiego rządu nie ma pojęcia, jak "działa" koronawirus.

Po pierwsze, Szanowny Panie Ministrze, na plaży, ulicy, podwórku czy pod trzepakiem dzieci są na terenie otwartym. Zakazić się tam to, jeśli wierzyć ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu, duże nieszczęście. 

Znacznie więcej niebezpieczeństw czyha na nas i nasze pociechy w terenach zamkniętych. Nie wiem co prawda, jaki pomysł na edukację ma władza, ale obstawiam, że lekcje nie będą odbywały się jedynie na szkolnym boisku.

Po drugie, w sklepie kontakt z daną osobą mamy przez kilka minut. W szkole zaś dzieci z dziećmi, dzieci z nauczycielami, dzieci z pracownikami szkoły itd. mają kontakt przez kilka godzin. Znów, jeśli wierzyć ministrowi zdrowia oraz wirusologom, dłuższy kontakt z osobą zakażoną jest znacznie bardziej niebezpieczny niż kilkuminutowe spotkanie.

Po trzecie, udział w wydarzeniach kulturalnych w Polsce jak na razie nie jest obowiązkowy. Jeśli ktoś idzie na koncert, to wybiera się na własne ryzyko. Edukacja naszych dzieci zaś obowiązkowa jest. Tak, wiem, można przejść na nauczanie domowe. Ale co do zasady rodzic ma obowiązek wysyłać dziecko do szkoły, zaś dziecko ma obowiązek do niej chodzić. Tak więc porównywanie dobrowolnego wyjścia z obowiązkowym jest nietrafione.

Po czwarte, życzę powodzenia przy nakładaniu kwarantanny, gdy zaczną pojawiać się przypadki zakażeń w szkołach. Jeśli chcielibyśmy trzymać się sztywno przepisów, w praktyce stwierdzenie koronawirusa u jednego ucznia powodowałoby wysłanie na kwarantannę, przynajmniej do czasu wykonania testów, niemal wszystkich nauczycieli. Bo jak jest w szkole, doskonale wiemy - Jasiu kichnie na Marysię, Marysia podejdzie do pani od polskiego, pani od polskiego pogawędzi w pokoju nauczycielskim z panem do matematyki, a pan od matematyki kaszlnie na panią woźną. No i jak u Jasia stwierdzą COVID-19, szkoła w praktyce do zamknięcia.

I żebyśmy dobrze się zrozumieli: nie twierdzę bynajmniej, że szkoły powinny być zamknięte, a dzieciaki powinny uczyć się zdalnie. Nie twierdzę tak, bo się na zabezpieczaniu epidemicznym dużych skupisk ludzkich nie znam. Kłopot w tym, że minister edukacji narodowej, kluczowa osoba w obecnej układance, również się nie zna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj