Platforma Obywatelska jest w kropce. Jej liderzy zapewniają, że nikt, poza senatorem Robertem Smoktunowiczem, nie jest zainteresowany flirtem z lewicą. "Donald Tusk od jakiegoś czasu
kokietuje Kwaśniewskiego, chcąc przechwycić jego elektorat. A tu proszę. Okazuje się teraz, że to Kwaśniewski i Olechowski mogą odebrać wyborców Platformie" - cieszy się Joachim
Brudziński, sekretarz generalny PiS.
W piątek rano najbardziej rozchwytywaną gazetą w siedzibie Sojuszu przy ul. Rozbrat był DZIENNIK. Wszyscy z wypiekami na twarzy czytali tekst o politycznym powrocie Kwaśniewskiego.
"Najwięcej emocji wzbudziło stwierdzenie, że były prezydent chciałby współpracować tylko z <miękkim SLD>. Mam wrażenie, że po lekturze tego artykułu wszyscy się
jakby trochę zmiękczyli" - mówi kojarzony z partyjnym rdzeniem Sojuszu Józef Oleksy. "Dlatego ogłaszam: liderem <miękkiego SLD> jestem ja" - dodaje ze
śmiechem.
O ile na byłym premierze wieść o powrocie Kwaśniewskiego nie zrobiła większego wrażenia, o tyle politykom SLD wcale nie powinno być do śmiechu. Współpracownicy byłego prezydenta od kilku miesięcy aranżują czwartkowe obiady dla ludzi, z którymi Kwaśniewski będzie prawdopodobnie w przyszłości współpracował. Ani razu nie zaproszono tam obecnych liderów Sojuszu. Może to znaczyć, że przy boku byłego prezydenta zabraknie dla nich miejsca.
"Kwaśniewski od dawna uważa, że ta partia jest passe. Przecież to żadna tajemnica" - przyznaje Oleksy.
Czołowi politycy SLD nie tracą jednak wiary. "Jeśli Kwaśniewski chce wrócić, to rewelacja. To przecież naturalny lider. A blok Lewicy i Demokratów jest na tyle pojemny, że osoby, które bywają na tych obiadach, swobodnie odnajdą się w nim. Poza tym mamy potencjał, którego nie należy bagatelizować. W wyborach uzyskaliśmy 15 procent" - podkreśla Grzegorz Napieralski. Ale przyznaje jednocześnie, że SLD "wymaga modyfikacji".