Napisała pani do mnie po wywiadzie z ambasadorem Jakubem Kumochem ("Trzeba rozmawiać o faktach", Magazyn DGP z 19 lutego 2021 r.).
Reklama
Napisałam do pani w imieniu prof. Jana Grabowskiego i swoim. Bo rzeczywistość przedstawiona przez ambasadora jest niezgodna z rzeczywistością historyczną, którą bada i opisuje Grabowski, a którą także badał i opisywał mój ojciec, Szymon Datner, historyk Zagłady, również wzmiankowany w tym wywiadzie.
Kumoch powiedział, że liczba 200 tys. Żydów zamordowanych przez Polaków w czasie II wojny, podawana przez prof. Grabowskiego, jest nieprawdziwa.
Jestem historyczką dziejów Żydów, socjolożką. Zajmowałam się także socjologią empiryczną, tabelkami oraz liczbami i wiem, jak trudną rzeczą jest liczba, trudną i zwodniczą, i jak trzeba o nią dbać. Liczbami trzeba posługiwać się odpowiedzialnie. Twierdzę więc, że liczba 200 tys. jest jak najbardziej możliwa i raczej minimalna, natomiast martwi niesłychanie koncentracja na liczbach, a nie zjawisku, które za nimi stoi. Rozmowa o liczbach przesłania istotę sprawy i zastępuje analizę historycznych i kulturowych powodów, które doprowadziły do mordów na sąsiadach. A w socjologii historycznej będziemy na ogół zdani na liczby szacunkowe, przybliżone.
O tym będę też, mam nadzieję, rozmawiać z prof. Grabowskim.
Tak, jest bohaterem pani wywiadu z ambasadorem Kumochem. Napisałam do pani, bo pomyślałam, że to odpowiedni moment, by wyjaśnić, co naprawdę pisał Szymon Datner. Tym, czym się zajmował, zaczęłam interesować się stosunkowo niedawno. To tym ważniejsze, że jego prace są wykorzystywane przez architektów obecnej polityki historycznej – vide oświadczenie IPN z 23 lutego 2018 r. – do poparcia tez tej polityki.
Czym głośniej jedna strona mówi o współsprawstwie Polaków w mordowaniu Żydów w czasie II wojny, tym druga głośniej opowiada o Sprawiedliwych, o tym, że Polacy pomagali Żydom i że za tę pomoc groziła śmierć.
Przede wszystkim nie ma zgody na "strony", bo to sugeruje starcie równie mocnych rywali. A kto jest stroną, która mówi o sprawstwie? To zaledwie kilka książek kilku historyków. Jednak presja faktów bywa dotkliwa, a naród dojrzały może z tego wyjść naprawdę bardzo pięknie i wiele zyskać w oczach innych, na czym tak bardzo zależy wszystkim. Na razie jednak kolektywny narcyz, jakim jesteśmy, na skażenie swojego obrazu reaguje kompulsywnym zaprzeczeniem. Szkoda.
Była pani odpowiedzialna w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN za opowiedzenie powojennej historii Żydów w Polsce.
Tak, razem ze Stanisławem Krajewskim.
Stanisław Krajewski wystąpił niedawno z Rady Muzeum Auschwitz po tym, jak weszła do niej była premier Beata Szydło.
To oczywista decyzja. A praca w POLIN była dla mnie ważnym doświadczeniem, zakończonym w sposób pouczający. Zrozumiałam, że nie trzeba wielkich nacisków politycznych, ministerialnych, z góry czy z boku, bo sami historycy – wybitni polscy historycy, nie prawicowi, tylko liberalni – są wewnątrzsterowni, jeśli chodzi o to, co zostało przez czynniki ministerialne nazwane "polską racją stanu" – w tym przypadku działają konformistycznie wobec dominującej narracji dotyczącej historii Żydów. Okazało się, że na wystawie nie może być za dużo antysemityzmu, jeśli chodzi o powojenny okres i działania żołnierzy wyklętych, nie za dużo opowieści o antysemityzmie w Kościele. Próbowaliśmy pokazać, że po wojnie duża część Żydów spodziewała się, że ustrój, który nastąpi, będzie sprawiedliwy. Żydzi tego się właśnie spodziewali. Ale pewien znakomity historyk zakazał używać tego słowa. Mówił, że komunizm nie był sprawiedliwym ustrojem, że jego rodzina została wywieziona na Syberię.
Sowieci napadli na Polskę w 1939 r., wiedziano o Katyniu i wywózkach na Syberię, dlaczego więc Żydzi spodziewali się po 1945 r. sprawiedliwego ustroju?
Żydzi także byli wywożeni na Syberię oraz ginęli w Katyniu, lecz ich przedwojennym...
Reklama