"Zależy nam na dojściu do prawdy. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. (…) Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym" – mówił rok temu abp Stanisław Gądecki. Czy trwa więc teraz druga lustracja Kościoła?

Reklama

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Przy lustracji zainteresowanie mediów było mniejsze, mniejszy był też nacisk opinii społecznej. Dziś presja jest potężna i może pomóc procesowi oczyszczenia.

Nacisk jest potrzebny?

Ks. G.S.: Niezbędny. Bez niego mieliśmy trudność z uruchomieniem działań. Fundacja Świętego Józefa powstała właśnie w wyniku takiego nacisku. Są dwa główne opory, jeśli chodzi o oczyszczenie Kościoła. Pierwszy – strukturalny. Czasem umykają fakty, giną dokumenty. W strukturach bywają ludzie nieprawi. Ten opór jest ewidentny i paradoksalnie prostszy do pokonania. Drugi związany jest z brakiem wrażliwości w ogóle – na to, że są osoby cierpiące, i ci, którzy to cierpienie zadają. Medialny nacisk prowadzi do przebudowy tej mentalności. Przez to, że jest ciągły, nie można już pewnych faktów lekceważyć, marginalizować.

Mówimy o zmianie wrażliwości ludzi Kościoła czy całego społeczeństwa?

Ks. G.S.: To złożone. Mamy np. małe miejscowości, w których ujawniane są fakty wykorzystywania seksualnego przez duchownych. Opór nie idzie tam tylko ze strony kleru, lecz także części parafian, którzy nie mogą uwierzyć w to, że ich kapłan dopuścił się przestępstwa czy choćby czynu niegodnego. Podział nie przebiega więc wyłącznie po linii duchowni – świeccy. To byłoby za duże uproszczenie.

Tylko czy zmiana pod presją jest szczera? Jeśli osłabnie nacisk, to czy ofiary nie staną się mniej widoczne?

Marta Titaniec: Ja to widzę jako nieodwracalny proces. Świat, nie tylko Polska, dostrzegł już, że krzywdzenie dziecka skutkuje potwornymi konsekwencjami. Kościół uświadomił sobie, że wykorzystanie osoby słabszej, zależnej, niepełnoletniej nie jest tylko problemem skostniałej struktury. To nie tylko akt naganny moralnie, ale po prostu przestępstwo. Niszczy nie tylko osobę skrzywdzoną, ale też zaufanie do sprawcy i jego otoczenia, w tym przełożonych. To nie jest tylko problem relacji sprawcy z Bogiem, przed którym powinien się wytłumaczyć z tego, że zgwałcił dziecko. Dziś jesteśmy na etapie, że nikt nie kwestionuje już istnienia pedofilii w Kościele. Dzisiaj pytamy o odpowiedzialność biskupów za to, że do podobnych czynów dochodzi. To istotny krok w rozliczeniach. 30 lat temu nie było mowy o takim stawianiu sprawy.

Ks. G.S.: I gdyby nie było nacisku medialnego, prawdopodobnie nie znalazłyby się w Kościele pieniądze na działalność fundacji.

Zrzucają się na nią diecezje według liczby księży w każdej z nich: rocznie po 150 zł od księdza i 2 tys. zł od biskupa. Czy nadal są tacy, którzy protestują: "dlaczego mamy płacić za księży pedofilów"?

M.T.: W katolickiej nauce społecznej jest wyraźnie zaakcentowana zasada solidarności. Dlaczego mamy płacić? Kościół w swoich wytycznych ujął, że odpowiedzialność cywilna i karna spoczywa na sprawcy, jednak pomagać pokrzywdzonym trzeba wspólnie. Pamiętam, jak tworzyliśmy Inicjatywę "Zranieni w Kościele", telefon zaufania i katolickie środowisko wsparcia dla osób dotkniętych przemocą seksualną ze strony duchownych. Rozmawiałam wówczas z ks. Adamem Żakiem, koordynatorem KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, współtwórcą Centrum Ochrony Dziecka. Miałam w sobie dużo złości. Spytałam, dlaczego akurat my mamy się angażować i próbować naprawiać coś, co zniszczył ktoś inny. Ksiądz Żak przypomniał wtedy piękne i proste słowa, z którymi Jezus zwracał się do swoich uczniów: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mt 16, 24.25). Jesteśmy wszyscy społecznością Kościoła. Duchowni, świeccy. Są tu też nasi bracia, którzy wykorzystują seksualnie dzieci. Naszym, katolików, obowiązkiem jest zmierzenie się z tym faktem, a nie odwracanie głowy. Tak powstała Inicjatywa "Zranieni w Kościele". W oparciu o to przesłanie budujemy teraz fundację.

Czy to powszechne przekonanie? Czy wszystkie diecezje wpłaciły środki na fundację?

M.T.: Z pewnymi opóźnieniami, ale wszystkie. Zasadą jest, że płacą raz do roku, więc na razie miały tylko jedną ku temu okazję.

Ks. G.S.: Początkowo były kłopoty komunikacyjne. Nie do wszystkich księży dotarło, na co dokładnie wydamy pieniądze. Niektórzy myśleli, że na wypłatę odszkodowań, co jest nieprawdą. Myślę, że stąd wziął się opór przeciwko płaceniu za cudze grzechy. Tłumaczymy więc, że zadaniem fundacji jest pomoc prawna, psychologiczna i terapeutyczna ofiarom.

Reklama

Ks. Grzegorz Strzelczyk - członek zarządu Fundacji Świętego Józefa, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbe w Tychach, dyrektor Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej, adiunkt w Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego.

Marta Titaniec - członkini zarządu Fundacji Świętego Józefa, współpomysłodawczyni inicjatywy "Zranieni w Kościele", telefonu zaufania dla osób dotkniętych przemocą seksualną w Kościele.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>