Dr Wojciech Lorenz*: Trzeba przypomnieć, że głównym zadaniem sił zbrojnych państw członkowskich jest zdolność do obrony własnego terytorium. I co ważne, oba te państwa taką zdolność posiadają. Finlandia podkreśla to od końca II Wojny Światowej, w tym celu stworzyła koncepcję obrony totalnej. W razie konfliktu w prowadzenie obrony zaangażowane są wszystkie instytucje państwa, ale też ludność cywilna. Oni mimo zaledwie kilku milionów mieszkańców są w stanie wojny zmobilizować aż 280 tys. żołnierzy i na dodatek mają pobór powszechny.

Reklama

Szwecja jest nieco za plecami Finlandii, zdolności do mobilizacji ma mniejsze, ale za to posiada bardzo rozwinięty przemysł wojskowy. Jest w stanie sama produkować samoloty bojowe czy okręty podwodne.

Oba państwa już teraz są bardzo dobrze zintegrowane wojskowo z Sojuszem. Uzbrojenie i wyszkolenie jest takie samo, albo nawet lepsze niż w innych krajach. Tak więc mówiąc kolokwialnie, wojskowo będzie to wartość dodana. Ale dla NATO znaczenie ich członkostwa ma przede wszystkim wymiar strategiczny związany z położeniem geograficznym.

Szwecja i Finlandia w NATO. Co zyskają?

Reklama

Dlaczego?

Po pierwsze, ich położenie znacznie ułatwi pomoc krajom bałtyckim. Po drugie, choć odwoływania się do odległej historii zawsze bywa ryzykowne, to szwedzka wyspa Gotlandia od setek lat umożliwia ochronę morskich szlaków komunikacyjnych i obronę wybrzeża. To miejsce jest kluczowe dla prowadzenia operacji morskich i powietrznych na Morzu Bałtyckim. Gotlandia poszerza ten obszar, który można kontrolować z lądu – stamtąd mogą być odpalane pociski zwalczające statki powietrzne czy okręty.

A co na tym wejściu zyskają Finlandia i Szwecja, skoro i tak mają zdolności do obrony własnego terytorium?

Podstawowa kwestia jest taka, że stają się członkami sojuszu nuklearnego – premier Finlandii Sanna Marin mówiła to tym wprost. W obecnej sytuacji strategicznej grożenie eskalacją nuklearną jest integralną częścią polityki Federacji Rosyjskiej. Podstawowy scenariusz budzący obawy państw sąsiadujących z Rosją jest taki, że ten kraj może zaatakować ich terytorium i potem uniemożliwić jego odzyskanie poprzez grożenie eskalacją nuklearną.

Reklama

Trzeba też pamiętać, że w grudniu Rosja postawiła ultimatum Zachodowi. Zażądała zamknięcia polityki otwartych drzwi Sojuszu, cofnięcia wojsk NATO do pozycji sprzed 1997 r. i de facto utworzenia rosyjskiej strefy wpływów w Europie Środkowej. NATO nie mogło się na to zgodzić, a Rosja pokazała że będzie używać siły by do tego dążyć. To, że teraz armia rosyjska nie radzi sobie dobrze na Ukrainie, nie znaczy że tą politykę zmieni. Przez kolejne lata ten konflikt z Zachodem będzie dalej trwał, a jeśli Finlandia i Szwecja nie wejdą do Sojuszu to ryzyko konwencjonalnego ataku rosyjskiego jest znacznie większe. Ono wzrosło niezależnie od polityki tych krajów, a w takiej sytuacji lepiej jest być w Sojuszu.

Finlandia ma 1340 km wspólnej granicy z Rosją i wcześniej nie chciała prowokować, do tej pory uważała że polityka pozostawania poza Sojuszem ma sens. Teraz to się zmieniło. Po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę zmieniła się percepcja zagrożenia i w obu społeczeństwach radykalnie wzrosło poparcie dla członkostwa w NATO. Jeśli na to nałożymy groźby Rosji, to jasnym jest, że nie da się teraz pozostać na uboczu.

Na ile poważne są groźby Moskwy?

Po tym, gdy te kraje ogłosiły, że rozważają przystąpienie do NATO, Rosja zaczęła im grozić. Jak poważnie należy podchodzić do deklaracji Moskwy?

Oba państwa są świadome pewnych ryzyk związanych z przystąpieniem do NATO. Ale też zdają sobie sprawę, że ryzyko pozostawania poza Sojuszem jest jeszcze większe. Wtedy np. Rosja może je poddawać szantażowi nuklearnemu, a one nie mają jak odpowiedzieć. A w razie ataku konwencjonalnego nie mogłyby liczyć na zobowiązania wynikające z artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego.

Dla wszystkich jest absolutnie jasne, że gdy zaczyna się taka debata o przystąpieniu, Rosja będzie dowoływać się do gróźb, by wpłynąć na tą decyzję. Ale te pogróżki przynoszą efekty odwrotne od oczekiwanych, bo jak mówiłem, poparcie dla członkostwa rośnie.

Taki wzrost ryzyka agresji będzie, gdy już oba kraje złożą dokumenty akcesyjne, ale jeszcze nie będą członkami. To będzie taki moment przejściowy, gdy oba państwa nie będą miały jeszcze gwarancji wynikających z artykułu 5. Ale Finowie prowadzili już z NATO konsultacje w tej kwestii. Odbywają się prace nad mechanizmem, który ma jasno pokazać, że nawet w trakcie procesu akcesyjnego sojusznicy będą bronić Skandynawów. W Szwecji już w tej chwili stacjonuje niewielki kontyngent brytyjski.

Pytanie: czy Szwecja i Finlandia nawet wchodząc do Sojuszu nie nałożą na siebie pewnych ograniczeń. Mogą np. zapowiedzieć, że w czasie pokoju nie będą rozmieszczać broni nuklearnej na swoim terytorium, czy ograniczą swoją obecność wojskową w pobliżu Półwyspu Kolskiego, gdzie stacjonują strategiczne okręty podwodne Federacji Rosyjskiej. Podobnie zachowywała się w czasie zimnej wojny Norwegia.

*Dr Wojciech Lorenz, analityk ds. bezpieczeństwa w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych