Śmigłowiec, cztery limuzyny, pirotechnicy, straż pożarna i policja w pełnej gotowości - to świta Andrzeja Leppera, z którą wicepremier jeździ po kraju. Na pokaz użala się nad biedą w Polsce, a sam opływa w luksusy - pisze "Fakt".
Do Ciechocinka i Poznania zajechał z iście monarszą pompą. Na boisku czekały na niego nawet brygada pirotechników, karetka i straż pożarna. Tylko dlatego, że Lepperowi zamarzył się spacer po słynnym uzdrowisku.
Rządowym śmigłowcem wylądował na boisku. Czekały na niego już dwie służbowe limuzyny. Przyjechały specjalnie z Warszawy. Dwa wozy przejechały 200 kilometrów, żeby z wicepremierem zrobić zaledwie dwukilometrowy kurs - na debatę o rolnictwie i z powrotem na boisko, do śmigłowca. Ale w podpoznańskim Wojnowie czekały już dwa kolejne. Tam Lepper bawił na wieczorze bawarskim.
Korzyść z wojaży wicepremiera była żadna. Na dodatek ich koszty pokrył budżet, czyli my wszyscy - zauważa "Fakt".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|