Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nie jestem feministką"

14 marca 2008, 23:59
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
"Nie jestem feministką"
Inne
Jezuita, ojciec Dariusz Kowalczyk powiedział, że w Europie zaczynamy mieć do czynienia nie tyle ze świeckością państwa, co z laickim zamordyzmem. Jak tak dalej pójdzie, to za publiczne przyznanie się do wiary i wartości moralnych my, chrześcijanie, będziemy się czuli prześladowani jak na początku wieków - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Elżbieta Radziszewska, nowa pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn.

Litości, jeszcze nie zdążyłam nic zrobić! Myślę, że przekonam je swoimi działaniami, a na razie krytykują mnie za chadeckość, że Matka Boża Trybunalska, że związana z Kościołem, że nie wstydzę się tego.


Noszę.


A uważa pan, że różaniec na palcu kobiety to tylko ozdoba? Oczywiście, że odmawiam.


Czasem modlę się także w intencji jakiejś kobiety.


A na czym miałaby polegać owa "manifestacyjność"? Zaryzykuję stwierdzenie, że udałam się tam nie manifestacyjnie, tylko normalnie, pociągiem. Takie miałam wcześniej plany i nie zamierzałam ich zmieniać. Tym bardziej, że nigdy na Manifach nie byłam i nikt nie pomyślał, by mnie zaprosić.


Nie jestem mieszkanką Warszawy.


Wtedy bym się zastanawiała, czy pójść.


Chyba nie. Na rzecz równości powinno się działać, a nie paradować, choć nie mam nic przeciwko temu, by inni chodzili na takie demonstracje. W moim wydaniu byłaby to deklaracja polityczna, której nie chcę składać, bo nie utożsamiam się ze wszystkimi hasłami, które niosą uczestnicy tej parady. Popieram równość kobiet i mężczyzn z uwzględnieniem ich odmienności. Musimy pamiętać, że mamy swoje tradycje, a ja nie chcę na siłę ich zmieniać, bo we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Trzeba uwzględniać choćby to, że to kobiety rodzą dzieci, to one karmią je piersią.


Zostawmy to rodzicom do wyboru. Niech oni sami podejmą decyzję, kto ma zostać z dzieckiem. Czytałam ostatnio wywiad z panią Streżyńską, szefową Urzędu Komunikacji Elektronicznej, która razem z mężem podjęła decyzję, że ona będzie robiła karierę, a on zajmie się dziećmi.


Niech sobie twierdzą, mają prawo. Jak same chcą przymuszać własnych mężów, to niech to robią.


I zmuszać mężczyzn, by zajmowali się własnymi dziećmi? Wolałabym, by robili to dobrowolnie. Obawiam się, że przepis wprowadzający obowiązkowy urlop dla ojców byłby obchodzony. Zaraz szukano by furtek i pewnie by znaleziono jakieś powody zdrowotne, albo fikcyjnie by się rozwodzono lub wprowadzano separację, byle tylko nie zmuszać ojców do urlopów. Pamięta pan, co się działo, gdy zlikwidowano fundusz alimentacyjny i państwo bardziej pomagało rodzinom niepełnym niż pełnym? Liczba rozwodów w pierwszym roku obowiązywania ustawy wzrosła o 40 procent, bo niektórzy, żeby dostać 170 zł miesięcznie, gotowi byli się rozwieść! Nie chciałabym zachęcać ludzi do kombinowania, jak prawo omijać, niech ono będzie przystosowane do realiów.


To mnie jakoś szczególnie nie frapuje. Trzeba być wrażliwym, by nie powielać złych wzorców, ale nie będę się koncentrowała na podręcznikach szkolnych. W szkole uczono mnie wierszyka o Murzynku Bambo, który dzisiaj uznano by za dyskryminacyjny.


Nie (śmiech). Mnie się on podoba do teraz. Co to w ogóle za pomysły?


Nie przepadam za kryminałami i chciałabym, byśmy we wszystkim stosowali umiar i zdrowy rozsądek. Rozumiem, że ktoś może mieć dobre intencje, ale czasami czyni się tym większe szkody niż korzyści.


Może mieć takie poglądy, można sprawować swoją funkcję, opowiadając się za jedną ze stron jakiegoś sporu, ale ja wolę odcinać ekstrema i szukać porozumienia. W atmosferze konfliktu, jednej wielkiej awantury nic się nie da zrobić.


Należy próbować.


A my właśnie mamy takie stanięcie pośrodku, mamy kompromis.


Tak, to ustawa antyaborcyjna, ale z wyjątkami. Ani całkowity zakaz aborcji, ani całkowita legalizacja - to nazywam kompromisem. Popiera go jakieś 80 procent społeczeństwa, choć to się oczywiście w ciągu kilkunastu lat zmieniło.


Ma pan tu rację. Społeczne wahadło się tu przesunęło i ten kompromis jest społecznie akceptowany.


A ja się będę upierała, że to kompromis. Nie jest z niego zadowolona i nie określa go tym mianem ani pani Środa, ani posłanka Sobecka, ale to jednak jest kompromis i uważam tę ustawę za wyraz pewnego porozumienia społecznego.


Tak, wielokrotnie to deklarowałam.


Nie chciałabym swojej działalności ograniczyć do reagowania na reklamy. Mnie też oburzają niektóre z nich. Czuję się dyskomfortowo, patrząc na reklamę, na której manekin spryskuje się kosmetykiem, a kobieta rzuca się na niego jak samica reagująca na feromony. To co najmniej niestosowne…


Ale nie chcę jako minister zaostrzać przepisów czy cenzurować reklamy. Są ciała zajmujące się reklamami i niech one się wypowiedzą.


Do decyzji w tej sprawie daleka droga. Dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie się nie da, bo w tej sprawie nie ma żadnego ustawodawstwa. Pamiętajmy, że leczenie niepłodności jest refundowane przez NFZ, natomiast sam zabieg in vitro nie jest żadnym leczeniem, tylko postępowaniem zastępczym.


Właśnie. I to nie powinno być finansowane z NFZ, ale może być opłacane z budżetu jako program rządowy. Nie wiem jednak, jaka w tej sprawie zapadnie decyzja i co będzie za dwa, trzy lata.


A ja od odpowiedzi na to pytanie się uchylam.


Wcale nie. Po prostu tłumaczę panu, że na to pytanie odpowiedzialnie odpowiem za trzy lata.


Chyba pan lekko przesadził. Proszę nie żartować, sprawa in vitro to zbyt poważna rzecz.


A jak miałabym odpowiedzieć dzisiaj, skoro diabeł tkwi w szczegółach? Może powstać ustawa jak w Rumunii, dopuszczająca zabiegi in vitro nawet dla 70-latków - tego pan oczekuje? Może być ona restrykcyjna - tylko dla małżeństw, albo też dopuszczająca in vitro dla związków lesbijskich. Być może będzie w ustawie napisane, że in vitro można stosować do oporu, kilkadziesiąt razy, albo też ograniczy się liczbę prób - o której z hipotetycznych wersji ustawy mam powiedzieć? Dopóki nie będę wiedziała, co konkretnie miałoby finansować państwo, nie będę składała deklaracji.


To historia jak z Rocco Butiglione, który nie mógł zostać komisarzem Unii Europejskiej, bo mówił to samo. Ja mam nadzieję, że w Polsce nigdy do podobnych przypadków nie dojdzie i nikomu nie przyjdzie do głowy, by odmówić parze adopcji z powodu wyznawanej wiary. Jezuita, ojciec Dariusz Kowalczyk powiedział, że w Europie zaczynamy mieć do czynienia nie tyle ze świeckością państwa, co z laickim zamordyzmem. Jak tak dalej pójdzie, to za publiczne przyznanie się do wiary i do wartości moralnych my, chrześcijanie, będziemy się czuli prześladowani jak na początku wieków.


Jestem temu przeciwna.


A dlaczego? Według naszej konstytucji, małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. W tym akurat fragmencie konstytucja bardzo mi się podoba i myślę, że jest tu popierana przez większość Polaków. Nie chciałabym burzyć porządku społecznego w tej kwestii.


Stanowisko Kościoła jest pięknie opisane w katechizmie i ja zgadzam się z każdym słowem tam zawartym.


Może. Wolałabym, by nauczyciela oceniać na podstawie jego wiedzy i tego, jak swą wiedzę przekazuje dzieciom, niż na podstawie jego prywatnych zachowań.


Nie wiem, jakie ma wykształcenie.


Nie oceniam jego książki, ale pana Biedronia słuchałam kilkakrotnie w radiu i telewizji, i nie wzbudza moich negatywnych emocji. Gdyby miał przygotowanie pedagogiczne, nie miałabym nic przeciwko temu, by podjął pracę w szkole.


To była ustawa przygotowana za rządów SLD, kiepsko dopracowana i była aktem czysto politycznym, niczym więcej.


Nie pamiętam już szczegółów, ale pamiętam, że klimat wokół tamtej ustawy nie był dobry.


Klimat w tej sprawie był spowodowany złymi zapisami ustawy.


A pan pamięta wszystkie artykuły sprzed czterech lat? Od tego czasu zajmowałam się setkami innych ustaw i też nie znam ich wszystkich.


Tak, choć jak ktoś uważa, że pisma pornograficzne to dla niego najlepsza lektura, to niech je sobie kupuje, ale powinny być one sprzedawane tylko dorosłym. A zresztą proszę zobaczyć, że Empik wycofuje pisma pornograficzne i mam nadzieję, że inni dystrybutorzy pójdą za ich przykładem.


Wiem. Mamy bardzo dużo dobrych ustaw, których nikt nie przestrzega. Ale czego pan ode mnie oczekuje? Mam chodzić po kioskach i żądać od kioskarzy przestrzegania prawa? Albo mam iść na policję i zagrozić komendantowi, że będę nalegać, by premier go odwołał, jeśli nie wyśle patroli do kiosków?


I mogłam zbawić cały świat.


To może jeszcze mogłam zapobiec atakowi na WTC, wojnie w Iraku, fali tsunami i powstrzymać efekt cieplarniany...?


Przyznaję, nie napisałam żadnej interpelacji w tej sprawie, ani w tysiącu innych. Chciałabym, by przestrzegano prawa.


Mogłam napisać tysiące interpelacji i rzeczywiście nie zajęłam się wieloma sprawami, a pan uważa, że powinnam zawrzeć sztamę z posłem Piłką i walczyć z pornografią.


Akurat prywatnie rzeczywiście lubię Romana Giertycha. Miałam okazję kilkakrotnie z nim rozmawiać i sprawiał bardzo miłe wrażenie. Nie zgadzam się przy tym z jego działalnością ministerialną i polityczną w ogóle.


Wierzę, ale nie zgadzam się z tezą, że powinnam zajmować się wszystkim. I dlaczego pornografią?


A ja nie jestem działaczką żadnego ruchu feministycznego. Nie zajmowałam się w Sejmie zwalczaniem pornografii i ruchami feministycznymi.


Niektórzy mogą tak mówić i mieć krytyczne podejście. Mam nadzieję, że po kilku miesiącach mojej pracy zmienią zdanie. Pan chciałby mnie rozliczać już teraz?


Oczywiście, że tak. Nie zajmowałam się też wspieraniem ruchów gejowskich.


Tu się pan myli. Akurat tym zajmowałam się w komisji sejmowej. Zgadzam się, że nie ma nic gorszego, niż zostawienie dziecka w miejscu, które nie daje mu uczuć. To, że powstają rodzinne domy dziecka, to, że ktoś im pomaga, to tylko efekt pracy ludzi dobrej woli, bo opór samorządów lokalnych jest w tej materii ogromny i do tej pory w skali kraju nic z tym nie zrobiono. Dzieciom w Polsce dzieje się krzywda i trzeba z tym walczyć.


A co to są "kary cielesne"?


To nie jest metoda wychowawcza i powinno się robić wszystko, by żadna matka dziecku klapsa nie dała.


Nie da się tego zabronić prawem.


Tak, uważam, że karanie klapsem powinno być zabronione. Bicie dzieci jest przejawem bezsilności rodziców i trzeba im uświadomić, że to nie jest sposób na wychowanie dzieci. Rozmowa, edukacja - to są skuteczniejsze metody. I nie ma to nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem dzieci.


Jeżeli dziecku nie dzieje się krzywda i rodzina spełnia swą funkcję wychowawczą, edukacyjną, społeczną i każdą inną, tam nie powinno być państwa. Ono powinno co najwyżej wspierać naturalną rodzinę, a nie odbierać jej dzieci.


Zabierają dzieci rodzicom bardzo biednym lub niezaradnym życiowo - to prawda. Tak się u nas ostatnio zaczyna dziać, niestety.


Istnieje takie niebezpieczeństwo, ale w ten sposób można ośmieszyć lub sprowadzić do absurdu każdy przepis. Proszę sobie wyobrazić ruchliwą ulicę i dziecko wbiegające pod samochód. Matka szarpie je za rękę, a potem, w silnych emocjach, daje klapsa za nieposłuszeństwo. Dziecko płacze, a policjant stojący obok wykręca matce ręce i razem z rozryczanym dzieckiem wiezie ją na komisariat, spisuje, a sąd grodzki karze ją grzywną i przymusową terapią. To byłby nonsens.


Z klapsami powinno się walczyć przede wszystkim przez edukowanie ludzi. Bardzo podoba mi się program "Superniania", który pokazuje rodzicom, jak radzić sobie bez przemocy.


Aaa, nie oglądałam…


Jestem przeciwniczką adopcji dzieci przez pary homoseksualne, ale nie zamierzam odbierać ich naturalnej matce lub naturalnemu ojcu.


Niestety, tak bywa, prawa mężczyzn są tu często naruszane i mam zamiar działać w tym kierunku, by to zmienić. Sądy powinny kierować się dobrem dziecka, a nie stereotypem i nie zwracać uwagi: matka czy ojciec.


Nie uważam, by kobiety powinny być promowane w sztuczny sposób. Skoro mamy równouprawnienie, to panie powinny mieć równe szanse, a nie być wpychane jakimś nakazem prawnym. A poza wszystkim, jeśliby już wprowadzono takie prawo, to należałoby je odroczyć o jakieś 15 lat, bo skąd miałyby się wziąć te wszystkie kandydatki na posłów czy radne? Generalnie jestem przeciwna parytetom.


Nie, bo uważam, że wieloletnie zaniedbania należy nadrabiać powoli, bez rewolucji.


Nie musi, wcale tak nie uważam i wyobrażam sobie, że takie stanowisko mógłby piastować mężczyzna. Opór byłby nie ze strony polityków, ale na przykład ze strony organizacji kobiecych.


Na razie nawet nie jestem powołana. Jestem jak po zapowiedziach małżeńskich z premierem Tuskiem. Teraz czekam na ceremonię i podpisy (śmiech).

*Elżbieta Radziszewska, lekarka, w Sejmie od czterech kadencji. Najpierw należała do Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Od 2001 jest w Platformie Obywatelskiej. Do tej pory pełniła m.in. funkcję zastępcy przewodniczącego sejmowej komisji rodziny i praw kobiet

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj