"Udało się rozładować napięcie związane z bezrobociem. Ale to dlatego, że ludzie, którzy mogli wyjść na ulice wyszli na lotniska" - mówi DZIENNIKOWI Donald Tusk lider Platformy Obywatelskiej.
Anna Wojciechowska: Jaki to był ten rok?
Donald Tusk*: To był niezły rok dla Polaków w zwizku z niezłą sytuacją gospodarczą. Jeśli ocenić władzę, był to zły rok.
Ale w sumie najlepszy z 17 ostatnich lat - mówi premier.
Polska gospodarka jest w niezłej kondycji, mimo i wbrew temu, co proponował rząd. Z najlepszą wolą szukałem w pamięci decyzji rządu Jarosława Kaczyńskiego, która mogłaby być traktowana jako źródło dobrych notowań gospodarczych. I nie znajduję żadnej. Jeśli podsumowujemy ten roku pod kątem działań władzy to był to rok psucia państwa i rujnowania marzeń o tańszym i skutecznejszym państwie. Wystraczy przypomnieć sobie czołówki gazet z ostatnich 12 miesięcy: gorszące skandale, niekompetencja urzędników, marnatrawionie publicznych pieniędzy, głupie wypowiedzi liderów obozu rządzącego. Nastąpiło też pogorszenie relacji z sąsiadami i wyraźne nadwątlenie autorytetu Polski w Unii Europejskiej.
Ale nie było raczej protestów społecznych, strajków - podkreśla premier.
Nie jestem zwolennikiem wyprowadzania ludzi na ulice, ale pamiętamy strajki w służbie zdrowia. Rzeczywiście udało się rozładować napięcie związane z bezrobociem. Ale to dlatego, że ludzie, którzy mogli wyjść na ulice wyszli na lotniska. Otworzyła się europejska szansa dla tych, którzy w Polsce nie mogli zarobić na życie. Energia buntu przekształciła się w energię emigracyjną. Nie widzę tu powodu do radości. To nie pierwszy przypadek, w którym władza z satysfakcją mówi, że obywatale są spokojni ponieważ mają alternatywą w postaci życia poza granicami kraju. Ale to nie znaczy, że my jesteśmy z takiej władzy zadowoleni. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że ta władza organizując jednych przeciwko drugim spowodowała, że przez te dwanaście miesięcy Polacy patrzyli na siebie wilkiem, jeśli chodzi politykę.
Rząd nic nie robi pożytecznego? Czy mu po prostu nie wychodzi?
W dzisiejszych czasach najważniejsze są kompetencje. Nie potrzeba nam charazymatycznych wodzów, którzy prowadzą prawdziwe, czy wyimaginowane bitwy. Potrzeba nam władzy wykwalifikowanej, skromnej, umiarkowanej, która koncentruje się na rozwiązywaniu problemów zwykłych ludzi, a nie na realizowaniu wielkich historycznych misji. Rząd Jarosława Kaczyńskiego jest często karykaturalną wersją rządu, który ma wielką misję w głowach i dwie lewe ręcę do roboty. Tak złe rządy i wręcz plugastwo w życiu publicznym to też skutek sojuszu Kaczyńskiego z Lepperem i Giertychem. Politycy obozu rządzącego zajmowali się sobą: mieliśmy do czynienia z ciągłymi konfliktami, wzajemnymi grami podjazdowymi i postępującą kompromitacją.
Premier mówi, że dzięki tej koalicji udało się wiele dobrych rzeczy. Bez Leppera a z Platformą np. nie udałoby się zlikwidować WSI czy stworzyć CBA.
Premier mija się z prawdą. Wszystko jest do sprawdzenia, wystarczy przyjrzeć się głosowaniom. Ponieważ liderzy PiS nie znajdują żadnego alibi do współrządzenia z LPR i Samoobroną to wysuwają argument, że tylko z nimi można czyścić państwo. To teza propagandowa. Kiedyś reagowałem na nią z irytacją, dziś raczej ze współczuciem.
Współczuć trzeba podobno opozycji. Kaczyński żali się, że poszliście na wojnę nie uznając wyników wyborów.
Przeciwnie. Platforma jest opozycją, która stwarza niezłe warunki do rządzenia. Jesteśmy i będziemy krytyczni wobec władzy, ale tam gdzie dostrzegamy choćby w działaniu rządu choćby najmniejszy element pożytku publicznego, to staramy się współpracować.
Przez ostatni rok cztery razy zwracałem się publicznie i w cztery oczy do premiera i prezydenta, by w polityce zagranicznej współpracować. Dopiero po czwatym apelu, w 11. miesiącu rządów Jarosław Kaczyński poszedł po rozum do głowy i uznał, że warto w tej sprawie rozmawiać z opozycją.
Znam tezę Kaczyńskiego, że wszystkiemu winna jest Platforma, ale to już nawet przestało być tematem żartów. To co najbardziej zaskakuje mnie w dobrym sampoczuciu premiera to to, że dziś po aferze Begerowej i seksaferze jest bardziej niechętny wyborom niż jeszcze w maju. To zaparcie wkazuje, że bardzo mu się spodobało sprawowanie urzędu. I to jest główny powód, że premier z takim tupetem mówi Polakom, że ta koalicja jest świetna i że z nią można oczyścic życie publiczne. A takie twierdzenie jest już wręcz obelgą dla elementarnego poczucia przyzwoitości.
Co największa partia opozycyjna w przyszłym roku zamierza robić?
W sprawach racji stanu takich jak misja w Afganistanie czy Irak, relacje polsko-niemieckie, relacje polsko-rosyjskie jesteśmy w każdej chwili gotowi do poważnej rozmowy i współpracy. Nie ulega dziś też wątpliwości, że im krócej koalicja PiS-Samoobrona-LPR będzie rządzić tym lepiej. Dlatego wcześniejsze wybory pozostają naszą propozycją.
Tylko jak zmusić do nich rząd?
To jest najtrudniejsze zadanie. Polityka to nie gra planszowa. Tu efekty wymagają więcej czasu, cierpliwości. Możemy zrobić porządek tylko w ramach konstytucyjnego ładu.
Nikt nie mówi o zamachu stanu, ale konkternych, politycznych incjatywach, jak ostatnia propozycja: wybory za poparcie budżetu.
Ta koalicja zanurzona w obyczajowym smrodzie jest też trudna do zniesienia dla sympatyków PiS. Propozycja nowego rozdania w sytuacji, w której standardy sięgnęły dna, i to nie tylko przez to nieszczęsne DNA, była ofertą honorowego wyjścia dla premiera. Jeśli dziś Kaczyński mówi, że jego największym błędem była niezgoda na wcześniejsze wybory wiosną, to ja mu mówię, że dwa razy większy błąd popełnił odrzucjąc moją propozycję. Bo to była być może ostatnia szansa na wyjście z twarzą z tego politycznego szamba.
Ale macie jeszcze podobne polityczne inicjatywy w zanadrzu?
Wszystko mi mówi, że niezadowolenie społeczne, kręgów opiniotwórczych, także tych zbliżonych do rządu, sięgnie zenitu jeszcze zimą. Możliwość rządzenia Polską przez układ Kaczyński-Giertych-Lepper wyczerpie się w ciągu najbliższych kilku, czy kilkunastu tygodni. I to ostatecznie. Nie wiem, czy to będzie oznaczało zgodę na wybory. Sądzę, że nawet tak bardzo uparty, radykalny w wielu sprawach polityk jak Jarosław Kaczyński zrozumie, że trwanie u władzy z tą koalicją nie tylko szkodzi Polsce, ale także doprowadzi do ruiny jego ugrupowanie. Jeśli nie patriotyzm, to interes własnej partii każe mu uznać, że wybory są konieczne. Bo to już nie jest kwestia wstydu tylko polskiej racji stanu. Najbliższe tygodnie będą być może najcięższą polityczną próbą w życiu premiera Kaczyńskiego. A ja niezmiennie będę gotowy do podjęcia decyzji o rozwiązaniu parlamentu. W tym sensie ta szalupa ratunkowa dla PiS będzie jeszcze przez jakiś czas w dyspozycji.
A Platfroma pana zdania sprawdziła się w mijającym roku w roli opozycji?
Efekty działań PO są lepsze niż jej oceny. Z satysfakcją patrzę na puentę tego roku w postaci wyborów samorządowych. Kiedy przypominam sobie reakcje komentatorów, ale także opinie wewnątrz Platformy, na strategię, jaką obrałem rok temu, dziś mam osobistą satysfakcję. Choć daleką od entuzjazmu.
Czego zabrakło?
Życzyłbym sobie w przyszłym roku lepszej współpracy, mniej iskier z takimi indywidualnościami jak Jan Rokita. Platforma to też zbiór indywidualności o rogatych duszach. Chciałbym, żeby w przyszłym roku wszyscy umieli grać lepiej zespołowo. Szczególnie pod koniec tego roku niektórym puściły nerwy.
To, czy te iskry będą się sypać zależy też od Pana.
Moją rolą jako szefa partii jest spokojnie podchodzić do wszystkiego i wykazywać przede wszystkim cierpliwość. I wydaje mi się, że tego nie zabraknie.
A wyjaśniliście już sobie wszystko w końcu z Janem Rokitą w cztery oczy?
Wszystko, co trzeba zostało wyjaśnione. Nie ma nieporozumień. Jest tylko problem tego, czy wszyscy będą pracować zgodnie na rzecz Platformy. Jeśli ktoś nie będzie miał w sobie takiej siły, czy gotowości to nie ma przymusu.
Donald Tusk jest liderem Platformy Obywatelskiej.
Donald Tusk*: To był niezły rok dla Polaków w zwizku z niezłą sytuacją gospodarczą. Jeśli ocenić władzę, był to zły rok.
Ale w sumie najlepszy z 17 ostatnich lat - mówi premier.
Polska gospodarka jest w niezłej kondycji, mimo i wbrew temu, co proponował rząd. Z najlepszą wolą szukałem w pamięci decyzji rządu Jarosława Kaczyńskiego, która mogłaby być traktowana jako źródło dobrych notowań gospodarczych. I nie znajduję żadnej. Jeśli podsumowujemy ten roku pod kątem działań władzy to był to rok psucia państwa i rujnowania marzeń o tańszym i skutecznejszym państwie. Wystraczy przypomnieć sobie czołówki gazet z ostatnich 12 miesięcy: gorszące skandale, niekompetencja urzędników, marnatrawionie publicznych pieniędzy, głupie wypowiedzi liderów obozu rządzącego. Nastąpiło też pogorszenie relacji z sąsiadami i wyraźne nadwątlenie autorytetu Polski w Unii Europejskiej.
Ale nie było raczej protestów społecznych, strajków - podkreśla premier.
Nie jestem zwolennikiem wyprowadzania ludzi na ulice, ale pamiętamy strajki w służbie zdrowia. Rzeczywiście udało się rozładować napięcie związane z bezrobociem. Ale to dlatego, że ludzie, którzy mogli wyjść na ulice wyszli na lotniska. Otworzyła się europejska szansa dla tych, którzy w Polsce nie mogli zarobić na życie. Energia buntu przekształciła się w energię emigracyjną. Nie widzę tu powodu do radości. To nie pierwszy przypadek, w którym władza z satysfakcją mówi, że obywatale są spokojni ponieważ mają alternatywą w postaci życia poza granicami kraju. Ale to nie znaczy, że my jesteśmy z takiej władzy zadowoleni. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że ta władza organizując jednych przeciwko drugim spowodowała, że przez te dwanaście miesięcy Polacy patrzyli na siebie wilkiem, jeśli chodzi politykę.
Rząd nic nie robi pożytecznego? Czy mu po prostu nie wychodzi?
W dzisiejszych czasach najważniejsze są kompetencje. Nie potrzeba nam charazymatycznych wodzów, którzy prowadzą prawdziwe, czy wyimaginowane bitwy. Potrzeba nam władzy wykwalifikowanej, skromnej, umiarkowanej, która koncentruje się na rozwiązywaniu problemów zwykłych ludzi, a nie na realizowaniu wielkich historycznych misji. Rząd Jarosława Kaczyńskiego jest często karykaturalną wersją rządu, który ma wielką misję w głowach i dwie lewe ręcę do roboty. Tak złe rządy i wręcz plugastwo w życiu publicznym to też skutek sojuszu Kaczyńskiego z Lepperem i Giertychem. Politycy obozu rządzącego zajmowali się sobą: mieliśmy do czynienia z ciągłymi konfliktami, wzajemnymi grami podjazdowymi i postępującą kompromitacją.
Premier mówi, że dzięki tej koalicji udało się wiele dobrych rzeczy. Bez Leppera a z Platformą np. nie udałoby się zlikwidować WSI czy stworzyć CBA.
Premier mija się z prawdą. Wszystko jest do sprawdzenia, wystarczy przyjrzeć się głosowaniom. Ponieważ liderzy PiS nie znajdują żadnego alibi do współrządzenia z LPR i Samoobroną to wysuwają argument, że tylko z nimi można czyścić państwo. To teza propagandowa. Kiedyś reagowałem na nią z irytacją, dziś raczej ze współczuciem.
Współczuć trzeba podobno opozycji. Kaczyński żali się, że poszliście na wojnę nie uznając wyników wyborów.
Przeciwnie. Platforma jest opozycją, która stwarza niezłe warunki do rządzenia. Jesteśmy i będziemy krytyczni wobec władzy, ale tam gdzie dostrzegamy choćby w działaniu rządu choćby najmniejszy element pożytku publicznego, to staramy się współpracować.
Przez ostatni rok cztery razy zwracałem się publicznie i w cztery oczy do premiera i prezydenta, by w polityce zagranicznej współpracować. Dopiero po czwatym apelu, w 11. miesiącu rządów Jarosław Kaczyński poszedł po rozum do głowy i uznał, że warto w tej sprawie rozmawiać z opozycją.
Znam tezę Kaczyńskiego, że wszystkiemu winna jest Platforma, ale to już nawet przestało być tematem żartów. To co najbardziej zaskakuje mnie w dobrym sampoczuciu premiera to to, że dziś po aferze Begerowej i seksaferze jest bardziej niechętny wyborom niż jeszcze w maju. To zaparcie wkazuje, że bardzo mu się spodobało sprawowanie urzędu. I to jest główny powód, że premier z takim tupetem mówi Polakom, że ta koalicja jest świetna i że z nią można oczyścic życie publiczne. A takie twierdzenie jest już wręcz obelgą dla elementarnego poczucia przyzwoitości.
Co największa partia opozycyjna w przyszłym roku zamierza robić?
W sprawach racji stanu takich jak misja w Afganistanie czy Irak, relacje polsko-niemieckie, relacje polsko-rosyjskie jesteśmy w każdej chwili gotowi do poważnej rozmowy i współpracy. Nie ulega dziś też wątpliwości, że im krócej koalicja PiS-Samoobrona-LPR będzie rządzić tym lepiej. Dlatego wcześniejsze wybory pozostają naszą propozycją.
Tylko jak zmusić do nich rząd?
To jest najtrudniejsze zadanie. Polityka to nie gra planszowa. Tu efekty wymagają więcej czasu, cierpliwości. Możemy zrobić porządek tylko w ramach konstytucyjnego ładu.
Nikt nie mówi o zamachu stanu, ale konkternych, politycznych incjatywach, jak ostatnia propozycja: wybory za poparcie budżetu.
Ta koalicja zanurzona w obyczajowym smrodzie jest też trudna do zniesienia dla sympatyków PiS. Propozycja nowego rozdania w sytuacji, w której standardy sięgnęły dna, i to nie tylko przez to nieszczęsne DNA, była ofertą honorowego wyjścia dla premiera. Jeśli dziś Kaczyński mówi, że jego największym błędem była niezgoda na wcześniejsze wybory wiosną, to ja mu mówię, że dwa razy większy błąd popełnił odrzucjąc moją propozycję. Bo to była być może ostatnia szansa na wyjście z twarzą z tego politycznego szamba.
Ale macie jeszcze podobne polityczne inicjatywy w zanadrzu?
Wszystko mi mówi, że niezadowolenie społeczne, kręgów opiniotwórczych, także tych zbliżonych do rządu, sięgnie zenitu jeszcze zimą. Możliwość rządzenia Polską przez układ Kaczyński-Giertych-Lepper wyczerpie się w ciągu najbliższych kilku, czy kilkunastu tygodni. I to ostatecznie. Nie wiem, czy to będzie oznaczało zgodę na wybory. Sądzę, że nawet tak bardzo uparty, radykalny w wielu sprawach polityk jak Jarosław Kaczyński zrozumie, że trwanie u władzy z tą koalicją nie tylko szkodzi Polsce, ale także doprowadzi do ruiny jego ugrupowanie. Jeśli nie patriotyzm, to interes własnej partii każe mu uznać, że wybory są konieczne. Bo to już nie jest kwestia wstydu tylko polskiej racji stanu. Najbliższe tygodnie będą być może najcięższą polityczną próbą w życiu premiera Kaczyńskiego. A ja niezmiennie będę gotowy do podjęcia decyzji o rozwiązaniu parlamentu. W tym sensie ta szalupa ratunkowa dla PiS będzie jeszcze przez jakiś czas w dyspozycji.
A Platfroma pana zdania sprawdziła się w mijającym roku w roli opozycji?
Efekty działań PO są lepsze niż jej oceny. Z satysfakcją patrzę na puentę tego roku w postaci wyborów samorządowych. Kiedy przypominam sobie reakcje komentatorów, ale także opinie wewnątrz Platformy, na strategię, jaką obrałem rok temu, dziś mam osobistą satysfakcję. Choć daleką od entuzjazmu.
Czego zabrakło?
Życzyłbym sobie w przyszłym roku lepszej współpracy, mniej iskier z takimi indywidualnościami jak Jan Rokita. Platforma to też zbiór indywidualności o rogatych duszach. Chciałbym, żeby w przyszłym roku wszyscy umieli grać lepiej zespołowo. Szczególnie pod koniec tego roku niektórym puściły nerwy.
To, czy te iskry będą się sypać zależy też od Pana.
Moją rolą jako szefa partii jest spokojnie podchodzić do wszystkiego i wykazywać przede wszystkim cierpliwość. I wydaje mi się, że tego nie zabraknie.
A wyjaśniliście już sobie wszystko w końcu z Janem Rokitą w cztery oczy?
Wszystko, co trzeba zostało wyjaśnione. Nie ma nieporozumień. Jest tylko problem tego, czy wszyscy będą pracować zgodnie na rzecz Platformy. Jeśli ktoś nie będzie miał w sobie takiej siły, czy gotowości to nie ma przymusu.
Donald Tusk jest liderem Platformy Obywatelskiej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|