Dziennik Gazeta Prawana logo

Brakuje chętnych do starcia

25 października 2010, 13:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki/Inne
Nie byłoby awantury o wysokość pensji dla członków zarządu KGHM, gdyby koncern funkcjonował jak zwykła prywatna firma, a nie ułomny państwowo-publiczny konglomerat.

Śledzenie poczynań związkowców to zajęcie lekko perwersyjne, związkowców z KGHM – to już perwersja większego kalibru. Ale cóż, czasami trzeba. Zwłaszcza jeżeli działacze, którzy dawniej przekraczali granice śmieszności, teraz przekraczają granice przyzwoitości.

A poszło o wysokość pensji dla członków zarządu. Prezes KGHM Herbert Wirth, który zarabiał 41 tys. brutto miesięcznie, ma zarabiać 85. Taka była decyzja rady nadzorczej. A my? – upomnieli się związkowcy. Przecież walczymy o 300 zł podwyżki dla każdego pracownika KGHM, a tej zarząd dać nie chce. I zaczęła się zwykła śpiewka: grożenie strajkiem, protestami i Bóg wie czym jeszcze.

To patologia. I nie o Wirtha tutaj chodzi, tylko o zasady. Owszem, 85 tys. miesięcznie to dla przeciętnie zarabiających kwota z kosmosu. Ale nieśmiało przypominam, że zarządzanie firmą zatrudniającą kilkanaście tysięcy ludzi – pomijając już wszystko inne – to potężna odpowiedzialność, w tym karna. A i tak nawet po tej nieszczęsnej podwyżce pensje w zarządzie KGHM będą umiarkowane na tle innych spółek giełdowych. Mimo rekordowego zysku, jaki w tym roku wypracuje koncern.

Druga zasada, którą warto przypomnieć, jest taka, że każda firma powinna się zajmować tym, na czym się zna najlepiej. W przypadku KGHM wydobyciem i hutnictwem. Na swoje nieszczęście koncern musi utrzymywać też związkowców. Idą na to niemałe pieniądze, o czym „DGP” miał już okazję pisać. Jak rozumiem, związkowa logika jest mniej więcej taka: bycie działaczem ma być sowicie opłacane, bycie prezesem osiągającym znakomite wyniki – już nie.

A przecież całej awantury by nie było, gdyby KGHM funkcjonował jak zwykła prywatna firma, a nie ułomny państwowo-publiczny konglomerat. To najłatwiej doprowadziłoby do sytuacji, w której o wynagrodzeniu zarządu decydują silni właściciele, a nie kto inny, czyli na przykład związkowcy. Tyle że pomysły na dokończenie prywatyzacji koncernu przepadają od lat. Jakoś nie ma chętnych i odważnych do starcia ze związkowcami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj