Jamie Metzl – futurolog, publicysta i pisarz. Doradza WHO w dziedzinie inżynierii genetycznej, jego ostatnia książka poświęcona temu zjawisku nosi tytuł „Hacking Darwin” (Sourcebooks, 2019). Ukończył studia azjatyckie i prawo na Oxfordzie i Harvardzie. Regularnie publikuje komentarze w amerykańskich mediach, ostatnio w CNN i „Wall Street Journal”
Reklama
DGP: Gdybyśmy mieli bawić się w wytykanie palcami, kto ponosi winę za pandemię koronawirusa, jaka jest pana odpowiedź?
Jamie Metzl: Winy wystarczy, by obdzielić wszystkich. Ale na pierwszym miejscu bez wątpienia są Chiny. Niezależnie od pochodzenia wirusa, to w ciągu kilku kluczowych tygodni, gdy można było zdławić go w najszybszy i najłatwiejszy sposób, chińskie władze (począwszy od regionalnej administracji w Wuhan) zrobiły wszystko, żeby wyciszyć sprawę i zakneblować sygnalistów. Następnie metodycznie niszczono dowody, a przedstawicielom WHO przez miesiąc blokowano możliwość przyjazdu do Wuhan. Coś, co mogło być zaledwie przypalonym garnkiem, rozwinęło się w pożar, który najpierw spalił kuchnię, a potem zajął cały dom. A pytanie o prawdziwe pochodzenie wirusa pozostaje otwarte…
...i wrócimy do niego. Ale zostańmy jeszcze w temacie odpowiedzialności.
Stany Zjednoczone moim zdaniem zawiodły na przynajmniej dwa sposoby. Nie dość szybko podnieśliśmy alarm na arenie krajowej, a prezydent Trump prowadził szkodliwą kampanię dezinformacyjną, która podkopała zaufanie do naszych służb i medyków. I to akurat wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne. Ale USA zawiodły także globalnie. Pamiętajmy, że to Stany Zjednoczone odegrały niegdyś wiodącą rolę w walce z ebolą, a wcześniej z ospą i innymi epidemiami. Tym razem nic takiego nie miało miejsca. Ja zaś, choć sam jestem doradcą Światowej Organizacji Zdrowia i głęboko wierzę w jej misję, widzę również jej porażkę z koronawirusem.
W czym zawiodła WHO?
Nie ostrzegła świata w porę. WHO także mogła uderzyć na alarm dużo wcześniej. Ale WHO nie ma własnego, w pełni niezależnego mechanizmu nadzoru, zatem polega na informacjach przekazywanych przez kraje członkowskie. A wiadomo, jak jest z takimi systemami – gdy karmisz je bezwartościowymi informacjami, dostajesz bezwartościowe wnioski.
Garbage in, garbage out – „śmieci wkładasz, śmieci wyjmujesz”, mówimy. Tak stało się teraz, gdy Chiny przekazywały niepełne lub nieprawdziwe dane. W idealnym świecie WHO natychmiast wysłałaby do Wuhan zespół szybkiego reagowania. Zresztą, chciano coś takiego zrobić, tylko Chiny na to nie pozwoliły. Żyjemy w świecie, gdzie suwerenne państwa, przede wszystkim potężne państwa jak Chiny, mogą blokować podobne wysiłki. Pytanie brzmi więc, jak powinna wyglądać globalna instytucja zdolna zmierzyć się z taką pandemią? No i wreszcie, trzeba przyznać, że zawiódł świat. Wiedzieliśmy, że podobne pandemie są możliwe. Wiedzieliśmy, że zmiany klimatyczne grożą nam wszystkim, a kolejne ekosystemy znajdują się na krawędzi zniszczenia. Wiedzieliśmy o masie globalnych problemów, którymi trzeba było się zająć.