Wojciech Mojzesowicz*: Rozmawiałem dziś z kilkoma osobami osobiście. Przedstawiłem swoją koncepcję i czekam na jej uwzględnienie.
To nie ja mówiłem od kilku miesięcy, kto będzie tę listę otwierał, tylko prezes Jarosław Kaczyński. To jest kwestia pewnego szacunku do ludzi i struktury. Ale nie chodzi mi tylko o lidera.
Kujawsko-pomorskie nie może być województwem, do którego tylko przyjeżdża się po mandaty. To okręg rolniczy.
>>>Poseł PiS stawia ultimatum Kaczyńskiemu
Ale na drugim miejscu był doświadczony rolnik, były senator Józef Łyczak. I wbrew temu, co mówi teraz pan Joachim Brudziński, tutaj też była ingerencja centrali.
Uważam, że za te słowa powinien przeprosić. Nie wolno publicznie o ludziach z lokalnym autorytetem mówić takich rzeczy. Sprzeciwiam się temu.
Nie chciałbym tego formułować w ten sposób. PiS dzisiaj jest dużą firmą. A rządząc taką firmą, trzeba wiedzieć, że pewne decyzje przekazuje się na dół. Nasza lista była dobrze
zbudowana. Tak by zrobić dobry wynik. A wiemy, jak to się robi. Jako ludzie z autorytetem wśród rolników wygraliśmy na wsi dla PiS wybory prezydenckie, potem samorządowe, dwa razy z rzędu
wybory parlamentarne.
Jeżeli szefostwo mojej partii nie będzie kierować się koteriami, a postawi na dobry wynik całej formacji, to wygra. Ale musi spełnić ważny warunek. Wieś musi zobaczyć, że na listach, na
tzw. biorących miejscach, są jej przedstawiciele.
Skąd, ja się nigdy nie pchałem. Ale są trzy nazwiska, które by gwarantowały takie zwycięstwo. Gabriel Janowski - świetnie przygotowany, zna super angielski. Drugi to Janusz Wojciechowski.
Teraz zasiadał w komisji rolnictwa w europarlamencie, zna się na rzeczy. A trzeci to Krzysztof Jurgiel. Między nami bywa różnie, ale on był ministrem, szefował komisji, bywał w Brukseli i
świetnie nadawałby się na takiego reprezentanta wsi.
>>> Jarosław Kaczyński odrzuca ultimatum
Usłyszałem podczas jednej z dzisiejszych rozmów taką rzecz: ci wszyscy panowie zgodzili się na zaproponowane im miejsca na listach. A mieli inny wybór? W klubie PiS są dziesiątki dobrych
ludzi. Brakuje im jednego: możliwości powiedzenia tego, co myślą. Ja należę do tych, którzy nie obawiają się, czy będą w polityce, czy nie. Kiedyś mi taki jeden powiedział:
"Wojtek, co ty się burzysz, przecież będziesz pierwszy na liście". Ale czy to jest najważniejsze w życiu? Chcę, by prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu nikt nigdy nie
zarzucił, że nikogo z rolników nie ma w europarlamencie. To moja walka o dobre imię partii, a nie szkodzenie. Zmuszam do refleksji, a nie szantażuję.
Jeżeli jest pomysł na to, by kiedyś jeszcze przejąć władzę, to tak. Ale jeśli go nie ma, to szans nie widzę. Jeżeli żaden z eurodeputowanych PiS nie będzie związany z polską wsią, to
nie będziemy mieli prawa namawiać rolników do poparcia nas w wyborach. Mam obowiązek powiedzieć to kierownictwu mojej partii.
*Wojciech Mojzesowicz, polityk, poseł, rolnik, minister rolnictwa i rozwoju wsi w rządzie Jarosława Kaczyńskiego