Deklaracja biskupów jest bardzo ryzykowna. Nie wiadomo, jakie jeszcze materiały mogą się pojawić. Archiwa IPN są dostępne dla naukowców i dziennikarzy, a niewykluczone, że wszyscy będą mogli się z nimi zapoznać i wyrobić własną opinię. Stolica Apostolska nie podała rozstrzygnięcia, które byłoby oparte na orzeczeniu niezależnej komisji. Przyjęła do wiadomości wyniki prac Kościelnej Komisji Historycznej powołanej przez episkopat i stwierdziła, że nie ma podstaw do interwencji. Był to więc osąd we własnej sprawie.
>>> Watykan: Koniec z lustracją biskupów
Nawet gdyby przyjąć do wiadomości koniec lustracji biskupów, to każdy powinien mieć możliwość zapoznania się z efektami prac komisji. Byłoby to bardziej czytelne i nie dawałoby powodów
do podejrzeń, że może jednak coś tam jest nie tak. Prędzej czy później te dokumenty i tak będą jawne. Dziwię się, że zamiast wszystko opublikować, biskupi czekają, aż zrobią to
dziennikarze.
Nie rozumiem, jak mogli ogłosić koniec lustracji, kiedy tak naprawdę jeszcze wiele spraw jest nierozstrzygniętych. Pojawiają się nowe dokumenty wymagające wyjaśnienia. To wygląda na próbę
odfajkowania bolesnego problemu. Sprawa lustracji duchownych nie jest zamknięta, próba jej formalnego zakończenia to myślenie życzeniowe. Trzeba jednak pamiętać, że Kościół jest jedyną
grupą społeczno-zawodową, która podjęła jakąkolwiek próbę zmierzenia się z własną przeszłością na taką skalę. Niezależnie od metody jakaś lustracja w Kościele się dokonała.
Obawiali się osoby o wyrazistym obliczu jak abp Sławoj Leszek Głódź czy kard. Stanisław Dziwisz. Wśród biskupów panuje przekonanie, że drugi kard. Wyszyński jest dziś niepotrzebny,
wystarczą biskupi jako duchowi przywódcy diecezji. Zwyciężył kandydat środka i przekonanie, że było dobrze, więc po co zmieniać.
>>>Lustracja w Kościele to ks. Isakowicz
Choć bardzo długo pracował w Watykanie, patrzy na Kościół przez pryzmat mniejszych środowisk, jasno zdeklarowanych katolików. Dlatego popiera Radio Maryja. On nie wchodzi w wielkie spory
społeczne, teologiczne, ma wizję Kościoła opartego o religijność ludową, tradycyjne wartości, silną rodzinę, w którym kapłan jest nie tylko przewodnikiem dusz, ale także liderem
lokalnego środowiska. Tyle że w dużych miastach taka wizja Kościoła nie jest już przyjmowana.
Abp Michalik dał się poznać z małej aktywności. Biskupi, wybierając go, zapewne powiedzieli sobie "pięć lat spokoju, a potem zobaczymy, co dalej". Obawiam się, że po tym
czasie mogą się obudzić przerażeni ilością negatywnych zjawisk, jakie zaszły w społeczeństwie. Zdecydowanego stanowiska ze strony abp. Michalika możemy się spodziewać w sferze
cywilizacyjno-moralnej. W poprzedniej kadencji był bardzo aktywny właściwie w jednej sprawie, gdy popierał próbę konstytucyjnego wzmocnienia ochrony życia.
*Ks. Kazimierz Sowa jest dyrektorem kanału Religia.tv