Z badań TNS OBOP na zlecenie DZIENNIKA wynika, że młodzi Polacy - urodzeni między 1981 a 1989 r. - nie są szczególnie zainteresowani teczkami SB. Jednak młodzież pobłażliwa dla dawnych donosicieli nie toleruje takich zachowań w swoim otoczeniu.
Młodzież pytana, czy należy potępić to, że ktoś w czasach PRL współpracował z SB, odpowiada w większości: to "zależy od sytuacji" (45
proc.). Druga, największa grupa odpowiedzi to "nie interesuje mnie to". Podobnie brzmi odpowiedź na pytanie, o podanie ręki komuś, o kim wiadomo, że był donosicielem: 47 proc.
nie ma nic przeciwko temu, 43 proc. - ręki by nie podało.
Sytuacja zmienia się jednak, gdy mowa jest o konkretnym przypadku: aż 52 proc. młodych ludzi uważa, że gdyby abp Stanisław Wielgus został metropolitą warszawskim, byłby to skandal. Dlaczego? "Ogólne pytanie o współpracę z SB jest traktowane bardziej liberalnie, ale jak się je skonkretyzuje, tak jak w przypadku osoby, która miała pełnić ważne stanowisko, nagle ludzie robią się bardziej restrykcyjni" - odpowiada Antoni Dudek, historyk IPN. "To ma sens: im wyższe stanowisko ma ktoś zajmować, tym wyższe standardy moralne powinien spełniać" - dodaje.
Socjolog Andrzej Zybertowicz widzi to nieco inaczej: "Część młodzieży chodzi do Kościoła, odziedziczyła religijność po rodzicach i nie chce, by wśród duchownych, którzy wciąż otaczani są w Polsce ogromnym szacunkiem, byli ludzie dwuznaczni" - tłumaczy. Stąd, zdaniem profesora, taka reakcja, która "niekoniecznie wiąże się z przemyśleniami problemu donosicielstwa w PRL".
Nie bez znaczenia dla szerszych ocen są osobiste doświadczenia. Donieść na kogoś zdarzyło się 17 proc. młodych ludzi. Z tego 10 proc. żałowało swojego uczynku. Ale aż 82 proc. nigdy na nikogo nie doniosło. I jeszcze: 70 proc. ankietowanych nigdy nie przyjaźniłoby się ze szkolnym czy uczelnianym kapusiem.
Sytuacja zmienia się jednak, gdy mowa jest o konkretnym przypadku: aż 52 proc. młodych ludzi uważa, że gdyby abp Stanisław Wielgus został metropolitą warszawskim, byłby to skandal. Dlaczego? "Ogólne pytanie o współpracę z SB jest traktowane bardziej liberalnie, ale jak się je skonkretyzuje, tak jak w przypadku osoby, która miała pełnić ważne stanowisko, nagle ludzie robią się bardziej restrykcyjni" - odpowiada Antoni Dudek, historyk IPN. "To ma sens: im wyższe stanowisko ma ktoś zajmować, tym wyższe standardy moralne powinien spełniać" - dodaje.
Socjolog Andrzej Zybertowicz widzi to nieco inaczej: "Część młodzieży chodzi do Kościoła, odziedziczyła religijność po rodzicach i nie chce, by wśród duchownych, którzy wciąż otaczani są w Polsce ogromnym szacunkiem, byli ludzie dwuznaczni" - tłumaczy. Stąd, zdaniem profesora, taka reakcja, która "niekoniecznie wiąże się z przemyśleniami problemu donosicielstwa w PRL".
Nie bez znaczenia dla szerszych ocen są osobiste doświadczenia. Donieść na kogoś zdarzyło się 17 proc. młodych ludzi. Z tego 10 proc. żałowało swojego uczynku. Ale aż 82 proc. nigdy na nikogo nie doniosło. I jeszcze: 70 proc. ankietowanych nigdy nie przyjaźniłoby się ze szkolnym czy uczelnianym kapusiem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|