Bronisław Komorowski był pytany o rekonstrukcje rządu i o fakt, że Jarosław Kaczyński ma zostać wicepremierem.

Reklama

Przypomina mi się taki cytat z powieści "Lampart" Giuseppe Tomasi di Lampedusa: Czasem trzeba wiele zmienić, żeby nic się nie zmieniło”. Prezes PiS ma od lat władzę nad rządem i Premierem. Od teraz będzie ją sprawował jako wicepremier. To jakieś polityczne dziwactwo. Powstaną dodatkowe napięcia w rządzie. Ministrowie będą na posiedzeniu Rady Ministrów patrzyli nie na to, czy Morawiecki kiwa głową na "tak", ale jak kiwa głową Kaczyński. To mało zdrowe i niejasne. Normą jest to, że szef partii bierze pełną odpowiedzialność i tekę premiera. Tu - z niejasnych powodów - Kaczyński tego zrobić nie chce, woli tekę wicepremiera. Pan Morawiecki jako podwładny pana Kaczyńskiego po linii partyjnej będzie tylko formalnie jego szefem w rządzie – powiedział były prezydent w rozmowie z „Wprost”.

Komorowski był również pytany, czy liczył na wcześniejsze wybory.

Nie. Przypominało mi to „grę w cykora”. Polega ona na tym, że spragnieni doznań uczestnicy wsiadają do samochodów i ruszają pod prąd, pędząc na zderzenie czołowe. Założenie jest proste: słabszy, widząc nadjeżdżającego przeciwnika, skręca i ustępuje drogi. Ten o mocniejszych nerwach przejedzie prosto i wygrywa. Tak właśnie jechali Kaczyński z Ziobro. Z jedną różnicą – Kaczyński jechał ciężarówką, a Ziobro, małą osobówką - ocenił Komorowski dla "Wprost".

Sukces prezesa jest połowiczny. W rządzie pozostał Jarosław Gowin, którego Kaczyński chciał ukarać za odmienność w podejściu do majowych wyborów prezydenckich. Chciał go wymienić na Emilewicz i ostatecznie rozmontować Porozumienie, co też się nie udało. To samo było z SP – stwierdził.

Mur władzy zaczyna się kruszyć – dodał.