Część polityków Prawa i Sprawiedliwości jest zaskoczona, że Lech Kaczyński zanim ogłosił swoją decyzję w sprawie ustawy medialnej, nie czekał na gwarancje podtrzymania weta ze strony SLD. "To powinno wyglądać tak: wpierw Napieralski ogłasza, że jeśli będzie weto, to SLD je podtrzyma, a dopiero później prezydent komunikuje swoją decyzję" - tłumaczy nam jeden z prominentnych polityków PiS.

Reklama

Innego zdania są politycy tej partii związani z Pałacem Prezydenckim. "Wysłanie ustawy do Trybunału nie miałoby sensu. Zakwestionowałby co najwyżej jakieś dwa artykuły i ustawa weszłaby w życie. I to szybko, bo mieliśmy nieoficjalne informacje, że TK sprawę rozpatrzy najdalej w ciągu kilku tygodni" - przekonuje osoba związana z Lechem Kaczyński. A to, że rozmów z lewicą nie było przed ogłoszeniem decyzji, nie oznacza wcale, że takie nie odbywają się w tej chwili. "Rozmawiamy. Wiemy, że rozmawia też z nimi Platforma. Kto da więcej ten wygra, to chyba oczywiste" - mówi nasz informator. Pytany o to, co leży na stole, odpowiada krótko - "Jedna i druga strona proponuje to samo: miejsca w KRRiT i radzie nadzorczej TVP".

Grzegorz Napieralski w rozmowie z DZIENNIKIEM zaprzecza jednak, że na temat przyszłości ustawy medialnej rozmawia z kimkolwiek. Nie chce się też do tego przyznać PO. Jednak osoby z kierownictwa Platformy mówią wprost - "Wejście w życie ustawy w obecnym kształcie jest na rękę lewicy. Dzięki niej w nowej Krajowej Radzie Sojusz miałby tak zwaną mniejszość blokującą i bez jego zgody w mediach nic nie dałoby się zrobić".

p

MARCIN GRACZYK: Podtrzymacie weto prezydenta do ustawy medialnej?
GRZEGORZ NAPIERALSKI*: Nie ma jeszcze takiej decyzji.

Ale rozważacie podtrzymanie weta?
To decyzja całej partii, a nie tylko moja, więc nie mogę w tej chwili nic więcej powiedzieć.

Ma pan świadomość, że spełniacie rolę języczka u wagi. Zarówno prezydent, jak i PiS będą was przekonywać do podtrzymania weta. Odwrotnie PO będzie was namawiać do jego odrzucenia...
Na razie nikt z nami nie rozmawiał. Ja liczę przede wszystkim na rozmowę z twórcami, liczę na autorytety i ich radę w tej sprawie. Chce tych ludzi zaprosić na posiedzenie klubu i wsłuchać się w to, co mają do powiedzenia na temat tej ustawy.

Ale przecież pan już spotykał się z twórcami i dobrze pan wie, czego oni oczekują – podtrzymania prezydenckiego weta, bo ich zdaniem ta ustawa jest zła i nie może wejść w życie.
Ja znam ich stanowisko, chcę, by poznał je też klub i zarząd partii.

A pan jako szef klubu i partii jaką decyzje będzie rekomendował tym gremiom?
Nie odpowiem dziś na to pytanie.

Ale ma pan już opinię w tej sprawie?
Mam, ale to tajemnica.

Rozmawiał pan już z prezydentem lub którymś z jego przedstawicieli?
Jeszcze nie. Oczywiście, jeśli pan prezydent mnie zaprosi, to jestem gotów na takie spotkania.

Politycy PO w nieoficjalnych rozmowach mówią, że nie rozumieją waszego oporu wobec ustawy. Gdyby weszła w życie, to w nowej Krajowej Radzie mielibyście tak zwaną mniejszość blokującą i bez waszej zgody w mediach nic nie dałoby się zrobić.
My jesteśmy formacją polityczną, która na tę sprawę patrzy w kontekście ratowania mediów publicznych, a nie obsadzania stanowisk.

Nie interesują was stanowiska w Krajowej Radzie, w zarządach mediów publicznych? Nie wierzę...
Mnie interesują media publiczne i to, by one funkcjonowały bez pana Farfała i nie pod rządami polityków, którzy chcą doprowadzić do ich zniszczenia.

Jedno nie przeczy drugiemu. Bo jak rozumiem, pan zakłada raczej, że działacz SLD nie zniszczyłby mediów?
Ja przede wszystkim chciałbym, żeby we władzach TVP i Polskiego Radia zasiedli ludzie kompetentni, a nie politycy.

Wszyscy tak mówią.
Ale my chcieliśmy naprawdę tak zrobić, to PO tego nie chciała.

Platforma jest winna wszystkiemu.
Tak.

Czyli nie będziecie z nimi rozmawiać o odrzuceniu weta?
Nie pisze dzisiaj żadnych scenariuszy, bo ten ostateczny napisze klub parlamentarny i działacze mojej partii.

Wielu z nich mówi wprost: Nie możemy współpracować z Platformą. Trzeba podtrzymać weto.
Rzeczywiście tak mówi bardzo wielu działaczy SLD, dlatego, że PO zachowała się nie fair. A Donald Tusk okazał się człowiekiem bez żadnych zasad. Jego arogancja i buta pokazały, że nie obchodzą go inni, stąd to przekonanie, o którym pan mówi, praktycznie w całym Sojuszu. Ale emocje nie mogą być naszym doradcą w czasie podejmowania tej decyzji.

A da się współpracować z ludźmi bez zasad?
Jest to bardzo ciężkie.

Ale możliwe?
Bardzo bardzo ciężkie.

*Grzegorz Napieralski, szef SLD