Swastyka pojawia się m.in. na amerykańskiej stronie faszystowskiej organizacji "Blood&Honour". Dostęp do niej nie jest trudny. Bo - po pierwsze - można ją bez trudu znaleźć w wyszukiwarkach internetowych. Na tym jednak nie koniec. Bo jest tam odnośnik do strony polskich neonazistów. I co tam mamy? Między innymi "Redwatch Polska" - stronę, która miała być już zamknięta miesiące temu. Miała być i była. Jednak na chwilę, bo znów straszy w internecie i namawia do przemocy. Tylko przez chwilę było o niej głośno. Od pewnego czasu jednak o walce z internetowym faszyzmem nic nie słychać.
Dlaczego? Policja twierdzi, że jest bezradna. "Ta zabawa w kotka i myszkę chyba nigdy się nie skończy" - mówi dziennikowi.pl specjalista od przestępczości internetowej, komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. Policjanci, owszem, znajdują witryny szerzące nienawiść, ale jedyne co mogą zrobić, to bezsilnie przygryzać wargi. Bo nie mają dobrego sposobu na ich likwidację.
Jednostki do śledzenia internetu są we wszystkich komendach wojewódzkich policji. Jest też taka w Komendzie Głównej. Ale... praktycznie nic nie mogą zrobić, jeśli nielegalna strona działa za granicą. "Ściganie osób szerzących w sieci nienawiść to walka z wiatrakami. A wszystko przez specyfikę internetu. I brak granic w sieci" - tłumaczy się Urbański.
O ile strona działa w Polsce, nie ma problemu z jej zablokowaniem. Polskie prawo mówi jasno: nie można publikować takich treści. Schody zaczynają się, gdy strona znajduje się na zagranicznych komputerach i stamtąd jest administrowana. A tak właśnie jest w przypadku witryn nazistowskich. Prawdziwa bieda, jeśli strona działa w Stanach Zjednoczonych. "Bo tam to sąd musi wydać postanowienie o zamknięciu witryny" - mówi nam komisarz Urbański.
A jednak w lipcu udało się odtrąbić sukces w walce z internetowym faszyzmem. Polscy policjanci, we współpracy z amerykańskim FBI, zablokowali stronę "Redwatch". Jednak tylko na momencik. Już za kilka dni znów pojawiła się w internecie. I tak jest do dziś. Co jakiś czas pojawiają się też na niej nowe teksty, mimo że - jak twierdzi policja - jej główny twórca jest za kratkami.