"Broniłem go tak długo, jak się dało. Ale Wildstein postanowił uprawiać politykę na zasadzie - wszystkim, którzy go powołali: w pysk. Ja to zniosę, inni nie" - mówi
Jarosław Kaczyński w rozmowie z "Faktem". Odwołania Bronisława Wildsteina ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej domagały się LPR i Samoobrona.
Szef rządu mówi, że wiązał duże nadzieje z zajęciem przez Wildsteina tego stanowiska. "Nie będę udawał, że nie miałem wpływu na jego nominację, choć osobiście prawie go nie
znałem. To był obok Macieja Rybińskiego jedyny człowiek, który konsekwentnie, nawet po zawarciu przez PiS trudnej koalicji, pokazywał w swych tekstach, że rozumie, jak jest. Bardzo to
ceniłem. Myślałem, że facet, który to wszystko rozumie i w dodatku ma odwagę to napisać, to niezły kandydat" - tłumaczy premier.
Ale nowy prezes zwiódł jego oczekiwania. "Wildstein miał kilka miesięcy na to, by skorzystać ze swego niezwykle sprawnego intelektu i odpowiedzieć sobie na pytanie, co musi zrobić, by
zdziałać coś dobrego dla kraju, czyli zbudować sprawną telewizję publiczną" - dodaje Jarosław Kaczyński.
Pełna treść wywiadu z premierem w sobotnio-niedzielnym wydaniu "Faktu".