Dziennik Gazeta Prawana logo

Lepper chodził na panienki!

5 listopada 2007, 23:18
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Samoobrona pogrąża się w politycznym i obyczajowym grzęzawisku. Światło dzienne ujrzała już seksafera z aresztowanym posłem Stanisławem Łyżwińskim w roli głównej. Ale to jeszcze nie koniec. "Fakt" dotarł do świadków z najbliższego otoczenia lidera Samoobrony, którzy nie mają wątpliwości. Andrzej Lepper korzystał z usług prostytutek!

Ciemne chmury zbierają się nad głową szefa Samoobrony, który jeszcze do niedawna marzył o byciu prezydentem. Plany te jednak wzięły w łeb. Formacja Leppera skompromitowała się nie tylko łamiąc prawo, ale i dobre obyczaje. Konającej partii nie pomaga jej lider Andrzej Lepper. Potwierdziło się bowiem to, o czym plotkowało się od dawna. O orgiach seksualnych z udziałem szefa Samoobrony, jego licznych zdradach i agresywnym zachowaniu wobec kobiet - ujawnia "Fakt".

Sam Lepper, który ponoć niedawno zaczął znowu sięgać po rady czarodzieja do mediów Piotra Tymochowicza - zastosował sprytny zabieg. Publicznie przyznał się do winy... ale tylko częściowo. W nadawanym w telewizji TVN programie "Teraz my!" potwierdził, że zdarzały mu się skoki w bok. "Nie mówię, że nie zdarzało mi się czasami za dużo wypić. Warszawa kusi. Były wówczas takie sytuacje, że mogłem zdradzić swoją żonę. Ale ja mam odwagę za to publicznie przeprosić" - mówił Lepper. Liczył na to, że nabierze ludzi na swoją fałszywą szczerość. Dlaczego fałszywą? - pyta "Fakt". Bo szef Samoobrony zarzekał się, że nigdy nie korzystał z usług prostytutek. Wspomniał tylko, że ktoś go kiedyś zapoznał z taką panią - ale nie łączyło go z nią nic więcej. Czy kiedykolwiek płacił pan za seks? - cisnęli dziennikarze. "Nie" - stanowczo odpowiadał Lepper.

Co innego mówią jednak świadkowie wybryków byłego wicepremiera - donosi "Fakt". Dziennikarze programu "Teraz My" dotarli do tajemniczej prostytutki Jolanty, która ze szczegółami opowiedziała o niecnych zachowaniach wodza Samoobrony. "Andrzej Lepper najczęściej zamawiał trzy dziewczyny. Pieniądze dawał tej, która schodziła na półpiętro i przekazywała je tam naszemu kierowcy" - mówiła kobieta. "Na początku był dla nas bardzo hojny. W siedzibie Samoobrony stała kasa pancerna z pieniędzmi. Lepper mówił: bierzcie to nie moje. No to brałyśmy, ile chciałyśmy" - opowiadała z przejęciem. W miarę rozwoju opowieści na jaw wychodziły jeszcze bardziej szokujące fakty. "Robił się coraz bardziej chamski" - przekonywała prostytutka. "Krzyczał do nas: ku... zrób to, ku... zrób tamto. Potem zamykał nas w pokoju i wypuszczał dopiero, gdy mijał opłacony czas" - dodawała Jolanta.

Wszystkie te sceny grozy opisywane przez prostytutkę miały mieć miejsce w dawnej siedzibie Samoobrony przy stołecznej ul. Nowogrodzkiej, na tyłach popularnego wtedy hotelu Forum. Dziś pod tym adresem mieści się biuro Związku Zawodowego Samoobrona - przypomina "Fakt".

Rewelacje prostytutki przedstawione w telewizyjnym programie jak ulał pasują do świadectw, jakie w styczniu tego roku dawały skrzywdzone kobiety na łamach "Newsweeka". Wg ich relacji - Andrzej Lepper w warszawskim środowisku prostytutek był jednym z najbardziej brutalnych i niepożądanych klientów. Skrzywdzone przez niego kobiety ochrzciły go nawet mianem "Dziada".

"Fakt" postanowił zweryfikować te opowieści u... najbliższych współpracowników i dawnych przyjaciół politycznych Leppera. Okazuje się, że potwierdzają wszystkie najgorsze zarzuty przeciwko szefowi Samoobrony.

"Nieraz byłem świadkiem takich imprez u Leppera. Byłem nawet zdziwiony, że się z tym nie kamufluje" - opowiada "Faktowi" jego były bliski współpracownik, odpowiedzialny za tworzenie partyjnego biuletynu. "Przy Nowogrodzkiej były agencje i on się tam nawet sam udawał. Na Nowogrodzkiej 25 nad księgarniami było kilka takich przybytków. Sam mu mówiłem: słuchaj Andrzej nie możesz tak robić, bo jeszcze ktoś wpadnie na pomysł, żeby to wykorzystać i jeszcze zarobić na tym" - dodaje. I potwierdza również to o czym często, ale anonimowo mówią sąsiedzi biura Samoobrony. "Tam <takie panie> rzeczywiście często w majtkach biegały i to było żenujące. Chłop był z dala od domu, lubił dobrze zjeść i popić. Opowiadał, że jest na spotkaniu w ambasadzie, a w biurze partii orgietki się działy".

W podobnym tonie o imprezach w swojej byłej partii wypowiada się Sławomir Izdebski, senator poprzedniej kadencji. Nie obciąża jednak Leppera, a jego najbliższych współpracowników. "Dziewczyny i alkohol dało się głównie zauważyć jeżeli chodzi o Łyżwińskiego i Filipka. Na imprezach zakrapianych Filipkowi jakieś dziewczyny na kolanach siadały, jakieś przytulanki były. Każdy o tym wiedział, że mają jakieś panienki i romanse. Jak wiemy u Filipka zakończyło się to dzieckiem - wspomina na łamach "Faktu" b. senator.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj