Ja nie jestem trunkowy! Jeszcze mnie nikt nie złapał pijanego, choć parę razy próbowano, ale nie ma takiej możliwości, żebym wpadł "na fali".
Mam 58 lat, ustawione życie, wykształcone dzieci, trzy wnuczki, wnuka i chcę spać w nocy spokojnie, wiedząc, że po mnie nie przyjdą. I dlatego nie biorę.
Za komuny były różne układy. Jak za Gierka Zagłębie Sosnowiec było ostatnie w tabeli, a potem utrzymywało się w lidze, to wszyscy się śmiali.
Nie przypominam sobie, byśmy jakikolwiek mecz sprzedali czy kupili. Ja, jako Grzegorz Lato, jestem tego pewien. Żeby kogoś oskarżyć, trzeba mieć dowody, trzeba za rękę złapać. A teraz o nas
mówi się, że jesteśmy złodzieje! Ja powalczę o dobre imię PZPN.
Nie mówię, że tu wszyscy byli czyści, bo tych zarzutów ileś tam jednak postawiono.
Na kilkadziesiąt tysięcy działaczy? I komu? Jakiemuś sędziemu z A klasy?
Zgoda, on i kilku innych to byli ludzie z góry.
Jeśli mają cokolwiek przeciwko mnie, to niech idą do prokuratury! Mnie już prześwietlano za ministra Lipca, mnie i całą rodzinę.
Na pewno wie o mnie wszystko.
Nie ma. Nie zrobiłem niczego, czego bym żałował, czego powinienem się wstydzić.
Skończyły się czasy społecznej pracy. Jestem i będę pod ostrzałem, za to należy się pensja. Dostanę tyle co poprzedni prezes, ale dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają.
Z takim samym pytaniem mógłby się pan zwrócić do Michela Platiniego, czemu on został prezesem UEFA. Do wszystkiego się dorasta. To ukoronowanie mojej kariery jako piłkarza, trenera,
działacza.
Myślę, że podołam temu zadaniu, choć to ciężki kawałek chleba.
Proszę pana, ja wiem, czym ryzykuję: dobrym imieniem, moim nazwiskiem, całą karierą. Dlatego już zapowiedziałem, że jeśli nic się nie zmieni, to za rok zwołam walny zjazd i zrezygnuję.
Wszyscy dziennikarze prorokują, że nie dotrwam do końca kadencji, a ja postaram się wytrzymać do Euro 2012, żeby udowodnić im wszystkim, że polska piłka się jednak zmienia.
Ale ja jeszcze nie zacząłem, a wszyscy już piszą, że nic się nie zmieni. Już wiedzą, że nie będziemy walczyć z korupcją. Skąd to wiedzą?
Ja mam kilka miejsc do obsadzenia. I co, wszystkich delegatów przekupiłem? Wiadomo, że na sali są różne podchody, układy i układziki.
To ta sala mnie chciała, a nie ja za nimi biegałem.
Odwrócę kij w stosunku do pana: jaki król leśnych dziadków?! Kiedy do wojewódzkich związków piłki nożnej przychodzą młodzi, to pierwsze, o co pytają, to ile można zarobić. A tam są
starsi działacze, którzy swą pracę wykonują za paluszki i herbatę.
I tu by się pan pomylił. Rozmawiałem z jednym z nich, a on mi mówi, że chciałby być oficerem, to miałby większą emeryturę niż jego 900 złotych. To nie był mój wymysł, bym został
prezesem PZPN. To się zaczęło, kiedy armaty przeciwko nam wytoczył minister Lipiec, który kazał nam się wynosić. Wtedy teren, prezesi wojewódzcy, zwrócili się do mnie, czy nie zostałbym
ich kandydatem na prezesa. Powiedziałem, że jeśli staną za mną murem, to powalczę z Lipcem. I to trwało dwa lata.
Nikt mnie w żadną korupcję nie wmiesza. Gdybym był w czymkolwiek umoczony, to już dawno by mnie wyprowadzono w świetle kamer.
Nie reaguję nerwowo, ale dziennikarze usiłują zrobić sensację, wymyślają jakieś fakty, fakciki, a prawda jest taka, że trener zostaje. Spotkałem się z nim, potwierdziłem to, mamy razem
jechać na zgrupowanie reprezentacji.
Pan myśli, że to moje słowa? Przeczytałem w gazecie, że to powiedziałem, a to stuprocentowe kłamstwo, bzdura!
Panowie, ktoś to nagrał?! Podobno też powiedziałem, że gdybym był prezesem, to Beenhakkerowi pokazałbym wała. No, panowie! Tak się dziwnie składa, że takie rzeczy piszą w gazetach, a
prasa w 90 proc. jest w rękach obcego kapitału.
Nie wiem, ja się tylko pytam. A pan pisze na zlecenie?
Wie pan, ja pytam w innym kontekście. Mnie się atakuje, a ja widzę, jak się za granicą traktuje Platiniego, Beckenbauera, "Bobby’ego" Moore’a, jak się ich
szanuje, pyta o zdanie. A u nas nie ma świętości.
Proszę pana, dziennikarze mówią mi, że ja się podpisuję pod korupcją. A pamiętacie mistrzostwa 1982 roku i mecz Austria - Niemcy?
I ja nie mam więcej pytań! Każdy to widział, mógł ocenić.
Pan jest przekonany, że jak zatrzymano 160 działaczy, to cały związek jest zły. Pan robi odpowiedzialność zbiorową!
Ale nie ma odpowiedzialności zbiorowej! Pan chciałby wyrzucić wszystkich leśnych dziadków, bo są skorumpowani, tak?
Nie widzę podstaw.
Jesteśmy przyjaciółmi. Jak przed wyborami przyjechał do Polski, to ustaliliśmy, że nie będziemy przeciwko sobie prowadzili brudnej kampanii. Ja tylko nie rozumiem jednego: przecież Zbysiu
też był w zarządzie PZPN, był wiceprezesem, takim samym działaczem jak ja! I co, teraz jest jakaś różnica między nami?
Wiem, że on miał poparcie mediów, ale jak ja mam to wszystko komentować?
(śmiech) Powiem panu tylko tyle. Pojechaliśmy z delegacją Senatu do Chile, gdzie byliśmy przyjęci przez prezydenta. Jako najmłodszy stałem na końcu. Prezydent podchodzi do mnie i mówi: - Ja
przepraszam, ale tego pana znam. Niech się pan przejedzie po świecie i zobaczy, ilu Polaków znają i kogo.
A Zbyszek! No cóż, czasem trzeba mieć klasę i uznać, że się przegrało. Zbysiu, dostałeś raptem 19 głosów! To jest 300 procent mniej, niż ja dostałem!
Mój angielski nie jest perfect, ale się poruszam. W końcu byłem 8 lat w Kanadzie i chcąc nie chcąc, nauczyłem się trochę. Na pewno teraz wezmę sobie parę lekcji. Ale pan Surkis jeździ po
Europie z tłumaczką i nikomu to nie przeszkadza. Ja spokojnie znoszę te razy, zarzuty, rozmaite insynuacje pod moim adresem, bo ja się na dziennikarzy bardzo rzadko obrażam.
Eee, nie. Byłem młodym chłopcem. Jan Ciszewski pytał wtedy "Ma on lewą nogę czy nie?" i musiałem mu udowadniać, że mam. Na "Piłkę Nożną" obraziłem
się nie o to. Oni włożyli mi w usta słowa, że trener Stali Mielec Gajewski jest teoretykiem, nie praktykiem. Stare dzieje, byłem młody, butny. Zawsze człowiek chciałby osiągnąć więcej,
ale swojego bilansu sportowego to ja się nie wstydzę: na mistrzostwach świata dwa razy srebrny medal, raz 5 - 6 miejsce, złoto i srebro na olimpiadzie, mistrzostwa Polski. Największym sukcesem
było trzecie miejsce na mistrzostwach w 1974 roku, gdzie zostałem królem strzelców.
Na pewno. I znowu jak w 1974 roku niewiele nam brakowało. Tam nam przeszkodził deszcz, w Hiszpanii odczuliśmy brak zdyskwalifikowanego za kartki Bońka. Z Włochami w półfinale mogliśmy iść
na remis. Z takim bramkarzem jak Józek Młynarczyk wygralibyśmy w karnych.
Grałem w Lokeren, małym mieście. To był nieduży klub, ale z sukcesami. Tam powstał słynny atak L-L-L, czyli Włodek Lubański, ja i Preben Elkjaer Larsen. Niedawno spotkaliśmy się wszyscy na
jubileuszu klubu, było bardzo miło.
Grałem tam dwa lata. Wszyscy by się zdziwili, jaki tam był poziom - grało pół reprezentacji Brazylii, Urugwaju, Paragwaju. W pierwszym sezonie strzeliłem 15 goli, Argentyńczyk - 19, ale aż 9
z karnego, a ja wszystkie z akcji.
To już była przygoda po prostu. W Hamilton grywałem w klubie polonijnym, gdzie było kilku byłych piłkarzy. Spotykaliśmy się bez treningów, to była fajna paczka.
Bardzo. To stereotyp, że nie była udana. Kiedyś mówiłem, że nigdy nie zostanę trenerem, ale w końcu objąłem Stal Mielec. W pierwszym roku utrzymałem ją w lidze, w drugim zajęliśmy
szóste miejsce. Potem byłem w Olimpii Poznań, którą wprowadziłem do pierwszej ligi. Wreszcie trafiłem do beniaminka Amiki Wronki i skończyliśmy na szóstym czy siódmym miejscu w
ekstraklasie.
I miałem z panem F. awanturkę, zostałem potem zmieniony. Później przez 40 dni byłem trenerem Widzewa i zaniechałem pracy trenerskiej. Czasem tego żałuję, ale na pewno jestem z niej dużo
bardziej zadowolony niż z pracy senatora.
A pan wie, jak pracuje parlament? Był pan tam kiedyś?!
No to pan wie, że jednostka w Senacie nic nie zdziała.
No, zgadzam się, ale mówię o czymś innym. Realizowano program rządowy, a ja nigdy nie należałem do SLD. Zająłem się więc swoim okręgiem wyborczym. Niech pan pojedzie na Podkarpacie i
zobaczy, ile pomogłem w wybudowaniu sal gimnastycznych, wyposażeniu szkół.
Pracowałem przy ustawie o sporcie kwalifikowanym, bardzo aktywnie działałem w komisjach edukacji i sportu, oraz komisji polonijnej. To były wspaniałe kontakty z rodakami. Senat to była
wspaniała szkoła życia.
To pan powiedział.
Mam tam serdecznych przyjaciół, którzy mi to zaproponowali, w końcu mnie namówili. Ale z polityką skończyłem raz na zawsze i już mnie nikt nigdy na żaden Sejm czy Senat nie namówi. Nie ma
takiej możliwości.
Przede wszystkim wędkować. W Kanadzie złapałem szesnastokilogramowego łososia, ale ja nie muszę niczego złapać, wystarczy, że posiedzę nad wodą, odpocznę.
Panie redaktorze, ja molem książkowym byłem! Mam niezłą bibliotekę, do Sienkiewicza wracam co kilka lat. Książki to nam ojciec zaszczepił, zawsze nam czytał do poduszki Karola Maya czy
"Ogniem i mieczem".