Głównym punktem zapalnym debaty była kwestia legitymacji unijnych instytucji. Czeski polityk Petr Macinka przekonywał zgromadzonych, że organy Unii Europejskiej nie posiadają demokratycznego mandatu. Radosław Sikorski zareagował natychmiastowo, stosując konkretną ripostę opartą na mechanizmach parlamentarnych.
Szef polskiego MSZ przypomniał Macince, że rządy w większości krajów europejskich wyłania parlament.Ministrowie w twoim kraju nie są bezpośrednio wybierani. Są wybierani przez parlament i premiera – zauważył Sikorski. W ten sposób polski wicepremier uciął dyskusję o rzekomym braku demokracji w strukturach, które tworzą przedstawiciele demokratycznie wybranych rządów narodowych. Sikorski podkreślił, że podważanie mandatu UE przez samych ministrów państw członkowskich jest nielogiczne i szkodliwe dla spójności Zachodu.
Sikorski poruszył temat różnic kulturowych między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Przyznał, że choć Zachód jako wspólnota wciąż istnieje, to obie strony Atlantyku inaczej definiują podstawowe pojęcia. Minister podzielił się osobistą anegdotą z czasów młodości. Wspomniał, że gdy pierwszy raz odwiedził Waszyngton, uważał się za twardego konserwatystę. Szybko jednak odkrył, że jego europejskie poglądy – m.in. poparcie dla powszechnej opieki zdrowotnej czy ograniczenia w dostępie do broni – w oczach Amerykanów czyniły go... "komunistą".
Ten sam rozdźwięk dotyczy dzisiaj wolności słowa. Model amerykański dopuszcza niemal każdą wypowiedź, traktując ją jako nienaruszalne prawo jednostki. Model europejski nakłada na słowo odpowiedzialność. Ze względów historycznych (doświadczenia nazizmu i komunizmu) kraje takie jak Polska zakazują propagowania ideologii totalitarnych.
Sikorski ostro sprzeciwił się narracji amerykańskich polityków (w tym wiceprezydenta USA), którzy nazywają europejskie ograniczenia "cenzurą". To nie jest cenzura, to odpowiedzialność. Nie akceptuję narzucania nam amerykańskiej koncepcji wartości – podsumował minister.
Sikorski krytykuje Trumpa
Wicepremier RP nie gryzł się w język, oceniając zachowanie administracji Donalda Trumpa. Skrytykował on odejście od niepisanej zasady, według której zachodnie demokracje nie ingerują w swoje procesy wyborcze. Sikorski jako przykład podał publiczne poparcie, jakiego Donald Trump udzielił Karolowi Nawrockiemu w polskich wyborach prezydenckich. Taka postawa niszczy dotychczasową dynamikę relacji, w której Polska była jednolicie proamerykańska bez względu na opcję rządzącą. Wybieranie stron przez mocarstwo wewnątrz polityki sojusznika powoduje, że jedna część społeczeństwa zaczyna postrzegać USA jako przeciwnika politycznego.
Sikorski nazwał te działania "oburzającymi" i "irracjonalnymi", zaznaczając, że wcześniej Zachód ingerował tylko w politykę autokracji, by krzewić tam demokrację. Teraz, jego zdaniem, proces ten został odwrócony.
Ukraina i "haniebna" kapitulacja. Sikorski: Trump powiesił w Białym Domu zdjęcie z Putinem
W debacie uczestniczyła również Hillary Clinton, była sekretarz stanu USA. Jej wystąpienie wzmocniło przekaz Sikorskiego w kwestii zagrożenia ze strony Rosji. Clinton nazwała stanowisko Donalda Trumpa wobec wojny w Ukrainie "haniebnym". Gdy Gladden Pappin, doradca związany z rządem Węgier, próbował bronić Trumpa, Sikorski natychmiast uderzył faktami. Prezydent USA powiesił w Białym Domu zdjęcie z Putinem. Ja nie mam portretu Putina w domu – odparł polski minister, wywołując poruszenie na sali.
Sikorski: Tak, wykluczamy faszystów
Końcowa faza panelu przyniosła starcie na polu ideologicznym. Petr Macinka i Gladden Pappin krytykowali Europę za wykluczanie niektórych partii prawicowych i "przyklejanie łatek faszystów". Sikorski odpowiedział krótko i bez ogródek. Zaznaczył, że faszyzm nie jest problemem sprzed 80 lat, lecz realnym zagrożeniem, które wciąż istnieje w Europie. Tak, wykluczamy faszystów – stwierdził minister.