Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak Havel wywołał burzę

5 listopada 2007, 23:18
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Vaclav Havel 10 dni temu dyskretnie przyjechał do Krynicy, aby uciec od polityki i podreperować podupadające zdrowie - ustalił DZIENNIK. Ale przyjaciele z antykomunistycznej opozycji nie dali mu odpocząć. Tak doszło do międzynarodowego skandalu.

W czeskiej ambasadzie w Warszawie wczoraj wrzało. "Odcinamy się od poglądów Vaclava Havla" - zapewniał rzecznik placówki Piotr Kubera. To efekt słów, które padły dzień wcześniej na Wawelu. Były prezydent oświadczył, że demokracja w Polsce jest tak bardzo zagrożona, iż wybory nie tylko powinny się odbyć szybko, ale muszą je nadzorować międzynarodowi obserwatorzy.

Jak ustalił DZIENNIK, nie z takim zamiarem przyjechał do naszego kraju 27 sierpnia Vaclav Havel. "Zabiegi, spacery z żoną i psem, pierwszy tydzień pobytu czeskiego przywódcy w Krynicy miał charakter całkowicie prywatny" - opowiada asystent byłego prezydenta, Jakub Chladik. W tym czasie, poza rodziną, Czech spotykał się tylko z Andrzejem Jagodzińskim, przyjacielem i tłumaczem jego książek. "Zależało mu na spokoju do tego stopnia, że wyjazd do Krynicy miał być utrzymany w całkowitej tajemnicy" - przyznaje Chladik.

Pobyt czeskiego polityka w górskim kurorcie był do tego stopnia dyskretny, że nie słyszeli o nim nawet jego mieszkańcy. "Jest tutaj?" - pytała z niedowierzaniem recepcjonistka jednego z najbardziej luksusowych hoteli w mieście.

Wszystko zmieniło się w poniedziałek. Tego dnia tylko w towarzystwie kierowcy granatową skodą Havel przyjechał do Krakowa, aby wypromować polskie wydanie swoich wspomnień "Tylko krótko, proszę". Nawet się nie spodziewał, że zostanie tu wciągnięty w wir polskiej polityki. "To starszy pan. Nie miał nawet sił spacerować po mieście. Kilka razy musiał odpoczywać w hotelu" - mówi DZIENNIKOWI Anna Maciejowska z wydawnictwa Znak, którego nakładem ukazuje się książka byłego prezydenta.

Zaraz po przyjeździe do Krakowa na Havla czekali jednak dziennikarze. Był też Adam Michnik. Zaczęło się od konferencji prasowej na Wawelu, która miała dotyczyć najnowszej książki czeskiego polityka. Ale pytania natychmiast zeszły na polskie podwórko. To wtedy padły słowa o konieczności nadzorowania wyborów w Polsce, którymi, nawet się nie spodziewając, Havel wywołał w naszym kraju polityczną burzę.

Odpocząć od polskich spraw Havel nie miał jednak szansy. Z obiadem czekali już na niego Adam Michnik i dawnymi przyjaciele z antykomunistycznej opozycji. Zaraz potem wspólnie poszli na spotkanie na Uniwersytecie Jagiellońskim. To tu padły najcięższe oskarżenia pod adresem polskiej rzeczywistości. "Taki jest los postaci historycznych. Z idoli z czasem staliśmy się obiektem krytyki, bo jesteśmy wyrzutem sumienia dla tych, którzy uprawiają brudną politykę" - przekonywał tu Havla Adam Michnik. Jego zdaniem to problem, który dotyka nie tylko dzisiejszą Polskę. Także w Czechach górę biorą polityczni komformiści, którzy w latach komunizmu nie mieli odwagi stawiać oporu, a dziś chcą na nowo pisać historię, marginalizując rolę dawnych dysydentów. "Staliśmy się niewygodni" - mówił do Havla naczelny "Gazety Wyborczej".

I wspominał czasy, gdy obaj byli bohaterami opozycji. "Pamiętasz, kiedy spotkaliśmy się w Karkonoszach?" - pytał Michnik Havla. "My nie mieliśmy ze sobą nic, a ty wyjąłeś z chlebaka wódkę, kiełbasę. To była taka wódką z ludzką twarzą" - żartował z prób reform czeskiego komunizmu Adam Michnik.

W surowej ocenie dziesiejszej polskiej polityki Michnikowi wtórował Kazimierz Kutz. "Dla nas, artystów, polityka od początku była obcym bytem. Bo naszym powołaniem jest ujawnianie prawdy" - przekonywał.

Organizatorzy nie darowali Havlovi nawet wieczoru. Zaproszono go na koncert czeskiego kultowego zespołu The Plastic People of the Universe. "Przyszedł, ale tylko na chwilę" - przyznaje Anna Maciejowska z wydawnictwa Znak.

Dziś w Krynicy Havel znów ma wystąpić publicznie. Podczas międzynarodowego forum ekonomicznego zaplanowano jego udział w dyskusji z okazji 30. rocznicy powstania Karty 77 i początków współpracy między polskimi i czeskimi dysydentami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj