Francuskie Zgromadzenie Narodowe uchwaliło w minionym tygodniu ustawę sankcjonującą małżeństwa homoseksualne i dającą im możliwość wychowywania dzieci. W ten sposób Francois Hollande, pierwszy socjalistyczny prezydent od odejścia Francois Mitterranda w 1995 r., wprowadził w życie jedną z obiecanych wielkich reform społecznych.

Reklama

Francja długo jednak nie otrząśnie się z tej zmiany. To, co miało przejść bez trudu w kraju, który jest dumny ze swojej laickiej tożsamości, okazało się przedmiotem bardzo gwałtownego sporu. Społeczeństwo podzieliło się niemal równo po połowie, szczególnie gdy idzie o wychowywanie dzieci. Po raz pierwszy od lat Kościół katolicki stanął na czele masowego ruchu protestu, już latem do Paryża przyjechały z całego kraju setki tysięcy przeciwników zmiany obecnego prawodawstwa.

Taka reakcja zaskakuje media. Francja w sprawie małżeństw homoseksualnych nie jest w końcu w Europie prekursorem. W sąsiedniej Belgii, Holandii, a nawet Hiszpanii są one zalegalizowane od lat. Co ciekawe, to Francuzi byli pierwszym narodem świata, który zniósł karalność homoseksualizmu: stało się to już w 1791 r., u szczytu rewolucji.

Dlaczego zatem kolejne kroki na drodze do równouprawnienia związków tej samej płci okazały się nad Sekwaną tak trudne? Jedna z wygłoszonych w mediach teorii wskazuje na rozpowszechnione we Francji zjawisko posiadania kochanki czy kochanka przez ludzi żyjących w związku małżeńskim. Skoro taki układ świetnie funkcjonuje, to, jak uważa wielu Francuzów, na podobnych zasadach mogą funkcjonować związki homoseksualne. Po co je formalizować?

Inni komentatorzy są zdania, że opory przed ustanowieniem małżeństw homoseksualnych są związane z kryzysem. Gdy dochody spadają, bezrobocie rośnie, a dawne przekonanie o wyższości Francji nad resztą świata gdzieś się ulatnia, ludzie szukają pewnych odnośników i nie chcą kolejnych zmian.

Dzięki bardzo ostrej debacie udało się znieść wiele dotąd funkcjonujących mitów. Środowiska gejowskie dowodziły, że w kraju jest 300 tys. dzieci żyjących w związkach homoseksualnych. Dokładne badania przeprowadzone przez urząd statystyczny INSEE wykazały, że jest ich kilkanaście razy mniej: około 20 tysięcy, z czego 80 proc. wychowywanych przez dwie kobiety, a nie dwóch mężczyzn. Badania wykazały także, że we Francji funkcjonuje ok. 100 tys. par homoseksualnych (0,6 proc. wszystkich związków), a więc wielokrotnie mniej, niż do tej pory sądzono. Homoseksualizm pozostaje więc marginalnym zjawiskiem.

Nie zaskakuje to, że wśród popierających prawo do adopcji dzieci przez związki tej samej płci znacznie więcej jest osób młodszych i głosujących na lewicę niż starszych zwolenników prawicy. Nie zdawano sobie jednak sprawy, że o wiele bardziej pozytywnie odnoszą się do takiej możliwości kobiety niż mężczyźni.

Jedno wydaje się pewne: po burzliwej debacie nad małżeństwami homoseksualnymi Hollande długo nie będzie inicjował nowych, przełomowych zmian społecznych. W pogrążonym w kryzysie kraju ma dość innych problemów. Rolę prekursora obyczajowej rewolucji w Europie także na innych niż małżeństwa homoseksualne polach będzie musiał przejąć ktoś inny.

Dlaczego małżeństwa homoseksualne budzą we Francji tyle emocji?