Rozlatuje się nowiuteńki gmach Biura Bezpieczeństwa Narodowego. To prezydenckie centrum dowodzenia na wypadek wojny miało być jednym z najbezpieczniejszych miejsc w Polsce - pisze "Fakt".
Niespełna dwa lata temu prezydent Aleksander Kwaśniewski z dumą przecinał biało-czerwoną wstęgę podczas uroczystej ceremonii otwarcia gmaszyska. A dziś okazuje się, że budynek to zwyczajna fuszerka. Zaczęło się od zacieków na ścianach i wybrzuszających się paneli. Teraz, gdy pada, urzędnicy biegają po pokojach... z wiadrami.
Jak pisze "Fakt", w jednym z pokoi spadł sufit. "Nikomu nic się nie stało tylko dlatego, że chwilę wcześniej urzędnik wyszedł z pomieszczenia" - mówi gazecie pragnący zachować anonimowość pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Źle działają ogrzewanie, kanalizacja i wentylacja. Pękła nawet płyta lądowiska dla helikopterów, które znajduje się na dachu budynku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|