CARL BILDT*: Wciąż spieramy się w tej sprawie. Jedno jest jednak pewne: po raz pierwszy przeżyliśmy globalny kryzys i aby zapobiec w przyszłości załamaniu gospodarki, będziemy potrzebowali
rozwiązań globalnych. Mówię o konieczności większej koordynacji między kluczowymi gospodarkami świata.
To nie takie proste. W niektórych sektorach gospodarki z pewnością tak będzie, ale już w innych niekoniecznie. Kryzys zaczął się od załamania amerykańskiego rynku nieruchomości, a więc
sektora, który jest niezwykle ściśle regulowany przez państwo. Natomiast rynek finansowych instrumentów pochodnych, na którego uregulowanie tak mocno naciskają dziś Niemcy i Francja, wcale
nie wywołał kryzysu, choć był zupełnie nieregulowany przez państwo.
Niechęć USA, o której pan mówi, to mit. Zanim zostałem ministrem spraw zagranicznych, zasiadałem w radzie nadzorczej piątego co do wielkości funduszu inwestycyjnego na świecie, którego
siedziba znajdowała się w Stanach Zjednoczonych. I przekonałem się, jak bardzo amerykański rynek finansowy jest regulowany. Więcej: jest on regulowany dużo bardziej niż rynek europejski.
-
Spór dotyczy przede wszystkim kwestii premii dla maklerów bankowych i zarządów banków. Moim zdaniem ta sprawa nie ma aż tak fundamentalnego znaczenia dla zapobiegania kryzysom jak choćby normy
kapitałowe, których będą musiały przestrzegać banki.
czytaj dalej
W ostatnim roku niezwykle wzrosła rola Międzynarodowego Fundusz Walutowego. Zyskał bezprecedensowe środki finansowe i nowe uprawnienia. Wciąż jednak pozostaje on instytucją o charakterze
bardziej technicznym niż politycznym. Stad konieczność ustanowienia nowej organizacji. Może nią być G20. Problem w tym, że MFW ma strukturę, w której wszystkie liczące się kraje są w
lepszym lub gorszy sposób reprezentowane. Inaczej natomiast jest w przypadku G20.
Nie jestem pewien, czy rzeczywiście Argentyna jest potęgą gospodarczą. I czy rzeczywiście my, Szwedzi, powinniśmy otrzymywać polecenia, jak reformować gospodarkę od Argentyny. Aby G20 mogło
skutecznie zapobiegać kryzysom, musi uzyskać znacznie bardziej formalną niż dziś strukturę, częściej się spotykać, ale także w lepszym stopniu reprezentować główne potęgi gospodarcze
świata. Jeśli weźmiemy gospodarkę Szwecji, pozostałych krajów skandynawskich, Polski oraz republik bałtyckich, mamy całkiem poważną cześć gospodarki światowej. A przecież żaden z
naszych krajów nie jest w G20 reprezentowany. To jest problem nie tylko dla Szwecji, ale także dla Polski. Naszą część świata musi być reprezentowana w G20.
Nie, jeszcze nie. Na razie jesteśmy jeszcze wciąż w środku kryzysu, za wcześnie więc na tę debatę. Ale kiedy już ostatecznie przezwyciężymy zapaść gospodarki, staniemy na twardym
gruncie, musimy rozpocząć rozmowy o światowej strukturze zarządzania finansami. Kraje azjatyckie zarzucają Europie, że ma zbyt dużą reprezentację w MFW. Jednak w G20 część europejskiej
gospodarki w ogóle nie jest reprezentowana.
Niekoniecznie. Myślę wręcz, że Unia wyjdzie z tego kryzysu wzmocniona. Przede wszystkim ze względu na euro. Jeszcze niedawno wielu ekonomistów mówiło: euro jest sukcesem, ale poczekajmy na
kryzys, a wtedy zobaczymy, czy wspólna waluta przetrwa. Otóż nie tylko przetrwała. Euro zyskało na świecie na znaczeniu jako czołowy biegun stabilności.
Rzeczywiście. Sądzę, że my euro jednak przyjmiemy.
*Carl Bildt, szef szwedzkiego MSZ