Już po kilku minutach obrad komisji poseł PiS Adam Hofman złożył wniosek o karę dla Balcerowicza. "Jako świadek nie przedstawił usprawiedliwienia, nie posiada immunitetu, więc powinniśmy go ukarać, by nie był to zły przykład dla innych" - wyliczał poseł. A większość mu przyklasnęła. Na karze jednak się nie skończyło. Komisja wystosowała kolejne zaproszenie na przesłuchanie. Tym razem na 26 września.
Jednak z propozycji PiS kpiła opozycja. "To nie odbuduje autorytetu przewodniczącego komisji" - mówił Aleksander Grad z PO. "To tylko niepotrzebnie eskaluje konflikt" - dodawała Małgorzata Ostrowska z SLD. W końcu przewodniczący komisji Artur Zawisza zmiękł i o następnym przesłuchaniu zaczął mówić "około wyznaczonej daty". Dlaczego? Bo na 26 września Balcerowicz ma wyznaczone posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Więc pewnie znowu by się nie stawił. Czy jednak w ogóle ma zamiar zeznawać? "Podejmę decyzję po orzeczeniu Trybunału" - powtarzał niewzruszony Balcerowicz. A o karze miał tylko jedną opinię: "To niepotrzebne rozmydlanie sprawy" - mówił.
W komisji jednak pojawił się kolejny problem - wylicza DZIENNIK. Wojna przeniosła się z Balcerowicza na SKOK-i. Zawisza argumentował, że Balcerowicz powinien zeznawać nie jako prezes NBP a szef komisji nadzoru bankowego. "W Polsce ceny usług bankowych są najwyższe w Europie. To posłowie powinni wyjaśnić" - mówił Zawisza. I się zaczęło... "To niech PiS-owskie SKOK-i obniżą ceny" - wyśmiewał Zawiszę Grad. I nie ustępował. "Zawisza płynie na fali kompromitacji komisji. Nawet koledzy z partii tak o nim mówią" - twierdził Grad.
Wreszcie całą awanturę zakończył Marszałek Sejmu Marek Jurek. Zawołał śledczych i zaczął uspokajać. Ci obiecali sobie lojalność, koniec "wycieczek słownych" i wspólną obronę komisji. Ale... na spotkaniu nie pojawiła się PO - pisze DZIENNIK.