Według informacji uzyskanych z IPN przez Uniwersytet Wrocławski (tam pracuje Miodek), profesor był w roku 1978 wytypowany na tajnego współpracownika i w grudniu tego roku bądź w styczniu
1979 zarejestrowano go jako TW "Jam". Jego teczka została skierowana do archiwum w końcu 1989 roku - już w czasie, gdy premierem był Tadeusz Mazowiecki, ale SB nie była jeszcze
zlikwidowana.
Profesor Włodzimierz Suleja, szef wrocławskiego oddziału IPN, wyjaśnia dziennikowi.pl, że w archiwach odnaleziono tylko tzw. wpisy rejestrowe agenta i informacje o pseudonimie i latach
współpracy profesora Miodka. "Nie wiemy, co się zostało z teczkami. Czy zostały zniszczone, czy też nie" - dodaje profesor Suleja.
Miodka broni rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Leszek Pacholski. "Żaden z tych dokumentów nie powstał w taki sposób, żeby profesor miał tego świadomość. Z tego co ja wiem,
zainteresowani o powstaniu takich dokumentów nie wiedzą" - mówi rektor. I dodaje, że w teczkach nie było nic, co by zmieniło jego pogląd na temat polonisty.
Sam Jan Miodek w rozmowie z dziennikiem.pl nie chciał komentować doniesień o zawartości archiwów IPN. Odesłał do rektora. "I ja, i pan profesor zdajemy sobie sprawę, że gdyby to
był Jan Kowalski, to nikogo by to nie interesowało" - przyznał.
Władze uczelni mają ogłosić fakt odnalezienia dokumentów w IPN na najbliższym posiedzeniu senatu uczelni - jeszcze w maju. Podane mają być także do wiadomości publicznej nazwiska
współpracowników SB za PRL, w tym jednego z obecnych dziekanów.
"Mam czyste sumienie, to bzdury" - bronił się miesiąc temu Miodek, gdy na antenie Polskiego Radia Wrocław ujawniono fakt umieszczenia nazwiska profesora na liście agentów SB.
Polonista współpracował w czasach PRL z policją polityczną - twierdził Grzegorz Braun, który ujawnił te informacje.
Profesor Miodek przyznał, że w latach 70. wyjeżdżał za granicę, jednak nie ma sobie nic do zarzucenia. Przyznał, że przed wyjazdem na stypendium do Niemiec był wzywany przez milicję, a po
powrocie złożył sprawozdanie z dwuletniego pobytu i - jak mówi - "jak idiota" podpisał je. Ale podkreślił, że nie brał od SB żadnych pieniędzy i nie wie, co napisali o
nim esbecy.
Jan Miodek jest polonistą, jednym z najpopularniejszych w kraju językoznawców. Profesor stoi na czele Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, jest też członkiem Komitetu
Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk i Rady Języka Polskiego. Ma na swoim koncie wiele prac naukowych i książek o poprawności językowej. Od 20 lat prowadzi w telewizji publicznej program
"Ojczyzna polszczyzna".