Dziennik Gazeta Prawana logo

Największy kryzys polskiego Kościoła

12 października 2007, 14:58
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Niecałe dwa lata temu polski Kościół przeżywał czas triumfu. W obliczu śmierci papieża skupiła się wokół niego większość Polaków, także ci najmłodsi, nazywani pokoleniem JP2. Potem, jak dzwonek ostrzegawczy, pojawiła się lustracyjna sprawa ojca Hejmy. Biskupi nie słuchali ostrzeżeń - pisze DZIENNIK.
W efekcie mamy dziś do czynienia z najpoważniejszym kryzysem polskiego Kościoła po 1989 r. Jeszcze nigdy wszystkie opiniotwórcze środowiska katolików świeckich nie przemawiały jednym głosem. Tyle że jest to głos rozmijający się kompletnie z tym, co mówi i robi kościelna hierarchia. Ten bolesny rozłam wywołała sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa.

Polski Kościół nie podzielił się na "otwarty" i "zamknięty". Na tych, którzy są za większym otwarciem się kościelnych instytucji na świat, i tych, którzy bronią do upadłego ortodoksji. Podzielił się na hierarchię kierującą się solidarnością z kolegą i na ludzi zaangażowanych w sprawy Kościoła, którzy w takim stanowisku dopatrują się nieroztropności. Albo zgorszenia.

Katoliccy publicyści - od liberałów z "Tygodnika Powszechnego", po tradycjonalistów z pisma "Christianitas" - chcą przesunięcia ingresu do czasu, aż arcybiskup wyjaśni zarzuty. Proszą biskupów o odpowiedzialność za reputację Kościoła. Hierarchowie też są względnie zjednoczeni - od "liberalnego" arcybiskupa Józefa Życińskiego, po "konserwatystę" Mariana Gołębiowskiego. Zaledwie parę dni temu atakowali dziennikarzy próbujących ustalić prawdę. Teraz z nielicznymi wyjątkami unikają odpowiedzi na pytanie: jak ma się zachować oskarżany dostojnik?

Sam arcybiskup Wielgus po raz czwarty od publikacji tekstu w "Gazecie Polskiej" zmienił wersję wydarzeń. Teraz przyznaje już, że współpracował z komunistycznymi służbami, wyznaje skruchę, ale twierdzi, że "nikogo nie skrzywdził". A przecież memoriał Episkopatu sprzed roku na temat lustracji już samo podpisanie zobowiązania do współpracy z komunistycznymi służbami uznał za zło. Tymczasem kościelne procedury toczą się jak gdyby nigdy nic. Wczoraj arcybiskup objął warszawską archidiecezję. A w niedzielę chce stanąć przed wiernymi na ingresie?

Amerykańscy komentatorzy używają znakomitej metafory: "Ten facet przypomina kogoś, kto wyrusza naprzeciw trąbie powietrznej uzbrojony w parasol. Nie można lepiej przedstawić czyjejś nieskuteczności i bezradności wobec zjawiska, które zbliża się niczym tsunami. Takim "facetem" stał się polski Kościół borykający się ze sprawą arcybiskupa Wielgusa.

Czy cały Kościół? To prawda, mieszkańcy Płocka oklaskiwali odchodzącego z ich diecezji arcybiskupa Wielgusa, choć słyszeli już o zarzutach. Może więc polscy katolicy dzielą się na intelektualistów, dla których ta sprawa jest ważna, i "lud", który nie chce jej znać. Ale przecież według sondażu TNS OBOP przeprowadzonego dla DZIENNIKA po ujawnieniu dokumentów aż 73 proc. Polaków uważa, że papież powinien go odwołać. Ci ludzie to - przy wciąż masowej polskiej religijności - w znacznej mierze uczestnicy niedzielnych mszy świętych. Nawet ogółu księży nikt nie pyta o zdanie. Wszyscy pamiętają represje, jakie spadły na krakowskiego księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, gdy próbował badać przypadki współpracy duchownych z peerelowską tajną policją.

Na placu boju pozostała hierarchia. Zdumiewająco bezradna, osamotniona. "Biskupi powinni się liczyć z opinią publiczną" - mówi DZIENNIKOWI Jan Pospieszalski, katolicki publicysta. Do tego wezwania sprowadzają się głosy świeckich - zatroskanych, jeśli nie przerażonych strategią Episkopatu wobec lustracji w Kościele. Rzecz w tym, że Kościół, zwłaszcza polski, opinii publicznej z reguły nie słucha. Taka jest jego natura.

Tyle że okopani jak w oblężonej twierdzy hierarchowie nie bronią prawd wiary przed religijnymi reformatorami, jak w Austrii, gdzie racje formalnych zwierzchników starły się z postulatami liberalnego ruchu "My jesteśmy Kościołem". W Polsce spór zaczyna się toczyć wokół reputacji kościelnych dostojników. Trudno więc będzie hierarchom dyscyplinować katolickich publicystów. Poza poczuciem przyzwoitości, to świeccy kierują się dziś długofalowym interesem polskiego katolicyzmu.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj