Bezpieka mówiła mu, że wśród Białorusinów są amerykańscy i angielscy szpiedzy. I on im uwierzył. Od 1958 roku przez dwanaście lat pisał dla SB notatki. Wierzył, że walczy o białoruską sprawę. Ale już po kilku latach zrozumiał, że go wykorzystano.
Kiedy przestał rozmawiać z SB, ta miała zmarnować mu życie. Wyrzucali go z każdej pracy. Czy czuje się winny? "Nikogo nie skrzywdziłem, ale dałem się wrobić" - mówi.
71-letni pisarz i działacz mniejszości białoruskiej napisał o swojej współpracy w oświadczeniu lustracyjnym. Musiał je złożyć, bo jest redaktorem naczelnym pisma "Annus Albaruthenicus". Pisuje także do innych gazet.
W maju miał startować do wyborów sejmiku województwa podlaskiego. Ale po tym jak się przyznał, zrezygnował. Jego nazwisko zniknęło już z wyborczych kart.