● Wiara w niezmierzoną moc rządu – to wspólna cecha ludzi wszystkich lewicowych formacji. Pozwala im odważnie sięgać po nasze pieniądze w przekonaniu, że zaprowadzą w ten sposób sprawiedliwość w kraju. Jak tłumaczył premier, w podnoszeniu podatków nie chodziło tylko o bezmyślne ratowanie budżetu.

Reklama

● Napiętnowanie bogactwa – to stary jak świat znak rozpoznawczy lewicy. Stąd tyrada premiera przeciwko pewnemu dziennikarzowi, co zarabia 30 tys., jeździ drogim samochodem i korzysta z odpisów podatkowych od pensji. Może i jemu trzeba zabrać ulgę.

● Premier decyduje, kto jest biedny – jako człowiek lewicy wie, kto jest naprawdę potrzebujący, a komu trzeba zabrać. Dlatego bez wahania utrzymał podwyżkę pensji dla nauczycieli, choć zabrał wszystkim innym. Ba, zganił nawet Leszka Balcerowicza za bezduszność. Nikt już nie odważył się zadać pytania, dlaczego można być bezdusznym i zabrać 10 proc. urzędnikowi, a nie można nauczycielowi.

● Żądanie wyrzeczeń – nieodłącznym elementem lewicowej wrażliwości jest domaganie się wyrzeczeń od tych, którzy się z nią nie zgadzają. Gdy grupa ekonomistów wariatów domagała się zniesienia emerytur dla 40-letnich policjantów, premier natychmiast zapytał dlaczego żądają tego od rolników i policjantów, a sami nie chcą się dzielić swoimi składkami emerytalnymi z państwem.

● Państwo zastępuje Boga – to już najwyższy stopień lewicowego wtajemniczenia, kiedy premier, nie mając żadnych wyliczeń na potwierdzenie swoich tez, zapewnia, że emeryci na pewno nie stracą, bo pieniądze będzie gwarantowało państwo. Wiara w jego nieomylność i wypłacalność po wieki wieków.