Michał Karnowski: Krytyka rezultatów szczytu pojawia się nie tylko ze strony opozycji. Pana koalicjant, Liga Polskich Rodzin, twierdzi iż wyniki szczytu oznaczają tylko przesunięcie
w czasie momentu, gdy niemiecka dominacja w Europie stanie się niezaprzeczalnym faktem.
Jarosław Kaczyński: Mogę powtórzyć, że wynegocjowana siła Polski będzie znaczna. I jest oczywiste, że Niemcy też coś zyskują. Ale podkreślam - my nie działaliśmy przeciw
Niemcom, nie chodziło nam o osłabienie ich pozycji.
To nie miałoby sensu. Natomiast bardzo radykalnie wzmocniliśmy pozycję Polski. Polska jest jednym kluczowych krajów w Unii Europejskiej. Mamy mocną broń. Nasi partnerzy o tym wiedzą i
dlatego jeszcze o czwartej rano próbowano nam to odebrać!
W jaki sposób?
Ostatnie decyzje zapadały o wpół do czwartej nad ranem, kiedy nagle się okazało, że tak - ale bez Joaniny. Nie zgodziliśmy się na to.
Czy nie było błędem poruszenie przez Pana przed negocjacjami wątków historycznych? Pana słowa znacznie wyostrzono, można nawet powiedzieć, że przekręcono, ale efekt był jasny:
polska gra II wojną światową, tak to odebrała część komentatorów i polityków Zachodu. To nie był błąd?
Tu musimy być precyzyjni. Nie zgadzam się i nigdy się nie zgodzę na sytuację w której nie wolno wymienić Niemców w kontekście Holocaustu, natomiast wolno wymieniać Polaków. Ten typ
poprawności nas po prostu niszczy.
Niestety, ale dziś musimy przypominać kto był katem, a kto był ofiarą. Musimy zmagać się z roszczeniami majątkowymi będącymi efektem II Wojny Światowej, a Polska nie może się nawet
zająknąć, jak to podczas tej wojny było. To jest Polski punkt widzenia i nie widzę powodu dla którego miałbym przypominać niemiecki. I tylko ludzie skrajnie głupi albo zaprzedani mogą
żądać byśmy to robili.
Czy Polski zespół negocjacyjny sprawdził się? Różne głosy na ten temat dochodziły. Jaka jest ocena pana premiera?
Jeśli ktoś jedzie na negocjacje, gdzie ma naprawdę słabe karty, 25 krajów przeciw sobie i jeden, dość platonicznie, za sobą i wywozi tak dobre rozwiązanie, to zasługuje tylko na
brawa.
A były rzeczywiście jakieś tarcia w zespole negocjacyjnym?
Nie było żadnych tarć, było za to mnóstwo plotek, intryg, fałszywych - podawanych przez innych negocjatorów
- informacji. Ale tarć nie było.
A informacja, że kanclerz Merkel groziła zwołaniem konferencji międzyrządowej bez udziału Polski, to prawda?
Niestety tak, to była reakcja na twarde dociśnięcie przez nas. Taki kontratak. Na szczęście okazało się, że to niemieckie zdanie było jednak odosobnione.
Dużo kontrowersji budził fakt, że dzwonili do Pana będącego w Warszawie liderzy innych krajów, pomijając niejako przebywającego w Brukseli prezydenta. Jak to
wyglądało?
Prawdą jest, że dzwonił do mnie prezydent Sarkozy, to była krótka rozmowa bezpośrednio związana z moją wypowiedzią podczas konferencji prasowej, gdzie powiedziałem, że negocjacje idą
źle. Potem ja poprosiłem jeszcze premiera Blaira - i to było wszystko.
To co teraz słyszę na ten temat jest po prostu szukaniem dziury w całym. Bo odnieśliśmy ogromny sukces dla Polski, co dla części agresywnie nastawionych wobec mojej formacji mediów i
polityków jest poważnym problemem. Stąd szuka się takich nieprawd. Wygraliśmy dużo, wygraliśmy dobrą taktyką negocjacyjną.
Czy taki wynik szczytu zamyka temat spekulacji o zmianach na stanowisku szefa MSZ?
To nie było nigdy otwarte, więc nie ma czego zamykać. Dopóki Pani Minister Anna Fotyga będzie chciała być Ministrem Spraw Zagranicznych, dopóty będzie.
A chce być?
Sądzę, że chce.
Czy prezydent już zdał Panu relację z przebiegu rozmów?
To określenie "zdał relację" nie jest właściwe, to ja mogę zdać prezydentowi relację, a nie odwrotnie. Choć oczywiście, jesteśmy także braćmi. Rozmawialiśmy, ale tylko
przez telefon. Prezydent przebywa nad morzem.
Zarzucił pan protestującym pielęgniarkom, że utrudniły negocjacje w Brukseli. Nazwał pan protest pielęgniarek haniebną, polityczną akcją. Nie przesadził Pan używając takich
słów?
Nie ułatwiały i były takie sygnały, na poziomie niższych rang dyplomatów, że to obserwują. Padały pytania, czy możemy normalnie pracować, bo demonstracje, bo okupacja Kancelarii Premiera.
A więc to miało znaczenie. W najmniejszym stopniu się nie myliłem.
Na razie protest trwa. A pomysł referendum nie zyska specjalnego poklasku.
Jeżeli politycy opozycji nie poprą teraz podwyżki podatków to znaczy, że prowadzą akcję o charakterze dywersyjnym. Bo sami świetnie wiedzą, że wymiary wydatków na inne dziedziny są na
poziomie minimalnym, nie ma z czego ścinać, a aparat państwowy jest tak nie dofinansowany, że zaczyna nam się rozchodzić!
Fachowcy przechodzą do firm prywatnych albo do samorządów, bo tam dużo lepiej płacą. I politycy opozycji dobrze o tym wiedzą, chyba że należą do kategorii tylko występujących w telewizji, bez zielonego pojęcia jak jest naprawdę.
Ale dlaczego podwyżka podatków ma dotyczyć tylko najbogatszych?
Bo oni mają jakieś zasoby finansowe do których można sięgnąć. Zdecydowana większość
społeczeństwa w Polsce jest niezamożna, ma niewiele, trudno im zabierać. A poza tym znaczna część ludzi bogatych płaci w Polsce podatki minimalne albo w ogóle nie płaci.
Znam przypadki, że niektóre środowiska tak sprytnie wykorzystują różnego rodzaju mechanizmy podatkowe, że w końcu sami dochodzą do wniosku, że może jednak dla spokoju warto coś tam,
symbolicznie, zapłacić. Nie ma żadnych powodów, żeby ten stan kontynuować. Na świcie, nawet dzisiaj, podatki dla najlepiej zarabiających są jednak znaczne. W Polsce - nie.
Pana propozycja zakończenia okupacji Kancelarii premiera przez cztery pielęgniarki została przez nie odrzucona, czy jest jakaś szansa na koniec protestu?
Widzę teraz z ich strony daleko idący upór, który do sukcesu nie doprowadzi. Zresztą, te żądania są niemożliwe do spełnienia. One domagają się pieniędzy już teraz, rozbicia budżetu! To
trzeba też analizować politycznie, widzieć w świetle żądań, by zniszczyć wreszcie tę władzę. To jest atak na władzę, która tym gorzej sytuowanym grupom stara się pomóc, pierwsza od
wielu lat. I te grupy są przeciwko niej podburzane. Dobrze, żeby panie pielęgniarki wiedziały także i to.
Kto to pana zdaniem rozpala?
Nie wiem, wiem kto się czuje zagrożony i kto nawoływał do protestów w obronie agentów, doktora G., w obronie bezkarności korporacji.
Znane już jest pytanie referendum?
Trwają prace. Podkreślam - myśmy chcieli podatki obniżać i zmiana klina podatkowego, to pierwsza znacząca od lat obniżka podatków! Ale teraz naciera na nas fala żądań płacowych, nie tylko
służby zdrowia, ale także nauczycieli, a i górników, której bez takiego ruchu nie da się zrealizować.
A skoro osoby najbogatsze w Polsce, w tym osoby, które spokojnie można nazwać milionerkami, jak Jolanta Kwaśniewska i Hanna Gronkiewicz-Waltz, na marginesie pani prezydent stolicy w sposób skandaliczny użyła straży miejskiej do wspierania tych protestów, są za tymi żądaniami, to niech je współfinansują, niech się podzielą swoim majątkiem. Nie widzę tych pieniędzy gdzie indziej, widzę je tylko - powiem brutalnie - w ich kieszeniach.