Jan Sechter: To było dla nas zaskoczenie. Prezydent Kaczyński wypowiedział niezwykle mocne słowa, które bardzo cenimy. Nikt jeszcze takiego gestu wobec Czech w obecności tylu zagranicznych
gości nie wykonał. Rok temu w 70. rocznicę podziału Czechosłowacji prezydenci Kaczyński i Klaus byli na Zaolziu, które my nazywamy Ziemią Cieszyńską. I zapowiedzieli, że emocje historyczne
nie mogą stanowić obciążenia dla naszych dwustronnych stosunków politycznych. Ale ta deklaracja oznacza ostateczne rozwiązanie tego problemu, postawienie kropki na "i". Do tej
pory przecież część historyków traktowała okupację Zaolzia jako rodzaj rewanżu za ich zdaniem niesprawiedliwe dla Polski zapisy Traktatu Wersalskiego.
>>> Kaczyński o Putinie: Po co go zaproszono?
Dyplomacja potrzebuje pewnej dramaturgii, nie mogę więc wszystkiego ujawniać. Jednak w przyszłym tygodniu w Sopocie spotkają się prezydenci Grupy Wyszehradzkiej i Vaclav Klaus z pewnością
się do deklaracji Lecha Kaczyńskiego odniesie. Został poinformowany o uroczystości na Westerplatte, a ja przekazałem pewne propozycje, jak mogłaby wyglądać nasza reakcja. Tyle mogę
powiedzieć.
Tak, ludzie wiedzą, że w chwili, gdy Niemcy rozpoczęli akcję okupacji Czechosłowacji, polskie władze postawiły ultimatum naszym władzom. Dlatego wczorajsza deklaracja prezydenta Kaczyńskiego
wywołała duże echo w czeskich mediach. Ale jednocześnie ludzie wiedzą, że już kilka miesięcy później sama Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, była zagrożona atakiem Niemiec.
Już wtedy niechęć między naszymi narodami została niejako przezwyciężona: czeski i polski wywiad podjęły bliską współpracę a nasze rządy na obczyźnie w Londynie później dobrze
współdziałały.
Absolutnie nie. To była zupełnie inna sytuacja. Wtedy Breżniew traktował nas wszystkich jako satelity. To było zgodne z jego teorią ograniczonej suwerenności państw Europy Środkowej. Gdyby
Moskwa zdecydowała się na podobną akcję w stosunku do Węgier, zapewne armia czechosłowacka też wzięłaby udział w takiej inwazji. Nie traktujemy więc tego, co zrobiło Wojsko Polskie w 1968
roku jako polską inicjatywę. Dla nas prawdziwą postawę Polaków oddał wtedy bohaterski czyn Ryszarda Siwca (w proteście przeciwko inwazji na Czechosłowację dokonał 8 września 1968
samospalenia w czasie dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie - red.). Trudno natomiast nie zauważyć, że szczególnie aktywny w inicjowaniu akcji przeciw Czechosłowacji był ówczesny
komunistyczny przywódca NRD, Walter Ulbricht.
Z pewnością ze strony tych państw nie było takiego gestu, jaki wykonał prezydent Kaczyński. Przy okazji uroczystości rocznicowych ani Brytyjczycy, ani Francuzi nie odnieśli się do traktatu
monachijskiego w wymiarze moralnym - nie uznali Monachium za "grzech". Natomiast w latach '90 bardzo zależało nam na "wyczyszczeniu" wszystkich problemów
prawnych w stosunkach z Niemcami. Wtedy zarówno brytyjskie, jak i francuskie oraz włoskie władze uznały traktat monachijski za traktat swego rodzaju niebyły.
Teraz nie ma do tego w Budapeszcie odpowiedniej atmosfery. Węgrzy muszą przede wszystkim spróbować porozumieć się ze Słowacją i przezwyciężyć poczucie historycznej krzywdy, uspokoić
napięcie z północnym sąsiadem.
Jako ambasador Czech nie mogę tego komentować. Ale chcę zwrócić uwagę, że choć Beck zainicjował zajęcie Zaolzia, to potem po zajęciu przez Hitlera Czechosłowacji, mimo nacisków Rzeszy,
nie zamknął ambasady Czechosłowacji w Warszawie i konsulatu w Krakowie. Dzięki temu tysiące czeskich obywateli narodowości żydowskiej mogło uciec przez Polskę i uratować życie. Beck
pozwolił także na organizowanie się na terenie Polski wojska czechosłowackiego. A później twardo oparł się żądaniom hitlerowskich Niemiec. To dziś bardzo szanujemy.