Najbliższe dni powinny przynieść kolejne dymisje w rządzie. Do odwołanych Andrzeja Leppera i ministra sportu Tomasza Lipca, również podejrzanego o korupcyjne powikłania, dołączą kolejni rządowi dygnitarze. Po wyjściu Samoobrony z koalicji ministerialne teki mogą już pakować szefowa resortu pracy Anna Kalata i minister budownictwa Andrzej Aumiller. Chyba że wypowiedzą posłuszeństwo Lepperowi i pozostaną w swych gabinetach - pisze analityk "Faktu" Jerzy W. Kubrak.
Taki wariant byłby zapewne na rękę premierowi. Powód? Do buntowników mogłaby dołączyć grupa posłów Samoobrony, a Jarosław Kaczyński, jeśli poważnie myśli o nowej koalicji, musi rozbić ekipę Leppera. To ryzykowna gra, na której PiS kiedyś już się przejechał. Blisko rok temu, gdy Lepper po raz pierwszy wyleciał z rządu, próba skaptowania jego posłów skończyła się aferą z kompromitującymi taśmami Renaty Beger. Negocjatorzy PiS będą więc teraz musieli dmuchać na zimne, żeby znów nie podłożyć się sprytnym graczom Leppera.
Parlamentarne rachunki są jednak nieubłagane. Bez wyłuskania z Samoobrony około 30 szabel partia Jarosława Kaczyńskiego raczej nie ma co liczyć na większość w Sejmie. PiS ma 149 posłów. Do nich może dołączyć 29 parlamentarzystów Ligi Polskich Rodzin, siedmiu Ruchu Ludowo-Narodowego, sześciu Prawicy Rzeczypospolitej, trzech z Koła Posłów Bezpartyjnych oraz dziewięciu niezrzeszonych. Wszyscy oni jak diabeł święconej wody boją się przyspieszonych wyborów, które wyrzucą ich za burtę parlamentu. Ale razem z PiS stanowią siłę zaledwie 203 głosów. Do większości 231 głosów sporo więc w takim układzie brakuje.
Sytuację znacznie poprawiłoby przyciągnięcie do koalicji 25 ludowców Waldemara Pawlaka. Wtedy Jarosławowi Kaczyńskiemu brakowałoby do koalicyjnego kompletu zaledwie trzech posłów. Szkopuł jednak w tym, że ostatnio PSL-owi znacznie bliżej do Platformy Obywatelskiej niż do PiS.
Inny wariant to wielka koalicja PO-PiS. Prawdopodobieństwo jej zawarcia wydaje się jednak dziś bliskie zeru. "Zbudowanie koalicji w obecnym parlamencie jest praktycznie niemożliwe" - nie pozostawia złudzeń szef klubu Platformy, Bogdan Zdrojewski.
Platforma, zachęcona dobrymi wynikami w sondażach, od dawna prze do przyspieszonych wyborów. Kurs na wcześniejszą elekcję obrał również SLD. Lewica już zapowiedziała, że zgłosi wniosek o samorozwiązanie Sejmu. Ale większość atutów w nowej grze o władzę trzyma w dłoniach Jarosław Kaczyński. I nie można wykluczyć, że mając wsparcie w prezydencie, zdecyduje się kierować rządem mniejszościowym.