Jak zapewnia Leszek Piotrowski, pozew w tej sprawie będzie gotowy najpóźniej za miesiąc. Mecenas nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze, którzy mieli przeprowadzić rewizję w domu Blidy, nie dopełnili obowiązków. Po pierwsze nie zabezpieczyli broni, którą miała była posłanka i jej mąż, nie przeszukali ani Blidy, ani łazienki, do której
wyszła, a także - jak wynika z zeznań męża zmarłej - spuścili ją z oczu.
O tym, że Henryk Blida chce iść do sądu, pisała "Rzeczpospolita". Mecenas potwierdza, że szykuje się do sprawy. "Kiedy postępowanie karne będzie na odpowiednim etapie, przedstawię moim klientom swoją ocenę sytuacji oraz wszystkie <za i przeciw> związane z takim pozwem. Zdecyduje klient. Poniesione przez państwa Blida straty moralne i materialne są ogromne, więc odszkodowanie powinno być adekwatne" - zapowiada Piotrowski. I mówi nawet o kilku milionach złotych.
Adwokat potwierdził, że w czasie wczorajszej konfrontacji pojawiły się dwie zupełnie inne wersje wydarzeń. Funkcjonariuszka, która miała iść z Blidą do łazienki, mówi zupełnie coś innego, niż mąż byłej minister, który był w domu, kiedy do drzwi zapukała ABW. "Funkcjonariuszka utrzymuje, że weszła do łazienki, a relacja Henryka Blidy jest inna. Usłyszał huk i pobiegł do łazienki, mijając funkcjonariuszkę, siedzącą na poręczy fotela obok łazienki, przy drzwiach od strony zawiasów, nie mogła więc ona widzieć co dzieje się wewnątrz" - wyjaśnił mecenas. Teraz te sprzeczności będą musieli rozstrzygnąć śledczy.
Piotrowski skrytykował prokuraturę. Stwierdził, że funkcjonariusze ABW, którzy przyszli do domu Blidów, już dawno powinni usłyszeć zarzuty niedopełnienia obowiązków. "Od początku powinni być w tej sprawie przesłuchiwani jako podejrzani, a nie jako świadkowie" - ocenił adwokat.
Barbara Blida popełniła samobójstwo w środę rano, gdy do jej domu przyszła ABW. Była minister miała zostać zatrzymana i miała usłyszeć zarzuty w śledztwie na temat mafii węglowej.