Jeszcze w tym roku najubożsi renciści i emeryci mieliby otrzymać jednorazowe świadczenia w kwocie od 100 do 360 zł brutto - w zależności od wysokości emerytury. Z prawie 8 mln emerytów i
rencistów pieniądze otrzymałoby 6,5 mln, dostających w tej chwili uposażenia od 600 do 1200 zł brutto. Łącznie wypłaty kosztowałyby budżet 1,7 mld zł, czyli tyle samo, co planowana
pierwotnie waloryzacja.
Jednak według Gosiewskiego świadczenia, które proponuje rząd, są korzystniejszym rozwiązaniem niż inne pomysły. Dlaczego? Bo skorzystaliby najbardziej ci, którzy mają najniższe
emerytury.
Osoby mające mniej niż 800 zł brutto miesięcznie dostałyby raz w roku 360 zł ekstra. Ci, których świadczenia wynoszą od 800 do 1000 zł brutto, mogliby liczyć na 140 zł. Najmniej
otrzymaliby emeryci, którzy mają teraz od 1000 do 1200 zł brutto. Coroczny dodatek wyniósłby w ich przypadku 100 zł.
Takim projektem Sejm zajmie się za dwa tygodnie - tak, by wypłaty mogły nastąpić już w marcu. Najpewniej posłowie przyjmą rządową propozycję.
Przyznaje to nawet SLD, który forsuje pomysł mniejszych podwyżek, ale wypłacanych co miesiąc i dla wszystkim emerytów i rencistów (nie tylko tych, których świadczenia są niższe niż 1200 zł brutto). - Wszystko wskazuje na to, że podczas następnego posiedzenia Sejmu koalicja odrzuci projekt SLD, a przyjmie świadczenia zaproponowane przez ministra Gosiewskiego - mówi DZIENNIKOWI Izabela Jaruga-Nowacka z SLD.
A poseł Tadeusz Cymański z PiS dodaje: - Lepiej, by ci, którzy mają dramatycznie niskie uposażenia, dostali znaczące kwoty, niż wszyscy po parę złotych.