Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak banki wpuszczały firmy w opcje

17 lutego 2009, 20:45
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Banki wiedziały kiedy podpisywać opcje. W lipcu złoty był bardzo mocny
Banki wiedziały kiedy podpisywać opcje. W lipcu złoty był bardzo mocny/Inne
Kto zarobi na opcjach walutowych? Zachodnie banki, które grały na osłabienie złotego. W Polsce bankowi dilerzy robili wszystko, by wcisnąć przedsiębiorcom opcje walutowe, nie bacząc na ryzyko i możliwe straty. Taki obraz wyłania się z analizy ekonomicznej, do której dotarł DZIENNIK.
fr_477140_85814602_165567a_1265676.jpg
Jak banki wpuszczały firmy w opcje

Pierwsza połowa 2008 roku. Dilerzy polskich banków zaczynają gwałtownie szukać przedsiębiorstw, które chciałyby postawić na wzmocnienie naszej waluty.

Przedstawiciele banków wydzwaniają do firm, odwiedzają ich prezesów. Docierają nawet do najmniejszych przedsiębiorstw, które zajmują się eksportem i dla których silny złoty oznacza mniejsze zyski. Tłumaczą, że oferują zabezpieczenie przed ryzykiem dalszego umacniania się naszej waluty. Niektórzy na poparcie swoich słów przedstawiają prognozy kursów - z dzisiejszej perspektywy wręcz nieprawdopodobne. Z jednej z nich wynikało, że 1 euro będzie warte w lutym 3,33 zł! (tymczasem dziś za euro trzeba zapłacić 4,9 zł).

>>> Przeczytaj więcej o raporcie w sprawie opcji

, nie mając świadomości, że w rzeczywistości biorą udział w ryzykownej grze, na której mogą stracić miliony. Taki obraz wyłania się z analizy Pawła Karkowskiego, doktora ekonomii z firmy doradczej GreenCapital. Karkowski współpracuje z firmami, które straciły na opcjach. W ramach swoich badań przeprowadził rozmowy z prezesami 92 przedsiębiorstw, analizował dokumenty, a także rozmawiał z pracownikami banków, którzy sprzedawali opcje przedsiębiorcom.

. - czyli w momencie, gdy złoty był najsilniejszy. Parcie było tak duże, że transakcje zawierano przez telefon. Dopiero potem bankowcy przesyłali do firmy "potwierdzenie zawarcia umowy", która ma klienta "zabezpieczyć przed ryzykiem kursowym". Przypadek? Skąd taka gorączka na rynku? Na podstawie rozmów z dilerami Karkowski ustalił, że wszystko zaczęło się za granicą. To tam był od początku zeszłego roku wielki popyt na instrumenty finansowe, które dają zysk przy wzroście kursu euro.

od klientów, którym sprzedawały ryzykowne opcje. Dlaczego? Karkowski stawia tezę, że bankowi dilerzy nie chcieli straszyć przedsiębiorców: "Nieżądanie zabezpieczeń mogło wynikać z próby niewywoływania u klientów świadomości, że nabywają produkt tzw. ryzyka" - napisał ekonomista.

Dlatego dziś nie tylko przedsiębiorcy, ale też polskie banki są w trudnej sytuacji. Karkowski przytacza przykład firmy, która straciła na opcjach 90 mln zł. W rubryce wartość zabezpieczenia zapisano słowo "brak". Nie ściągną tak ogromnych pieniędzy z firm. Zyskają banki zachodnie, z którymi nasze banki będą się musiały rozliczyć" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Karkowski.

- komentuje mecenas Przemysław Cichulski z warszawskiej kancelarii prawnej Rymar i Wspólnicy. "Wynika z niego, że banki nie informowały klientów o poziomie ryzyka i w ten sposób przyczyniły się do powstawania strat. Mógł tu wystąpić konflikt interesów. Banki z jednej strony występowały jako doradcy przedsiębiorców, a z drugiej były stroną umów".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj