Anna Wojciechowska: Kilka miesięcy temu pan, jako jeden z pierwszych, nawoływał głośno do debaty programowej w Platformie. Jest pan zadowolony z jej owoców?
Jan Rokita: Jestem bardzo zadowolony, że zorganizowano szereg debat publicznych nad programem, w których wypowiedzieć się mogli wszyscy, którzy chcieli. To była ważna,
interesująca, doniosła debata. Wiele rzeczy jest jeszcze przedmiotem sporu. Natomiast ostatecznego efektu, dokumentu "Polska Obywatelska", jeszcze nie znam. Najbliższe dni chcę
poświęcić na bardzo uważne porównanie programu gabinetu cieni ze stycznia i projektu opublikowanego obecnie ze wstępem Tuska i Komorowskiego. Wtedy chętnie wrócę do pytania, czy między tymi
dokumentami jest jakaś istotna różnica wizji Polski, czy też jej nie ma.
Ale został pan w niedzielę, obok Bronisława Komorowskiego, wymieniony przez szefa PO jako jeden z głównych twórców.
To nieporozumienie. Jedyny znany mi do tej pory poważny projekt programu Platformy został wypracowany przez 20 osób pod moim kierownictwem w ramach gabinetu cieni. Prace trwały rok, program
został opublikowany w styczniu i wzbudził całkowicie niemerytoryczne reakcje, również wewnątrz Platformy. Program "Polska Obywatelska" widzę po raz pierwszy. Nie
uczestniczyłem w jego przygotowaniu.
Do wyborów jeszcze daleko. Czy nie pospieszyliście się z konwencją?
Nie. Czas między kadencjami to dobry okres dla takich debat, bo unika się uwikłania w propagandę
wyborczą. Nie sądzę jednak, by ta konwencja oznaczała koniec pracy nad programem. Zwieńczeniem będzie faktyczny program, który musi być przyjęty przez władze PO, czyli przez kongres.
Czyli nie powiedziałby pan dziś z przekonaniem: Platforma jest już gotowa przejąć władzę?
Wolałbym ograniczyć się do stwierdzenia tego, za co odpowiadałem. Otóż
800-stronicowy program gabinetu cieni Platformy, choć dziś widzę też jeszcze trochę niedoskonałości, jest najbardziej wiarygodnym, najbardziej konkretnym programem stworzonym od 1989 r.
Jak to jest, że szara myszka - jak pan mówił o sobie tuż przed konwencją - zasiada za stołem prezydialnym?
Jak mówię o szarej myszce, to nie mam na myśli tego, że nie udaje mi się wywierać wpływu na ludzi PO, tylko to, że z woli rządzących dziś Platformą mój instytucjonalny wpływ na decyzje
władz PO jest zerowy. Zerowa jest też wiedza o decyzjach tych władz.
Ale pełni pan funkcję - koordynator gabinetu cieni. Tak został pan przedstawiony na konwencji.
Moi koledzy chcą mi koniecznie przypisać jakąś funkcję. Gabinet cieni jest fikcją. Pół roku temu wyrzucono sekretarza, który go obsługiwał, i odebrano wszelkie możliwości pracy
organizacyjnej. Wyniesiono nawet jego biurko. Od tego czasu nawet nie było jak zawiadomić członków gabinetu cieni, żeby mogli się spotkać. Nikt takiego mojego polecenia by nie wykonał.
A wiedział pan, że Donald Tusk mówi też do żony: myszko?
Nie, ale to urocze.