Eryk Mistewicz, konsultant polityczny: Donald Tusk wrócił na ring, a my wreszcie doczekaliśmy się starcia gladiatorów. Jego celem było przejęcie - wreszcie - inicjatywy w tej kampanii, wyrwanie Jarosławowi Kaczyńskiemu chorągwi na polu bitwy.

To był koniec z przyjmowaniem razów. Tusk szedł, by zakrzyknąć, że to nie Kaczyński, ale on jest panem sceny politycznej. To nie premier decyduje, kiedy, z kim i o co toczy się dyskusja, narzuca tematy, wyznacza obszary sporu. Jestem jeszcze ja: Waleczny Donald. Swoją misję wypełnił. A o wyniku przesądziło to, że "mury" ożyły. Te grały na rzecz Donalda Tuska. Młodzieżówka PO zbagatelizowała zalecenia organizatorów debaty i zakaz wyrażania na widowni negatywnych opinii.

Niedziała, że straż przemysłowa TVP nie będzie w debacie oglądanej przez dziesięć milionów widzów usuwać łamiących reguły. Gwiżdżący i wyśmiewający premiera skutecznie zdominowali obraz debaty. Krzyki "kłamca, kłamca", "koalicja z Samoobroną, z Samoobroną, z Samoobroną", "do trzech razy sztuka, ha ha ha" i wiwaty: "Donald, Donald, Donald" - bez odpowiedzi śledzili zwolennicy PiS. Usadowienie młodzieżówki PO z tyłu premiera spowodowało dekoncentrację Kaczyńskiego. To klasyczny chwyt. Elementarny błąd popełniony przez negocjatorów tej debaty ze strony PiS. Szkolny błąd. O bardzo poważnych konsekwencjach. Spin doktorzy PiS powinni mieć za niego zmyte głowy. Bo to największy błąd nie tylko debaty, ale całej kampanii.

Tomasz Witkowski, ekspert w sprawach psychomanipulacji: Rywale od początku przyjęli jasno określone role. Jarosław Kaczyński - pozycję rodzica, na początku bardzo pobłażliwego, traktującego rywala z pewną pogardą, czasami straszącego i grożącego. Z kolei Donald Tusk zapowiadał walkę na argumenty i powstrzymywanie się przed jadowitym językiem.

Jestem pełen podziwu dla stanowczości w realizacji tego postanowienia, szczególnie w obliczu takiego rywala. W tej postawie pojawiały się jednak wyrwy, np. opowieść z sejmowej windy o pistolecie Kaczyńskiego. Poza tym w chwilach słabości Tuskowi także zdarzało się operować ogólnikami, gdy mówiąc o polityce zagranicznej, ograniczył się do stwierdzenia, że powinna być profesjonalna.

Rola premiera została za to starannie wyreżyserowana. Chodziło przede wszystkim o sprowadzenie rywala do roli dziecka - niepoważnego, krnąbrnego, a czasami niebezpiecznego w swoich pomysłach. Świadczy o tym chociażby konsekwencja w tytułowaniu swojego adwersarza "panie Donaldzie". Tak dystans skracamy w stosunku do ludzi, których lubimy lub... szanujemy mniej. Dlatego wiele konkretnych pytań Kaczyński celowo kwitował pobłażliwym uśmiechem.
Każdy z nich osiągnął minimum: umocnienie swojego elektoratu. Ludzie raczej wykształceni, o szerszym spojrzeniu, ceniący sobie fakty, rzetelność nadal będą popierać Tuska, a szukający samca alfa utwierdzą się w przekonaniu, że prawdziwym przywódcą jest premier Kaczyński.

Jadwiga Staniszkis, socjolog: Wynik jest remisowy. Na początku lepiej przygotowany wydawał się Donald Tusk, miał też bardziej dynamiczną publiczność, która reagowała większym entuzjazmem w czasie poszczególnych wypowiedzi. Później jednak, przy okazji pytania o Kartę Praw Podstawowych, pokazał, że nie do końca rozumie system prawny Unii Europejskiej i nie odpowiedział na pytanie dotyczące problemu niemieckiego.


Lider PO zachował się też nie fair, jeśli chodzi o program autostrad i mieszkalnictwa, bo projekt przygotowany przez ministra Barszcza w sferze planowania przestrzennego, którego Platforma nie chciała głosować, rzeczywiście mógł przyspieszyć ich budowę.

W pewnym sensie zwyciężyli obaj, bo klarownie zarysowali różnice między obydwiema partiami i wizjami rządzenia państwem, ale - co jest fantastyczne - potrafili być przy tym dla siebie mili. Pokazali też nową, nieznaną twarz: Jarosław Kaczyński, choć był wyraźnie zmęczony, pokazał ciepło, którego nikt od niego nie oczekiwał. Tusk natomiast udowodnił, że jest dobrym i kompetentnym dyskutantem. Obaj poprawili swój wizerunek, nie będzie więc przepływu głosów między partiami, bo umocnili swych sympatyków.

Paweł Śpiewak, socjolog: Bezapelacyjnie zwyciężył Donald Tusk, który zaprezentował się jako bardzo kompetentna, poważna i dobrze przygotowana osoba. A przy tym potrafił zachować duży luz i spokój, co pozwoliło mu w przekonujący i kompetentny sposób wyjaśnić większość merytorycznych kwestii. Sądzę, że rozwiał wątpliwości wielu osób, które wahały się, czy warto na niego i na PO głosować.
Premier Kaczyński był o wiele bardziej zideologizowany, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie polityki zagranicznej. Ta debata nie przysporzy mu poparcia, tym bardziej że wiele osób uważało, iż to on będzie zwycięzcą.

Aleksander Smolar, politolog: Choć sondaże wskazywały, że starcie to zdecydowanie wygra Jarosław Kaczyński - rzeczywistość pokazała, iż zwycięzcą okazał się Donald Tusk. W moim przekonaniu szef Platformy wypadł dużo lepiej zarówno na poziomie oceny osobowości, jak i na poziomie merytorycznych argumentów.
Okazało się bowiem, że Tusk, uważany do tej pory za polityka papierowego, potrafi być graczem ofensywnym, ale przy tym dowcipnym i posiadającym duży zmysł riposty. Pokazał, że jest człowiekiem o silnej woli, a równocześnie wielkiej kurtuazji. Tusk wyszedł również na polityka bardziej kompetentnego.
Kaczyński nie wypadł na tym tle najlepiej. Pokazał, że jest do tej debaty słabo przygotowany. Premier w sposób oczywisty znalazł się w kłopotliwej sytuacji, gdy zapytany został przez Tuska o chociażby wzrost cen produktów spożywczych i wydatków na kancelarię premiera i prezydenta.

Marek Migalski, politolog: 4:0 dla Tuska. To według mnie wynik tej debaty. Od samego początku szef PO przejął inicjatywę i skutecznie udowadniał, że to on reprezentuje zwyczajnych ludzi. To właśnie on wie, ile kosztuje kurczak, to on sam jeździ po nieistniejących autostradach, sam też budował dom. Kaczyńskiego w ten sposób z łatwością zepchnął w establishment. Wytknął mu, że wydaje pieniądze na administrację i na swoje własne wygody, np. jazdę w obstawie BOR-owców.








Tusk zaprezentował się jako osoba normalna, zwyczajna. Kaczyńskiego przedstawił zaś jako osobę wyalienowaną i nieznającą prawdziwego życia - wszak premier nie wiedział, o ile podrożały kartofle czy jabłka. W moim przekonaniu Donald Tusk fantastycznie punktował, wybijając tematy, które są bliskie Polakom, czyli Irak czy tarcza antyrakietowa. Bo choć w obydwu tych sprawach PO ma podobne stanowisko do PiS, to jednak Kaczyński musiał się tłumaczyć, z czego jest niepopularny w społeczeństwie. Nie mam żadnych wątpliwości, że od pierwszego do ostatniego gongu Tuskowi udawało się nokautować Kaczyńskiego.