W czym pan jest najlepszy?

Reklama

Pyta pani o obszar? O zagadnienia?

W czym się pan czuje najlepszy?

Zakładam, że będziemy mówić o polityce, więc odpowiem, że czuję się członkiem drużyny lojalnych wobec siebie ludzi w Solidarnej Polsce.

Tych wpatrzonych w Zbigniewa Ziobrę.

To kwestia uznawania lidera. Przecież każde ugrupowanie polityczne ma przywódcę. Rozumiemy jednak, że liderem Zjednoczonej Prawicy jest Jarosław Kaczyński.

Rozumiecie, ale chcielibyście, żeby rządził Ziobro.

Bez PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski nie byłoby rządzącej większości.

Zbigniew Ziobro postawił się ostatnio Kaczyńskiemu i został ukarany.

Nie postawił się, tylko uznaliśmy, że dwie ustawy, które zaproponował PiS, są...

Przecież sam pan nie wierzy w to, co mówi.

Wierzę. Trzeba pamiętać, że polityka to także sztuka kompromisu.

Taki jest wasz przekaz miesiąca?

Nawet gdybym znał więcej szczegółów, tobym pani o nich nie powiedział. Znam własne miejsce w szeregu. Nie da się ukryć, że było gorąco.

Reklama

Pana partyjny szef stał się teraz słabiutki.

Oczekuje pani, że wejdę w tę narrację?

Mam dość pańskich okrągłych zdań.

Jakich okrągłych? Mam ujawniać kuchnię polityczną? Mogę powiedzieć tylko tyle, że pozycja Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie była podważana.

Po raz pierwszy Ziobro podważył pozycję prezesa, zakładając Solidarną Polskę, a drugi raz teraz, próbując przeciwstawić się ustawom przygotowanym przez PiS.

Zbigniew Ziobro, szef Solidarnej Polski, minister, prokurator generalny, na którego punkcie część mediów ma jakąś kompletną obsesję. Te historie, które są dorabiane...

Jakie? Nie znam żadnych dorabianych historii na temat Ziobry.

To demonizowanie... Ja widzę twardego polityka, który nie boi się wypowiadać wojny...

Nawet ludziom z własnego obozu politycznego.

Nie to miałem na myśli. Wypowiadać wojny środowiskom przestępczym. Robi to od początku swojej drogi politycznej. Sukcesy Zjednoczonej Prawicy to także sukcesy Solidarnej Polski.

Nie był pan tak wpatrzony w Jarosława Gowina, poprzedniego partyjnego szefa.

Nie określiłbym tak tego.

Nigdy się pan tak pięknie o nim nie wypowiadał.

Bardzo doceniam premiera Gowina... Widzę, że pani kręci głową.

Jakby pan doceniał, toby pan nadal był w jego partii.

Bycie radnym, a taką funkcję zajmowałem z ramienia ugrupowania Gowina, jest zdecydowanie mniej istotną rolą dla partii niż pełnienie funkcji rzecznika kampanii Patryka Jakiego, kiedy walczył o stanowisko prezydenta Warszawy. Dostałem tę propozycję od niego i długo się nie zastanawiałem. Zrozumiałem, że w konsekwencji tej decyzji nasze drogi polityczne z ugrupowaniem Jarosława Gowina się rozeszły. I teraz nie ma żadnego konfliktu, żalu, nic. Poza tym jestem prawnikiem, nawet przez chwilę miałem marzenie, żeby zostać prokuratorem. I od dawna imponowało mi to, co robi minister Ziobro.

On po prostu ujął pana swoją charyzmą.

Kwestia wymiaru sprawiedliwości jest bardzo istotna dla państwa polskiego.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>