W moim przekonaniu cała kampania wyborcza pozostawia po sobie mnóstwo znaków zapytania co do rzeczywistych propozycji polityków. Spalają się oni w nudnawych debatach o tym, kto lepiej zna cenę ziemniaków i chleba. Wszystko, co słyszymy, to propozycje wyrwane z kontekstu, bez przedstawienia spójnej wizji państwa.

Dyskusja polityczna toczy się w Polsce jedynie na poziomie doraźnych wyborów, a nie na poziomie poważnych wyzwań. Politycy dają się programować mediom, zajmując się jedynie sprawami, które aktualnie w mediach się dzieją. Kolejne wydarzenia przesłaniają poprzednie tak, że dyskurs publiczny wciąż jedynie ślizga się po powierzchni zjawisk, bez próby wejścia w głąb. Świadczy to wciąż o braku profesjonalizmu z jednej strony - i o zaściankowości z drugiej.

Obecna kampania to jedynie nudna wymiana zdań, z której wciąż nie dowiaduję się rzeczy zasadniczych. Przede wszystkim, jaką partyjni liderzy mają wizję Europy. I Kaczyński, i Tusk wydają się nie rozumieć nowego instytucjonalnego ducha Europy, który nazywam międzyproceduralnym liberalizmem. Opiera się on m.in. na propozycji Aleksandra Stubba z Finlandii, by równocześnie stosować pierwiastkową metodę przeliczania głosów i metodę podwójnej większości po to, by uzyskać dodatkową wiedzę o głębokiej strukturze konfliktu między dużymi i średnimi krajami członkowskimi. W Unii dyskutuje się więc o potraktowaniu tych metod jako narzędzi zdobywania wiedzy - czy nasi politycy rozumieją to nowe podejście, w którym konflikt staje się osią konstrukcyjną instytucji? Wątpię.

Tocząca się kampania potwierdza też, że politycy są strasznie anachroniczni, jeśli chodzi o instytucjonalną wizję Polski w Europie. Brakuje im oddechu, który pozwoliłby gonić świat, kiedy ten idzie do przodu. My dyskutujemy o jednym pojęciu - prywatyzacja służby zdrowia - a świat już dawno zrozumiał, że prawdziwym tematem do dyskusji jest przepuszczenie składek zdrowotnych przez sieć wielu konkurujących ze sobą firm ubezpieczeniowych. Ich współzawodnictwo jest jedyną szansą na uszczelnienie, profesjonalizację i racjonalizację wydatków na publiczne lecznictwo. A w tej chwili i tak odbywa się przecież dzika prywatyzacja w służbie zdrowia, m.in. w związku z handlem długami szpitali. Ani PiS, ani PO nie zaprezentowały jednak żadnej spójnej wizji i całościowej analizy, jak zamierzają sprostać tym wyzwaniom przyszłości. Żadna strona nie dowiodła, że ma zaplecze, które wypracowało sensowne rozwiązania.

Zresztą zarówno Tusk, jak i Kaczyński grają swoje role fałszywie. Prezes PiS przemawia językiem populistów - de facto populistą nie będąc - po to tylko, by przechwycić elektorat LPR i Samoobrony. Przewodniczący PO, mieniąc się liberałem, boi się do liberalnych postulatów przyznać. Zamiast powiedzieć otwarcie, że Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego jest niesprawiedliwym topieniem publicznych pieniędzy, on się sądzi z PiS o to, że wcale tak nie uważa. A szkoda! Dziś wszyscy finansujemy ubezpieczenie społeczne nawet tym chłopom, którzy latają po swoich polach prywatnym helikopterem. Tusk ma też dziwne jak na liberała złudzenia, że samo podpisanie unijnej Karty Praw Podstawowych zwiększy zamożność Polaków.

Żadna ze stron nie pokusiła się w tej kampanii o przedstawienie pomysłów - co dalej ze służbami specjalnymi. Skoro dostały one tak silne uprawnienia jak chociażby CBA, to automatycznie powinno się też wzmocnić system ich obywatelskiej i sejmowej kontroli. O tym ani PO, ani PiS w minionych tygodniach nie powiedziały niczego godnego uwagi. W moim odczuciu 21 października staniemy przed wyborem między nieznanym i nieznanym...