Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy nie chcą bojkotu igrzysk

21 kwietnia 2008, 01:28
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Polacy nie chcą bojkotu igrzysk
Inne
Dyskusja na temat bojkotu igrzysk olimpijskich w Pekinie oddala się od Europy wraz ze sztafetą olimpijską. Świadczą o tym rezultaty sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP na zamówienie DZIENNIKOWI. Wynika z nich, że większość Polaków nie chce, by imprezę bojkotowali sportowcy.
Sondaż TNS OBOP dla „Dziennika”

Wojska nepalskie rozpoczęły już przegrupowanie. Alpinistom nie wolno wspinać się na Mount Everest. Żołnierze dostali polecenie, aby negocjować z niepokornymi, a w razie problemów użyć siły.

Kłopoty mogą jednak pojawić się już w najbliższy czwartek, gdy sztafeta olimpijska dotrze do stolicy Australii Canberry. Wczoraj kilkunastu Tybetańczyków ogoliło głowy podczas protestu przed chińskim konsulatem w Melbourne. Władze Australii, które obawiają się zamieszek, wyposażyły policję w specjalne pełnomocnictwa. Policjanci będą mieli prawo zatrzymania i zrewidowania wszystkich na trasie olimpijskiej sztafety. Na ulicach Canberry postawiono już specjalne barykady.

Jednak dyskusja na temat bojkotu igrzysk olimpijskich w Pekinie oddala się od Europy wraz ze sztafetą olimpijską. Świadczą o tym rezultaty sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP na zamówienie DZIENNIKOWI. Wynika z nich, że większość Polaków nie chce, by imprezę bojkotowali sportowcy.

Wyniki podobnego sondażu przeprowadzonego tydzień temu w Niemczech pokazują podobną tendencję. W badaniach opublikowanych przez "Financial Times Deutschland", aż 67 proc. Niemców sprzeciwiło się wycofaniu reprezentacji RFN z igrzysk. Jako powód najczęściej wskazywano szkody, jakie bojkot mógłby wyrządzić niemieckiej gospodarce.

To właśnie dlatego obrońcom praw człowieka w Europie nie udało się wymusić wspólnej polityki Unii wobec represji w Chinach. Okazuje się, że uzależnienie od dynamicznie rozwijającej się chińskiej gospodarki byłoby zbyt kosztowne.

Pekin umiejętnie rozgrywa te obawy. Są już pierwsze przykłady takiej strategii. Od dwóch dni w Chinach trwa zorganizowany bojkot sklepów francuskiej sieci Carrefour. Sieć oskarżana jest o finansowanie "kliki dalajlamy". To zemsta za demonstracje obrońców praw człowieka w Paryżu, gdy doszło do przerwania sztafety i wygaszenia olimpijskiego ognia.

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który pod koniec marca zasugerował że nie przyjedzie na otwarcie igrzysk do Pekinu, nadal zwleka z oficjalną deklaracją. Wiadomo jednak, że ceremonię zbojkotuje wielu przywódców Zachodu, w tym premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński. Chiny próbują przedstawiać to jako dowód arogancji Zachodu, który próbuje wymuszać na całym świecie własne standardy. Z taką argumentacją Pekin stara się dotrzeć zwłaszcza państw Trzeciego Świata. I dociera skutecznie.

Czy to oznacza, że świat przegrywa walkę o prawa człowieka w Chinach? Zdaniem francuskiego filozofa i publicysty Guy Sormana, to pozorna porażka. Olimpiada w Pekinie może stać się - wbrew intencjom reżimu - zaczątkiem zmian.

"Sytuacja jest skomplikowana, bo Chińczycy z jednej strony popierają komunistyczny rząd za twardą postawę wobec Tybetu, ale z drugiej, wcale nie są stworzeni do autorytaryzmu. Oni naprawdę chcieliby cieszyć się wolnością i demokracją" - mówi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj